Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania blog, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania blog, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

27.10.2013

[27.X.2013] Dwa lata bloga, o blogach, i prośba o wsparcie!


Znacie to wspaniałe uczucie, kiedy ktoś mówi o waszej twórczości w pozytywnym świetle w zasięgu waszego słuchu, z wiedzą, że ów ktoś nie wie, że jesteś ów twórczości autorem? Ta radość, kiedy całkowicie losowy mieszkaniec planety ziemia chwali owoce twoich starań kolejnego całkowicie losowemu przedstawicielowi ludzkości? Nic tak nie motywuje do działania jak taka pochwała kogoś, kto zwyczajnie się nie zna. W moim przypadku podczas wczorajszego posiedzenia w Vanaheimie posłyszałem jak ludziska w trakcie dyskusji o kosmicznych marynatach zaczęli wspominać moją jak dotychczas dwuodcinkową serię o tworzeniu własnego zakonu, i w ogóle zeszło na to, że bloga warto czytać i śledzić. Aż mi się ciepło zrobiło. I moment tej radosnej aury kliknął odpowiedni guzik w moim umyśle – nie zrobiłem obowiązkowego wpisu samochwalnego! A przecież czas najwyższy…

Tak jest, widzicie, dzisiaj będzie leniwy, niedzielny wpis, na który blog w sumie zasłużył a który jest swoistą tradycją każdego bloggera – czyli post podsumowujący dotychczasową działalność w raz z poklepaniem się po plecach i kiwnięciu głową, że jest dobrze a będzie lepiej. A jest dobrze! Po pierwsze, wpisy… Jest ich ponad 200! Na łamach bloga znajduje się masa tekstu, wliczając w to recenzje modeli, artykułów modelarskich, opisów nowości, felietonów traktujących o naszym podwórku… Cieszy mnie to wielce, czuję taką radosną nutę spełnienia, kiedy widzę, że blog tak ładnie zapycha się treścią i coraz częściej na wyszukiwarkach pojawia się do niego link kiedy zapytanie nie zawiera w sobie słowa ‘fireant’. Muszę tutaj podziękować Ranger’owi, Emerytowi, Fenrisowi oraz Pisarczykowi, którzy również dorzucili swoje trzy grosze do zawartości bloga, wspomagając jego działalność niusami, relacjami czy popularną serią recenzji starterów do Infinity.

Z dalszych sukcesów, cóż, jednym z którego jestem zdecydowanie dumny to aktywność bloga. W ciągu tygodnia pojawia się średnio 4 do 5 wpisów a czasem nawet i więcej, co – wierzcie mi – wymaga niemałego nakładu pracy, ale z pewnością się zwraca… Bo od ostatnich dwóch miesięcy dzienna liczba wizyt oscyluje w granicach ~500 a rekordowe dni już przebiły 1000 odwiedzin na dzień! W takim tempie, które jednak wyraża w pewien sposób zainteresowanie oferowanymi treściami, spokojnie dobijam do ponad 10 tysięcy odsłon miesięcznie… To wielki skok, licząc na to, że w pierwszym kwartale działalności bloga jak się udało wyskrobać 3 tysiące, to był wielki sukces!

Słowem, jestem naprawdę dumny z tego, że blog – z przerwami, dłuższymi lub krótszymi – działa już… Ponad 2 lata! Tak jest zacząłem dokładnie 18 lutego roku 2011… Co tylko udowadnia, że prowadzenie bloga to nie przelewki, i jeżeli naprawdę chce się coś w tej dziedzinie osiągnąć, to jednak trzeba się nie tylko starać, ale uzbroić w tytaniczną niemalże cierpliwość.

W tym miejscu chciałbym podziękować Wam wszystkim, mili czytelnicy – za to że odwiedzacie, za to, że piszecie do mnie maile czy wysyłacie wiadomości na forach z licznymi zapytaniami. Za to, że komentujecie teksty – gwarantuje wam, że nawet jeden komentarz pod wpisem od razu jest formą gratyfikacji, od razu daje mi klarownie do zrozumienia, że tekst nie tylko został przeczytany, ale że ktoś poświęcić te kilka minut ze swojego życia, by wdać się z nim w dyskusję, czy też potwierdzić zawarte w nim treści! A że komentarzy na blogu jest już 833 wyłączając moje własne, świadczy to o tym, że jesteście zdecydowanie Aktywnymi Czytelnikami, co bardzo mnie cieszy i mam nadzieję, że taka tradycja się zachowa.

Tutaj oczywiście muszę postawić wam pytanie. A nawet pytania? Czego chcielibyście widzieć więcej na blogu? Oczywiście po statystykach oglądalności mam jako taki wgląd w to, co najbardziej wam się podoba, ale jednak wolę zapytać… O jakich systemach chętnie byście poczytali? Czy potrzeba więcej recenzji modeli? Czy mam wrócić do tłumaczeń na język ojczysty tutoriali z Massive Voodoo? Słowem, dajcie proszę upust waszych zapotrzebować i listy życzeń względem tego, co najchętniej czytacie i jakie treści są dla was na tyle interesujące, by pozostać na stronie i zacząć czytać.

Posłowie dla braci współbloggerów…

Prowadzenie bloga to fajna rzecz. Można podzielić się swoimi przemyśleniami w szerokim gronie, pokazać swoje malarskie trudy… Problem w tym, że kiedy piszemy, malujemy i produkujemy się, a potem wchodzimy w przegląd statystyk i patrzymy na te 20-30 odwiedzin, z czego połowa to nasze własne kliknięcia, to może zapału trochę zabraknąć, prawda? Cóż, nikt nie powiedział, że prowadzenie bloga to bajka i że po pół roku staniemy się gwiazdami polskiego Internetu i bohaterami sceny bitewniakowej tylko dlatego, że się prowadzi blogaska, prawda? Niestety, z blogiem jak z każdym przedsięwzięciem, potrzeba trzech rzeczy – Cierpliwości. Aktywności. Pomysłu.

Cierpliwość to rzecz konieczna – blog, nawet pięknie poskładany, aktywny, prezentujący bogatą treść o dobrej jakości nie zyska setek czytelników w tydzień. To wymaga czasu. To wymaga sporo czasu! Ja sam uważam, że mój własny blog jak na jego wąską bądź co bądź tematykę i całkowitą polskojęzyczność dopiero teraz rozpościera skrzydła i może powolutku starać się o ‘powiększanie wpływów’… A zajęło to przecież ponad dwa lata! Jeżeli ktoś spodziewa się hordy fanów i wiernych czytelników po kilku miesiącach pisania, regularnego czy też nie, to niestety, blog taki padnie jak strucla, kiedy to autor strzeli focha i uzna, że ma dość…

Aktywność, wierzę, jest ostatecznym kluczem do sukcesu i głównym motorem napędowym mojego własnego blogaska, na którym się właśnie znajdujecie. Blog nie może być martwy. Blog nie może polegać na jednym wpisie na miesiąc albo i rzadiej. Aktywnośc, by było zabawnie, wcale nie musi oznaczać codziennych wpisów. Bardziej chodzi o doskonałą regularność. Piszes dwa razy w tygodniu, publikujesz w poniedziałek i piątek? Świetnie – trzymaj się tego jak tonący brzytwy, bo jak przyzwyczaisz swoją publikę do takiej regularności, to kiedy raz czy dwa razy ich zawiedziesz, to następny raz mogą już w poniedziałek na bloga nie wpaść… Tak czy siak, kiedy tworzysz bloga musisz wiedzieć, że bez regularnych wpisów nie ma co liczyć na to, że ktoś poza znajomymi, z którymi się podzieliłeś linkiem wpadnie.

Pomysłu. O to to, to jest jeden z trudniejszych manewrów do opanowania. Chyba najłatwiej sprawdzić, co się kryje za tym konceptem oglądając znane i popularne w kraju blogu. Ot Wojna w Miniaturze autorstwa Inkuba to wyśmienite źródło informacji na temat nowości z różnych gier, fajna galeria ciekawych, nietypowych modeli oraz ciekawe serie artykułów, takich jak na przykład „Z Otchłani czasu”, gdzie Inkub wyszukuje starożytny fluff do Warhammera 40k i prezentuje, jak wtedy to wszystko wyglądało. Na Coloured Dust od Arbala znowu dostaniemy pokaz pięknie malowanych modeli oraz liczne, świetne tutoriale i recenzje produktów hobbystycznych. Hakostwo to świetnie wykonany, bardzo aktywny blog dwoje zapaleńców Mordheimu – Kapitana Haka oraz Skavenblight – którzy są wzorem świetnie prowadzonego bloga, bo robią to ewidetnie dla siebie, mając po prostu dobrą zabawę z publikacji swoich prac, a przy okazji utrzymują świetny poziom działalności bloga, chętnie się na niego wchodzi a dla miłośników Mordheima to niemalże pozycja obowiązkowa na polskich Internetach. Nazroth zaś ze swoim krwiście czerwonym blogiem Z 22 Centymetra w spoób niezwykle dosadny i radośnie niewybredny prowadzi aktywną i brutalną krytykę tego, co się w czterdziestkowym fandomie wydziewa, tego, co poczynia Games Workshop ze swoimi nowościami.

Widzicie? Pomysł. Czyli tematyka, czyli pokazanie potencjalnemu czytelnikowi, czego może oczekiwać po blogu i dostarczenie dokładnie takich treści. Nie chcę na nikogo najeżdżać personalnie, bo przecież wiecie, że daleki jestem od wszelkich konfliktów i wierzę ciepło w pokojowe nastawienie do całego wszechświata, ale tak czy siak musze wytknąć palcem i wypomnieć kilka inicjatyw, które zmarły szybciej niż powinny… Jak chociażby Jeden Portal do Ultramaru – sześcioosobowa załoga! Aż sześciu ludzi się zadeklarowało i zebrało, by stworzyć bloga i co? I lipa, roku nawet nie dożył, bo od maja do kwietnia coś tam się działo, a potem padło i zdechło. Szkoda, bo wyglądało, jakby miało potencjał! Adaśkowy Blog Figurkowy! A tak, wypomnę, bo czemu by nie! 19 styczna ostatni wpis, kończący wielkim zawołaniem do ‘Nie opier***ania się’, i co? I pustkami straszy link! Pustkami! SamboR’s wargaming? 21 maja ostatni wpis, to tego czasu pacjent w komatozie – ma szansę na powstanie ze snu? Mam taką nadzieję!

Słowem? Prowadzenie bloga to nie spacer po parku. To w sumie ciężki kawałek hobbystycznego chleba, pod warunkiem oczywiście, że staramy się, by ów blog nie był ledwie dokumentacją naszych malarskich projektów, że nie robimy go stricte pod siebie, ale pragniemy, by był czymś więcej… Tutaj chciałbym, dodać ważną rzecz – Piszesz? Chciałbyś? W trzewiach pali Cię potrzeba przelania swoich myśli na nobliwą czcionkę? Życzyłbyś sobie, by twoje teksty ktoś aktualnie przeczytał? Cóż, jeżeli czujesz, że nie masz dość paliwa czy mocy, by walczyć o własny kawałek internetów i założyć bloga… Napisz do mnie! Ja z chęcią przeczytam i jeżeli tekst okaże się dobrym, z radością opublikuję na łamach mojego bloga. Więc nie bać się i uderzać.

I na zakończenie!

Małe zawołanie o pomoc. Niestety, Październik ugryzł mnie w tyłek finansowo – „przyjacielska” wizyta Skarbówy przycięła wolny budżet o kilka ładnych tysięcy złotych, i zamiast mieć wolną mamonę na swobodne wydatki związane z hobby, mam biedę, aż piszczy i pustki w portfelu na ten miesiąc i cóż, na przyszły również… Słowem, gwałtownie zbiedniałem z dnia na dzień! Niestety, chcąc nie chcąc są pewne wydatki, które nie mogę przełożyć w czasie…

Jednym z takich wydatków jest koszt domen, a tak się złożyło paskudnie, że w trakcie weekendu Wrota.org wyparowała i Domeny.pl proszą grzecznie o zapłatę w celu przedłużenia trwania domeny. Nie jest to duża kwota, bo to 123 złote w skali roku, płacona raz – i choć nie brzmi to jak żaden wydatek, dla kogoś, kto jest ewidentnie pod kreską i na minusie, nawet złotówka do zapłacenia jest już sporym wydatkiem i niestety tym razem nie mam jak szybko zapłacić za tę domenę w obliczu bardziej kluczowych wydatków (*takich jak przetrwanie do grudnia!*) Słowem, proszę o wsparcie właśnie w celu zabezpieczenia domeny – gdyby każdy, kto korzysta z Wrót zrzuciłby się dosłownie 2-5 złotych, to problem by całkowicie wyparował – nie są to więc duże koszta, a jako że Wrota służą nam wszystkim, mam gorącą nadzieję, że uda się te 123 blaszki zebrać szybciutko, zanim ktoś niemiły domenę podkradnie.

Jeżeli więc chcecie pomóc – a za co z góry bardzo dziękuję! – to proszę o wsparcie w postaci absolutnie dowolnej kwoty na poniższe dane:

Hubert Spala
Ul. Stanisława Anioła 23/2, 33-101 Tarnów
Nr. Konta: 22 1240 1910 1111 0010 4631 1060
Tytułem: Dotacja na Wrota.org

Jeszcze raz z góry dziękuję wszystkim za ewentualne wsparcie – przykro mi, że muszę sięgać do takich metod, ale cóż, czasem się i taka sytuacja zdarzy, a żal by było, by domena przepadła w mrokach dziejów przy tak zacnym projekcie jak aglomerat polskich blogów bitewnych!

2.05.2013

[02.V.2013] Śmierć Natfki i groza Games Workshop!



No dobrze. Świetnie. Mamy maj, ciepło się na dworze robi, spać z otwartym oknem można (*dobrze, że moskitiery zainstalowane w okiennych ramach!*) i w ogóle, chce się żyć, nawet jeżeli nasłonecznienie nie jest najlepsze i ciemne, ponuro szare chmury spowijają okolicę. Wysokie Elfy doczekały się swojej nowej księgi armii, Eldarowie na horyzonie… Słowem, na froncie Games Workshopowym bez zmian, wszystko śmiga prężnie i sprawnie jak dobrze naoliwiona maszyna. I choć silnik pręży się i popycha kolosa naprzód szybciej i dalej niż kiedykolwiek, to atmosferka dokoła wehikuły robi się gęsta – najwyraźniej dodatkowa energia konieczna do popychania potwora na przodu generuje więcej śmierdzących spalin. Nie tak dawno temu chwaliłem nową politykę wydawniczą tejże korporacji i zdania nie zmieniam, bo jest świetna i dobrze realizowana… ale to, co wyprawia Games Workshop ze swoimi wiernymi fanami już do ideału ma raczej dalej, niż bliżej. Przejdźmy więc do wydarzeń, które dosłownie kilka dni temu poruszyły fandom – skasowania ‘plotkarskiego bloga’ Faeita.

Dobrze, o co kurde biega? Wejdźcie proszę na tego oto linka – pod tym adresem do niedawna mieścił się najprawdopodobniej najważniejszy blog traktujący o przeciekach ze stajni Games Workshop. To tutaj mogliście przeczytać kompilację wszystkich plotek o nadchodzących armiach, tutaj pojawiały się pierwsze zdjęcia nowych modeli czy skany z kodeksów i nowych wydań White Dwarf’a. Można było zawsze liczyć na to, że właśnie na tym blogu wszelkie nowinki pojawią się jako pierwsze. Trudno się dziwić, że blog liczył odwiedziny w tysiącach dziennie i przebił 20 milionów odsłon łącznie. Tak, to był duży blog. Ważny dla naszej turlającej, młotkowej społeczności

Games Workshop go uśmiercił.

Hola hola, młodzieńcze, gdzie ty masz nogę, że się tak wyrażę używają bardzo lokalnego stwierdzenia powstałego w czasie studenckich bib – to nie tak. Znaczy, owszem, po części owszem, ale prawda, rzecz ulotna, zawsze wymaga czasy by wykiełkować na pożywczym łajnie kłamstwa! Widzicie, po to było tak, że autor i prowadzący bloga otrzymał, zgodnie prawem, list ‘Cease & Desist’  - Zaprzestań i porzuć… Tam, gdzie własność intelektualna czy prawo autorskie jest łamane lub naginane firma najpierw działając w tzw. dobrej woli wysyła uroczy list z prośbą o zaprzestaniu i porzuceniu działalności na jej szkodę – Jak tarnowski bar Ratatouille dowie się, że używanie logo z filmu jest raczej nielegalne, to pierwsze co dostaną to właśnie taki list, że mają szansę na natychmiastowe porzucenie wykorzystywania nieswoich znaków towarowych i własności intelektualnej. Kiedy list nie przyniósł odpowiednich efektów firma uderzyła bezpośrednio do świadczącego usługi, na których opierał się blog. Do Bloggera. Czyli do firmy Google. Z zażaleniem na podstawie prawnej DMCA (Digital Millennium Copyright Act), z którego wynika, że jako posiadacz praw autorskich do magazynu White Dwarf firma posiada pierwszeństwo i niezaprzeczalny priorytet do premierowego prezentowania zawartych na łamach magazynu materiałów. Prawo to zostało firmie odebrane, kiedy użytkownik Natfka na łamach bloga Faeit212 umieścił skany z nadchodzącego, niewydanego numeru.

Zażalenie DMCA nie jest formą pisma przed sądowego, i na jego zasadzie usługodawca internetowy może wyciąć nieodpowiednie materiały i sprawa jest elegancko i kulturalnie zamknięta. Żadnego biegania po sądach, żadnej gorącej krwi, ot, macie czas by się ze sprawą zapoznać, by wysłać swojemu użytkownikowi odpowiednią informację, by dać mu czas na reakcję i samodzielne usunięcie treści. Słowem, wbrew wszelkim pozorom, jest to zdrowa i kulturalna praktyka – ot, są niezadowoleni z tego, że przeciek jest publikowany poza ich obiegiem (*co jest niezgodne z prawem*) i chcą wszystko wyrównać w sposób uczciwy i należyty.

Blog jednak zostaje usunięty. Z opowieści właściciela wynika, że sam go nie usunął, a został zwyczajnie wyeliminowany przez administrację Google’a. Dlaczego? Normalnie w takich sytuacjach załoga Bloggera pouczona przez szefa wysłała by maila z prośbą do użytkownika o usunięcie treści objętych ochroną autorskiego prawa. Natfka by usunął, sprawa zakończona, blog trwałby nadal i dostarczał fandomowi dużo radości. Dlaczego go usunięto? Dla wygody. Nie jest to bynajmniej pierwsza tego typu sytuacja dotycząca naszego plotkarskiego blogaska i jest to kolejne z rzędu zażalenie od strony GW – Google najwyraźniej uznał, że ‘brak poprawy’ i ciągłe męczenie się z takimi zażaleniami i jękami było nie było dużej firmy nie jest warte zadowolenia jednego, losowego usera, i postanowiło zwyczajnie wyciąć problem. Nie ma bloga? Nie będzie zażaleń.  Czy postąpili słusznie? Z ich punktu widzenia – z całą pewnością!

No dobrze, ktoś powie, ale przecież po cholerę GW wysyła takie zażalenia, listy i inne pierdoły. Przecież taki blog to dla nich skarb! Darmowa reklama! Tysiące odwiedzin! Całe hordy fanów /głodnych/ nowości, już odkładających kasę na zakup świeżej dostawi plastikowego cracku, który jest im potrzebny do szczęśliwej egzystencji! Przecież taki blog, realnie rzecz ujmując, w niczym im finansowo nie szkodzi! No dobrze, jest argument, że sporo ludzi jeżeli już chce dorwać nowy egzemplarz White Dwarf’a to tylko po to, by zachłannym okiem oczesać nowinki tam zaprezentowane, bo reszta ich nie interesuje, bo znajdują artykuły miałkimi i niegodnymi ich uwagi – w teorii więc pokazywanie skanów ‘najważniejszych’ rzeczy zmniejsza sprzedaż ów pisemka, ale w praktyce uważam to za bzdurę; Białego Karła kupują tylko ci, co i tak mają go kupić . Zadedykowaniu kolekcjonerzy, maniacy… Za każdym razem oglądałem nowości na Faeit212 i ani razu nie powstrzymało mnie to przed zakupem własnego egzemplarza magazynu, więc na moje oko tak to zwyczajnie nie działa.

Dlaczego więc Games Workshop nas atakuje? Tak, nas, zamieniłem to na atak osobisty, bo przecież śmierć takiego agregatora nowości uderza głównie w zapalonych fanów, którzy z głodem w oczach i łaknieniem w sercach wyczekują informacji o swoich nadchodzących wydatkach! Dlaczego!? A no dlatego, że tak każe specyfika amerykańskiego prawa autorskiego. Dobrze, na początek wyjaśnijmy sobie pewną rzecz – nie jestem prawnikiem. Nie jestem tym bardziej specjalistą od prawa autorskiego, a w szczególności tego funkcjonującego na terenie US i A. Mimo to są pewne oczywistości, z którymi można się zwyczajnie zapoznać wertując odpowiednie tematy i rzeczy, które są dość klarownie wyjaśniane. I tak oto Games Workshop, by zachować władze nad swoimi własnościami intelektualnymi… Musi ich bronić. Słowo-klucz w tym zdaniu to /musi/ - tak jest, nie może sobie pozwolić na to, by ktokolwiek, nawet ktoś kto kocha ich firmę bardziej niż swoje dzieci, mógł łamać ich prawa autorskie i wykorzystywać je w jakikolwiek sposób. Bo jeżeli firma przymknie oko na taki proceder w przypadku Pana A, to panowie od B do Z mają teraz w rękach /precedens/, który pozwala im w sądzie krzyknąć „Ależ wasza Wysokosądność, firma GW pozwoliła przecież na dymanie ich w pupala w przypadku Pana A! Ja nie robię nic innego niż to, co Pan A, a przecież GW nic w tej sprawie nie zrobiło”. I pojawia się Zonk. Bo widzicie, wydawca ma po prostu skrępowane ręce – musi walczyć, bo innej drogi nie ma.

No dobrze, ale w takim razie czemu dostało się Natfce, a nie n-tysięcom innych serwisów, for internetowych? Tutaj mogę jedynie snuć przypuszczenia, spekulację… Najpewniej chodzi o rozmiar serwisu, jego wszędobylskość, zasięg oraz to, że wystarczy uderzyć w największego, by fala uderzeniowa potrzęsła portkami pozostałych. I jak widać skutecznie, bo taki np. Bolter & Chainsword już ogłosił zmianę polityki względem publikacji przeciekniętych fotek i możemy się spodziewać, że więcej serwisów podąży tą ścieżką. Czy w takim wypadku możemy mieć wydawnictwu Games Workshop za złe, że podjęło takie kroki? Trochę tak, bo to leży w geście firmy, by działać w taki sposób, by nie wkurzać swojej bazy fanów… Oczywiście pod warunkiem, że polityka marketingowa firmy przewiduje, że fani mają dla nich jakąś wartość poza wyświechtaną formułką „fani są dla nas najważniejsi” po której to formułce ów fani czują, że ich wydawca strzela im klocka na wycieraczkę i ucieka roześmiany łamiących się falsetem pyskatej smarkaterii! W erze internetu zmuszanie ludzi do kupowania papierowego magazynu w celu poznania nowości to trochę lipa jest – mają w końcu swojego ‘dziennego bloga’, więc co by im szkodziło obranie takiej strategii, że dzień po dniu uchylali by kolejny rąbek tajemnicy? Gdyby powiedzmy tydzień albo dwa przed premierą pokazywali codziennie na stronie jedną nowinkę z nadchodzącej armii podejrzewam, że oglądalność ich strony i ‘dziennego bloga’ wzrosła by w sposób porażający.

No ale cóż. Nie pracuję dla Games Workshop i nie posiadam żadnego wpływu na ich decyzję, działania i marketing. Czekamy na mistyczny zakup firmy przez Hasbro i wprowadzenie armii kucyków w realia WFB / WH40k. To tyle na dzisiaj – mam nadzieję, iż taka klaryfikacja rozjaśni wam nieco zaistniałą sytuację! 

26.11.2011

[26.XI.2011] Nasza polska blogosfera



Bogowie, cóż za pogoda, cóż za aura! Zimno (*acz fortunnie bezśnieżnie*), mokro, smutnie, szaro… katar drąży nozdrza, zatoki pieką, w głowie się kręci – po prostu niezła kicha! Człowiek ledwo żyje, niedosypia, a ciągle zadaje sobie te same pytania: kto sklei nowego Ironblastera i zrobi z tego tekst? A nekrońską arkę? Przecież wszyscy chcą rzucić okiem na nekrońską arkę! Jakby tego było mało, malowanie mojej Radosnej Menażerii Chaosu również spowolniło, gdyżem zbyt słabowity, by pędzel dzierżyć. Dlatego też popijając kakało i żwając boczek (*najlepszy miks na ozdrowienie*) buszuje po polskiej blogosferze tematycznej, by podzielić się z wami moimi ulubionymi miejscami plus – całkiem gratis – erudycyjnym wywodem na temat stanu naszego wirtualnego półświatka!


By oszczędzić wam cierpień związanych z wyczekiwaniem na mój jakże błyskotliwy komentarz dotyczący blogosfery bitewniakowej, oto i on, bez zbędnych ceregieli: Jest Dobrze! I tymi oto słowami mógłbym zakończyć wpis. Niestety, chęć przelania moich jakże wartościowych myśli (*Sarkazm, przyp. Red.*) na nobliwą czcionkę z mych płonących trzewi jest na tyle mocna, że tę myśl nieco rozwinę. Dlaczego uważam, że jest dobrze? Dowód pierwszy – proszę rzucić okiem na prawo i odrobinę w dół; oto lista blogów, które osobiście śledzę (*niepełna, ale cóż począć!*) – jest tego kilka, i zaledwie dwie z tych stron to strony zagraniczne! Wysyp blogów dotyczących gier bitewnych nie jest może gorączkowy czy obfity, ale jest zauważalny… I godny pochwały.


Nawet, jeżeli blog umiera po pierwszym wpisie. Słomiany zapał? Pewnie, ale to normalne i ludzkie; nikt nam nie płaci za pisanie a jedyną walutą jaką dostajemy w zamian jest zainteresowanie publiki, jej komentarze, ruch na stronie. Potrzeba sporego samozaparcia, by powalczyć, by pisać na tyle długo i wytrwale, by wytworzyć sobie bazę stałych czytelników (*z dumą stwierdzam, że moje skromne poletko może się pochwalić nieliczną, acz stałą bazą ‘przeglądaczy’!*). TO nie jest jednak ważne, ile blogów przetrwa, ale ile powstaje… śmiała teza? Wiadomo, najwartościowszymi blogami są te, które trwają (*ależ sobie dzisiaj słodzę!*) ale każdy świeżo powstający serwisik tego typu to godna pochwały próba stworzenia internetowego zakątku dla swojego hobby, miejsca, w którym możemy dzielić się swoimi doświadczeniami z hobby z resztą ludzi myślących podobnie, mających takie same upodobania.  Tak więc każdy nowo powstały blog cieszy mnie wielce, pozwala mi rzucić okiem na to, jak moje hobby odbiera ktoś inny, co jest jego konikiem, jak się ‘bawi’ tymi samymi zabawkami.


Cholerny voyeuryzm. 


Pociąga to za sobą kolejną zabawną sprawę – powstanie środowiska bloggerów bitewniakowych. No, dobrze, zgadzam się, że środowisko to dość duże słowo do określenia tego tuzina ludzi na krzyż, którzy wzajemnie odwiedzają swoje skromne zakątki, komentują swoje wywody i podniecają się kolejnymi postępami w swych hobbystycznych projektach; jest to o tyle fajne (*nienawidzę tego słowa – to takie słowo-dziwka, używane przez wszystkich , ale nie mającego znaczenia!*), że jest to dużo bardziej osobiste niż dysputa na forum (*gdzie zawsze może wpaść jakaś wiewióra czy inny gryzoń, co to w sztuce pracuje by być niezdecydowanym niczym Schroedinger względem swoich odczuć co do hobby! *).


Czyli sprowadza się wszystko do tego, że lubię czytać blogi! Lubię zderzać swoje podejście do tego szlachetnego hobby z odmiennymi podejściami innych współhobbystów. Albo też znajduję rozrywkę w zagłębianie się w tym aspekcie hobby, którego sam praktycznie w ogóle nie dotykam i moja skromna wiedza w ogóle w tym zakresie jest mniej niż szczątkowa. Z tej okazji na przykład zostałem czytelnikiem ‘bloga z tradycjami’, bo powstałego aż  w mrocznych i odległych latach roku 2007 – z 24 cala. Prowadzony przez Treja i Michu blog jest solidną informacją turniejową, zawiera ciekawe spostrzeżenia na temat zmian i rozwoju naszego małego hobby, prezentuje interesujące podcasty… Czyta się to doskonale, bo po prostu czujemy, że pisany jest przez prawdziwych dinozaurów bitewniakowego Warhammera, którzy zęby zjedli na kodeksach, a scena turniejowa to praktycznie ich drugi dom. Dla gracza Tak Bardzo Niedzielnego jak ja, to dobra szansa na poczytanie o turniejowych trendach, rozpiskach, zmianach (*jak chociażby wpis o tym, że coraz więcej konkurów dopuszcza postaci specjalne – fajnie, bo lubię wariację a i modele bohaterów przeważnie są gratką dla modelarza!*)


Kolejny blog, który zawsze chętnie odwiedzam, to naturalnie TheBrush Brothers – jeżeli byliście i znacie, to przyczyny są oczywiste! Zawsze to miło pooglądać dzieła doskonałym malarzy; ta delikatna nutka kąsającej zazdrości, że ktoś inny robi coś, przy którym moja praca wygląda jakby ją ktoś, za przeproszeniem, łaskawie wysrał. Loler, Redav i Czys to nieźli majchrowie pędzla, i kiedy siadam do malowania swoich maszkar zawsze myślę sobie, że „tym razem uda mi się pomalować tak, jak to zrobiłyby chłopaki z Pędzlowej Braci” (*tak, zawsze się zawodzę i utapiam smutki w pszennym lub w whisky*). 


Następnie jest Wojna w Miniaturze, blog z tradycjami, bo funkcjonujący prężnie od aż 2010 roku! Owszem, nie jest to 2007 jak w przypadku 24 cala, ale i tak wśród blogów wynik godny pozazdroszczenia i godny naśladowania. Wojnę w miniaturze śledzę ze względu na odmienne podejście do tematyki bitewniaków – bo chociaż nasz ukochany Wojenny młotek występuje tutaj w solidnej obfitości, to Inkub prezentuje również wielce zacne i szlachetne zainteresowanie systemami i modelami historycznymi. Sam babram się sklejaniem pojazdów pancernych z okresu drugiej wojny światowej (*ssę przy tym niewyobrażalnie, ale to naprawdę trenuje cierpliwość… szczególnie, kiedy wykupisz model z dodatkami w postaci elementów fototrawionych, toczonego działa…*). Poza historycznymi modelami mamy też regularny przegląd dostępnych w Polsce gazetowych kolekcji modeli, też miłe w śledzeniu, a nóż wyszuka się dzięki temu coś sensownego i godnego uwagi.


Pora na bloga, którego śledzą za dedykację prowadzącego – Quidamcorvus i jego Warheim Fantasy Skirmish! I chociaż blog, w teorii, jest zrobiony do promowania jego autorskiego systemu – duchowej kontynuacji Mordheimu (*a przyznać muszę, że wkłada w to ogrom pracy, aż warto by było poczytać, zobaczyć i zacząć promować…*), to znajdziemy tam recenzje różnych produktów, wgląd w jego prywatne projekty (*absolutnie warte uwagi – po prostu są super, jak chociażby wóz-kapliczka!*) czy ręcznie wybrane nowinki i ciekawostki do tygodniowego podsumowania, przeważnie obfitujące w ciekawe linki na które warto zwrócić uwagę. Słowem, kolejny prywatny blog, który lubię za aktywność i włożone w tworzenie serce!


Listę mógłbym ciągnąć, kilka tych blogów jest na mojej czytelniczej tablicy, ale tekst puchnie powoli do granic sensu, tak więc jeszcze tylko jeszcze Jeden portal do Ultramaru! Blog, choć wizualnie brzydki jak sto nieszczęść i średniowieczny mór, poszczycić się może solidną grupą redakcyjną (*Undermine, Amdor, Drake i Kozak, dżentelmeni znani z łam Gloria Victis*), a takie bogactwo autorów oznaczać może jedynie częste wpisy! I tak jest w istocie, ich blog rozwija się prężnie, traktuje o ich armiach, turniejowych ekscesach czy ich punkcie widzenia na aktualności dziejące się w świecie Warhammera 40k. Dorzućmy do tego poradniki w postaci przeglądów jednostek w kodeksach dla przykładu… po prostu warto rzucić okiem i poczytać, co tam ta dzika ferajna powymyśla następnym razem.


Uff, i to by było na tyle. Pobrzdękałem sobie na temat naszej lokalnej internetowej sfery, wskazałem kilka moich ulubionych, rodzimych blogasków, pora brać aparat w łapy i focić Ironblastera do kolejnego Rzutu Okiem Cyklopa, nie mówiąc już o skończeniu malowania nowego Nekrońskiego Overlorda z nadzieją, że zdążę na Listopadomy Play Mini of the Month na Gloria Victis! Ciao!

8.06.2014

[08.VI.2014] Nagroda Lubię-Cię-Stera!


Liebster Award. Tak jakoś kilka dni temu (*a może to już tygodni? Czas szybko leci a nie mam jakiegoś wielkiego poczucia, by sprawdzić*) niejaki Quidamcorvus z bloga o tejże samej nazwie wytypował pośród wielu blogów również mój mały zakątek Internetu do tejże cudownej nagrody, przy okazji grożąc klątwą, że jeżeli nie odpisze na łańcuszek, to mi zwiędnie pędzel – wolałem więc nie ryzykować, i choć z opóźnieniem, zabiorę się za ten temat. No dobrze, cóż to jest za cudo z teutońskiego brzmienia i odpowiednią, wektorową, przeciętnie wykonaną graficznie plakietką do dumnego przyklejenia na bloga? Cóż, sam pomysł jest raczej prosty – nie jest to tak naprawdę nagroda z prawdziwego znaczenia, leszcz raczej radosny Łańcuszek Szczęścia, gdzie sami typujemy i „przyznajemy” medale wybranych przez nas blogom a te w odpowiedni są jakby moralnie zobligowane do kontynuacji. W teorii, może to działać i jest całkiem ciekawą opcją na promocję blogów połączonych ze sobą tematycznie. W praktyce? Cóż, jak widać, przemiał tej nagrody na blogach jest spory, więc chyba działa, i żal by było przełamać łańcuszek… Nawet, jeżeli sama idea internetowych łańcuszków mnie w sumie odrzuca!

Jednak, oczywiście, u nas nic nie działa dokładnie tak, jak to się kręci ‘na zachodzie’, i choć jestem wdzięczny QC za nominację do radosnego łańcuszka, to jednak odczuwam bolesny brak pytań, które rzekomo powinny takiej nominacji towarzyszyć. Owszem, przeglądając internety w poszukiwaniu inspiracji (*a raczej naśmiewaniu się z tej nagrody na innych blogach spoza naszego półświatka!*) napotkałem pytania typu „Jakiego masz dużego?” albo „Czy jesz ziemniaki czy ryż?”, a tutaj raczej nikt nie chciałby o tym czytać. Sam postaram się nieco bardziej i postanowiłem moim nominowanym blogom postawić kilka pytań z nadzieją, że jednak zechce się właścicielom tychże internetowych zakątków zmontować coś w rodzaju odpowiedzi… Zobaczymy!

Nominacje zatem! Zawsze powinna być jakaś klaryfikacja, na jakich zasadach zostali wybrani, czy jest jakieś ograniczenie, jak to śmiga i dlaczego. W teorii pierwszym moim planem było nominowanie blogów, które czytam regularnie i lubię, jak Wojna w miniaturze, Coloured Dust czy Hakostwo, bo w sumie brzmi to jak dobra lista – ot, blogi, na które z chęcią wchodzę, czy to by poczytać kolejną recenzję produktów modelarskich, pooglądać jak też modele do Mordheim’a / Warheim’a wyglądają spod pędzla Haka i Skavenblight czy też zapoznać się z kolejnymi odcinkami różnych serii autorstwa Inkuba (*ze wsparciem Mormega?*).

Któż zatem? Och, zawsze byłem przekornym draniem, zawsze mając pod ręką magiczną różdżkę szturchania nierobów, i w ten oto sposób postanowiłem nominować te blogi, które miały dobry start, które nadal mogą być obiecującymi kawałkami poczytnego Internetu, ale które wykazały pewien, hmm… Opadający zapał ojców prowadzących! Kto wie? Być może radosna nominacja do nagrody Liebstera i ujrzenie, że ktoś jeszcze klika w linki ich blogów dam im odpowiedni zastrzyk, by coś nowego skreślić, by opublikować coś nowego i odkurzyć zakątki… Któż lepiej wie o tym, że można tego dokonać, niż Fireant? Człowiek, który co roku wygasza bloga na 2-3 miesiące po to, by powrócić i znowu dorzucić do polskiej sieci bitewniakowców trochę nowej treści, trochę recenzji, ponownie spróbować pokazać, że są inne gry i że można się dobrze w nie bawić? No, dość samoczynnego klepania się po plecach, pora wziąć się za nominacje… A zaczniemy od:


Adaśkowy Blog Figurkowy – Adaśko! Podobno mój wierny czytelnik, za co jestem naturalnie wdzięczny i nadal mam nadzieję, że od czasu zagląda w te cztery cyfrowe kąty i czyta moje wypociny. A co do bloga, cóż…  W założeniu jest to blog malarski, paintlog jak ktoś preferuje taką nazwę. I miło się to oglądało! Bo choć Adaśko nie jest C’Tanem (*mam nadzieję, że się nie obrazisz :D*) to i tak bardzo zacnie maluje i powiem, że sam uwielbiam przeglądać malarskie tematy czy blogi do doładowania moich własnych kreatywnych baterii i wziąć się samemu za pędzelki i malowanie całych ton metalu i plastiku walającego się po mieszkaniu. Nadal wyrażam gorąco nadzieję, że blog ten odżyje i stanie się sensownym miejscem do regularnego odwiedzania… Klucz? Nie rób bloga pod ludzi, rób go dla siebie! Szczególnie, kiedy jest paintlogiem – prywatnym dziennikiem malarskich postępów. Zawsze to miło rzucić okiem wstecz i zmierzyć, jak się rozwijamy malarsko, hm?


Last but One – blog Arteina, który zaledwie dwa tygodnie temu obchodził rocznicę swojego zgonu. A wielka szkoda, bo blog ewidentnie miał pomysł za sobą, stojący i prężący muskuły, a same posty często były bardzo interesujące. Dostaliśmy sporo solidnych materiałów o fluffie Warhammera 40k, w tym chociażby doskonałe autorskie tłumaczenie tekstu Aarona Dembskiego-Bowdena o tym, jak to jest byś kosmicznym marine chaosu (*jak nie znacie tego wpisu, to się zapoznajcie, bo warto*). Słowem, blog zapowiadał się świetnie, dostarczając solidnego materiału dla tych, co lubią uniwersum ponurego 41 tysiąclecia i którzy czuli radosną potrzebę lepszego zapoznania się z tzw. Expanded Universe. Nie wiem, co się stało… Zakładam, że autor odleciał z ramion GW i wpadł w ramiona innych firm, ale czy to powód, by zamykać zacnego bloga? Być może ujrzymy coś nowego pisanego tym samym, lekkim piórem. Oby!


Minal Kolmar – jeden z nowych blogów w naszej cudownej blogosferze, bo ma całe 3 miesiące (*tak, wiem, jest czerwiec, więc niby sześć, ale ostatni post jest z końca marca…*). Autor uderzył mocno i solidnie solidnymi fabułkami i dobrymi analizami, rozpoczynając blogową karierę niejako od bardzo dobrego wpisu na temat tego, czym jest Bretonnia dla GW, dlaczego jest taka brudna i zaniedbana i jak się rozwijała od momentu swojego powstania w osnowie fabularnej systemu i świata kreowanego przez wydawcę. Takie teksty uchylające nam kawałki z historii naszego hobby to rzadkość i to taka, którą warto docenić. I choć blog ciężko jeszcze określić jako martwy – 2 miesiące z hakiem zwłoki w postach, to jeszcze nie koniec świata, prawda? – to jednak wyrażam gorącą nadzieję, że jeszcze ujrzymy kolejne wpisy od 4321 i że tematyka bloga się rozwinie i stanie się polskim odpowiednikiem Realm of Chaos, na którym to blogu każdy może sprawdzić i poczytać, jak to bitewniaki (*a raczej warhammery, bo one wtedy istniały*) wyglądały w złotych latach 80’tych/90’tych!

I oto moje trzy nominacje! Trzy blogi, które mają potencjał, które pokazują solidną tematykę, dobre pióro i przez pewien czas brylowały entuzjazmem, a którym potrzeba tylko trochę zadedykowanego czasu, by znowu mogły powstać i działać, zdobywać nowych fanów i czytelników! A teraz, z drobną nadzieją na odpowiedź, pytania dla prowadzących:


1. Co było powodem założenia bloga? Jaki czynnik zdecydowałem, że postanowiłeś/łaś założyć swój bitewniakowy kawałek Internetu?
2. W jakim kierunku chciałbyś, by twój blog się poruszał? Jakieś plany rozwoju? Nakreślona tematyka?
3. Co jest twoją przeszkodzą w realizacji planów odnośnie bloga? Co Cię wstrzymuje, co powoduje, że nie piszesz / nie aktualizujesz tak często, jak byś sobie tego życzył / życzyła?

I to by było na tyle! Wiem, wiem, wpis taki trochę rozmazany – wiem, że czytelnicy czekają na więcej recenzji, felietonów z pikantnym językiem czy chociażby na kolejny odcinek jak zbudować zakon Aniołów Śmierci… To przyjdzie! Jednak nie chciałem, by mi pędzel wysechł, tak więc postanowiłem odwdzięczyć się Quidamcorvusowi za nominację i napisać ten krótki pościk! Gorąco zapraszam na nominowane blogi  oraz do wspierania ich autorów!  A nóż powstaną z popiołów…



21.04.2016

[21.04.2016] O czym chcecie czytać?


Kres czwartku się zbliża. Najpewniej zanim skończę pisać ten tekst, piątek uderzy z dzwonem północy. W porządku, nie ma pośpiechu. O czym by tu dzisiaj… A tak! Jak sami widzicie po zrywie aktywności, blog wrócił i ma zamiar pozostać – nauczony już wcześniejszym doświadczeniem, bez wielkich obietnic, bez czołobitnego zaklinania, bez budowania wielkich planów. Wiadomo jak to jest… Praca, zdarzenia losowe, zwykłe wypalenie czy nagły atak niechęci. Wszystko to może się zdarzyć i ponownie zawiesić blog na bliżej nieokreślony czas, w końcu prowadzenie bloga to hobby i przyjemność. Nikt mi za to nie płaci i do chleba nie dołoży! Co oczywiście nie zmienia faktu, że wraz z powrotem mam nadzieję dodać minimum kolejne 100 artykułów do bazy bloga, zanim mnie szlag trafi jakiś z tak zwanego Nienacka.

O tak, pewnie już się domyśliliście! Dziś nie będzie recenzji, nie będzie jęków, nie będzie poradnika… Dziś jest jeden z tych rzadkich wpisów okołoblogowych, gdzie muszę poustawiać wszystko do pionu i ustalić właśnie z wami, mili czytelnicy, o czym też chcielibyście czytać. Nie ma się co czarować! Blog jest prowadzony tak dla mnie jak i dla was, bo gdybym miał tworzyć swoje wypociny na potrzeby szuflady, to bym się trzymał powolnego przelewania słów z mych trzewi na błogosławioną czcionkę cyfrową pod postacią swoich opowiadań i co najmniej dwudziestu porzuconych nowel ;)

Jednym z głównych powodów, dla którego reaktywowałem bloga, wcale nie był fakt mojego powrotu do hobby. Owszem, na pewno łatwiej będzie mi pisać nowe teksty aktywnie się bawiąc figurkami i malowaniem, ale to tylko drobny pretekst. Kluczem podjęcia decyzji była moja bezbrzeżna radość z odkrycia, że Blog żyje pomimo braku nowych tekstów! Średnio 100 wejść dziennie 2 lata po ostatnim wpisie? 1000 odwiedzin w jeden dzień na nowy wpis? 20 zachęcających komentarzy? Widać, mam stałych, wiernych czytelników, i w sumie nie chcę ich zawieść…

I właśnie po to jest ten tekst! Dwa lata to jednak sporo czasu i scena bitewniakowa zmieniła się zarówno w skali globalnej jak i lokalnej. Ot, moje ostatnie wizyty w sklepach pokazały na przykład, że przynajmniej tam gdzie gram, kupuje i mam znajomych z półświatka bitewniakowego, gry Games Workshop mocno popadły w stan letargu… Ale dla przykładu MalifauX rozrosło się gargantuicznie, X-wing zaczął królować na stołach, Infinity wróciło do łask, Bolt Action ma stałą grupę zagorzałych graczy. A to i tak drobnostki! Nowe edycje się rozkręciły, nowe systemy się objawiły, kolejne na horyzoncie… Słowem, ogrom tego, i by to ogarnąć w taki sposób, by nadal pisać interesujące dla Was teksty, po prostu muszę zapytać…

O czym chcecie czytać?

Profil bloga jest dość dobrze ukształtowany… Znaczy, są pewniki, na które zawsze możecie liczyć. Nowe recenzje modeli na łamach cyklu Rzut Okiem Cyklopa już się gotują. Tak samo testy farb i innych narzędzi hobbystycznych do Złomowiska. Tuż pod powierzchnią zmętniałej wody czają się porzucone a niedokończone serie, jak chociażby diablo popularny cykl Zróbmy Aniołów Śmierci, w którym to cyklu jak najdogłębniej opisywałem ze strony fluffu jak stworzyć dobry i solidnie zbudowany zakon Adeptus Astartes.

Ale być może są też rzeczy, którymi jesteście bardziej zainteresowani? Cykl tłumaczeń i dogłębna analiza mistrzów i mistrzyń do MalifauX? Kontynuacja opisów starterów do Infinity? Opis frakcji do Dystopian Wars? Strategiczne poradniki do X-Winga? Więcej poradników modelarskich? Może wgryźć się w jakiś inny system, o którym chcielibyście poczytać, ale w Polskiej Blogosferze ciężko coś znaleźć? A może relacje z turniejów?

Ot, to tyle z mojej strony na dzisiaj. Jak zwykle chciałbym, by ten blog był jak najlepszy dla was właśnie, mili czytelnicy, więc nie krępujcie się i piszcie, piszcie w komentarzach o czym pragniecie czytać, co chcielibyście zobaczyć, co was tutaj przyciąga i jakie są wasze oczekiwania!


I słowem zakończenia, jak zwykle zachęcam WSZYSTKICH do wysyłania swoich tekstów. Chcielibyście się podzielić waszą wiedzą lub doświadczeniem? Poznaliście jakiś system, o którym nikt nie słyszał? Dokonaliście rzetelnej recenzji produktu? Jeżeli nie macie własnego kącika w internecie a nadal chcielibyście dotrzeć do czytelników, uderzajcie na standardowy fireant.blog(at)gmail.com! Z radością przyjmuję każdy tekst dobrej jakości ;)

4.11.2013

[04.XI.2013] Złomowisko: Vallejo Model Wash


Pamiętacie, mili czytelnicy, swego czasu dość regularnie co poniedziałek pojawiał się krótki tekst na łamach serii pięknie ochrzczonej tytułem ‘Złomowiska’… Serii, na łamach której zachwalałem czy też wyrażałem swoje oburzenie a czasem pogardę względem jakiegoś produktu modelarskiego, który nabyłem drogą kupna i przetestowałem, metaforycznie rzecz ujmując, na własnej skórze. Jak też pewnie zauważyliście, tych tekstów nagle przestało przybywać – głównie dlatego, że w okresie każdego modelarza slash hobbysty pojawia się taki czas, kiedy warsztacik… Zwyczajnie wszystko ma! Pigmenty, efekty, łosze, taśmy, nożyki, wiertełka, no pełen zestaw. Słowem, nie ma do dokupywać, prawda? Po części – bo są ludzie, którzy nigdy nie ustają w poszukiwaniach Produktu Idealnego i mimo wszystko regularnie próbują czegoś nowego. To w ten sposób poznałem kleje Gunze Sangyo czy przeskoczyłem ze smutnych pigmentów Agamy na świetne Vallejowkie lub te od MIG Production. Tak i tym razem spróbowałem czegoś nowego, i mając dość przeciętnych łoszy od Games Workshop postanowiłem dać szansę nowej serii tych farb wydanej właśnie przez Vallejo – firmę, do której mam ogromny szacunek i zaufanie!

Warto zaznaczyć, że nie pisuję o modelarskim porno głównie dlatego, że lubię, kiedy blog ma określoną rolę, nawet jeżeli tylko z grubsza. Jako że ów blog powoli acz nieuchronnie przekształca się w blog poświęcony wszelakim systemom bitewnym, które niekonieczną posiadają żółtawo czerwony znak GW, to postanowiłem się na tym skupić, a recenzję produktów modelarskich zostawić specjalistom, takim jak ARBAL z bloga Coloured Dust (*Który w sumie kilka dni temu opisał właśnie produkty, które chciałbym wam dziś przedstawić!*) czy Spell z bloga Bloody Brushes – bloga, który wam gorąco polecam, jeżeli modelarstwo to główny motor napędowy waszego hobby, bo znajdziecie tam recenzje dobrych produktów, a przy okazji blog jest coraz regularniej aktywny, więc warto dodać do listy czytelniczej! Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy coś wywrze na mnie odpowiednie wrażenie, nie powstrzymam się, by samemu tego nie opisać – do dzieła zaś!


Od razu na wstępie zaznaczam, że łosze od Games Workshop naprawdę nie są podłe czy złe. Ich główny problem leży przede wszystkim w tym, że nie są ani trochę lepsze od produktów konkurencji, a są znacznie droższe! Od dla przykładu łosze Vallejo w małych buteleczkach z zakraplaczem to wydatek 9 złotych za 17 mililitrów gdzie odpowiednik od GW to 10 złotych za 12 mililitrów… Drożej i mniej a jakość absolutnie taka sama, więc po co przepłacać? Już powiem czemu… Bo w starej serii akrylowych łoszy Vallejo nie było takich odcieni, jakie oferuje Games Workshop, ba, nadal nie ma takich smaczków jak Carroburg Crimson czy Fuegan Orange, ale mimo to nowa seria łoszy produkcji Hiszpanów – Model Wash – to już zupełnie inna liga i jakość, coś, co na moim modelarskim stoliczku już wytępiło niemalże całkowicie obecność produktów GW…

Model Wash to absolutny zwycięzca w każdej kategorii jeżeli chodzi o łosze akrylowe. Po pierwsze, dostajemy duży słoiczek z podwójnym zakraplaczem i zakrętką typu flip-top zawierającą aż 35 ml produktu w cenie… 17 złotych. Tak jest, trzy razy więcej farbki za mniej niż połowę ceny produktów Games Workshop, gdybyśmy również chcieli mieć taką ilość łosza. Jakby tego było mało, paleta dostępnych kolorów na dzień dzisiejszy zawiera aż 18 różnych barw, i choć w sumie brakuje takich ostrych kolorów jak jasny fiolet od GW, to cała reszta ma swoje w pełni funkcjonalne zastępstwo jeżeli chodzi o odcień oraz użycie, a trzeba koniecznie zauważyć, że nie dość, iż produkt ten jest tańszy od odpowiednika wydawcy Wojennych Młotów… To jest też bez miara lepszy.

Czemu? Cóż, nie będę zbyt oryginalny i tak naprawdę powtórzę słowa Arbala, bo świetnie ujął kwintesencję zalet tego produktu. Model Wash są jak woda – w sensie, idealnie płynne. Oznacza to to, że nie tylko /perfekcyjnie/ ściekają do szczelin na lakierowanych powierzchniach, ale na powierzchniach matowych możemy absolutnie bez najmniejszego problemu używać ich niczym filtrów czy do modulacji tonu bazowego. Coś, co jest raczej trudne do osiągnięcia z gęstszymi łoszami Games Workshop, które dzięki swojej konsystencji bez użycia odpowiedniego medium (*Glaze Medium*) do modulacji średnio się nadają, bo nie kryją równa, mają tendencję do zwężania się przy wysychaniu i pozostawiania na płaskich powierzchniach nierównomiernych zabrudzeń. Po prostu są dużo lepiej wykonanymi łoszami, które spełnią każde narzucone im zadanie perfekcyjnie, choć należy zaznaczyć, że wymagają pewnego opanowania i prezentują klasyczną wadę produktów Vallejo – nie lubią długotrwałego urlopu i względnie szybko się rozwarstwiają, więc entuzjastyczne trząsanie słoiczka przed użyciem to tradycyjne ćwiczenie ręki, kiedy obcujemy z produktami tejże firmy.

Łosze te mają też dość długi czas wysychania, bo mniej więcej 20 minut, zanim w pełni odparują. Jest to tak samo wada jak i zaleta… Wada, dość oczywista! Speedpaint z tymi łoszami do najszybszych nie należy, a dodatkowo kiedy używamy ich do ‘zlania’ całego modelu czy dużych powierzchni, to tak naprawdę mamy wstrzymany etap prac aż do wyschnięta warstwy. Zaleta? Cóż, długi czas schnięcia powoduje odporność na błędy – mamy sporo czasu, by zetrzeć ewentualny nadmiar czy nawet za pomocą czystego, lekko wilgotnego pędzelka poprowadzić łosz dokładnie tak, jak sobie tego życzymy, czy zrobić gładziutkie i eleganckie przejście pomiędzy dwoma łoszami na jednej powierzchni. Dla cierpliwych modelarzy liczących i walczących o dobre efekty, to w sumie prawdziwy skarb i oszczędza używania rozcieńczalnika na farbce tak, by ta dłużej wysychała.


Jako że obraz, to tysiąc słów… Powyżej mała fotka czterech malutkich okrętów, które zostały po prostu zalane i wypędzlowane czterema różnymi odcieniami – jasna rdza, jasny szary, ciemny brąz oraz ciemna zieleń – modele były spodkładowane białym kolorem. Tutaj zaś znajdziecie plik PDF z prezentacją wszystkich dostępnych kolorów oraz przykładowe efekty uzyskane przy ich zastosowaniu.


Osobiście nie mogę wam tych produktów polecić /bardziej/ - za niską cenę dostaniecie produkt wysokiej klasy, wielozadaniowy i użyteczny, który dodatkowo jest odporny na przewrócenie (*ostatnio przypadkiem trąciłem słoiczek z łoszem GW, 2/3 poszło do piachu…*) i starczy na bardzo, bardzo długo lub też na bardzo intensywne użytkowanie… A na dodatek, jak twierdzi Arbal – a w tej kwestii z pewnością zalecałbym się go słuchać! – świetnie nadają się do aerografów. Cud-miód-ideał, jak będziecie na kupnie łoszy, rozważcie proszę ten produkt i dajcie mu szansę! Ufam, iż nie będziecie zawiedzeni efektami.

18.02.2011

Łojezicku, łotwarte!

          Nareszcie! Po wielu tygodniach projektowania grafiki, zbieraniu materiałów, tworzeniu porozumień z innymi blogami, researchingu tematu i nieprzespanych nocy, blog szeroko traktujący o grach bitewnych i modelarstwu hobbystycznym - FireAnt - otwiera swoje podboje! Długo myślałem, czy się za to zabrać, ale jak się okazuje polska blogosfera jest dość uboga w aktywne blogi poświęcone tematowi, a nawet jeżeli są, to są martwe od dłuższego czasu. Mam gorącą nadzieję, że ów blog nie podzieli ich smutnego losu! Skąd koncept? W moim wieku (a już szczególnie licząc w latach hobbystycznych) człowiek potrzebuje jakiegoś własnego kąta do zabawy, a blog będzie idealnym rozwiązaniem i zaspokojeniem takiej potrzeby!


Co tutaj znajdziecie?

          Wszystko? Dobrze, więcej konkretów - w czasie mojej długiej historii z grami bitewnymi miałem możliwość pogrania w masę różnych tytułów. Od popularnych, mainstreamowych systemów jak oba Warhammery, Warmachine i Hordy, Warzone'a, Chronopie i mniej popularne gry, jak BFG czy Man-o-War. Słowem, ograłem się, i z każdej czerpałem masę frajdy! Dlatego też nie mam zamiaru zawężać tematyki bloga do jednego systemu czy nawet do wyszczególnionego wydawcy - możecie więc liczyć na newsy i artykuły z każdej gry, w jaką aktualnie ciupię. Czyli co głównie? Klasyka - Warhammer Fantasy Battle (wskrzeszona po pojawieniu się boskiej 8 edycji), Warhammer 40 000 (który to system nigdy dla mnie nie umarł), Warmachine/Hordes (bo MK2 naprawiło te gry) oraz Infinity (bo to nalepszy skirmish jaki odwiedził planetę Ziemia).

Newsy, artykuły... oraz Tutoriale!

          Nowości, pewnie, czemu nie - i tak każdy zainteresowany tematem prawdopodobnie będzie je znał już wcześniej, ale i tak mam zamiar dodawać swój komentarz do pojawiających się modeli czy zapowiedzi, bo po to tutaj jestem, nie? Jednak najfajniejszą i zawsze najchętniej czytywaną rzeczą są Tutoriale - poradniki malarskie i modelarskie. Sam osobiście nie uważam się za żadnego mistrza malowania modeli, dlatego też nie będę próbował dzielenia się swoimi "mądrościami". Ale jest rozwiązanie - znacie blog MASSIVE VOODOO? Tak jest, małpia ekipa znana z CoolMiniOrNot to zespół fantastycznych modelarzy i malarzy, reprezentujący sobą najwyższy, światowy poziom - a FireAnt współpracuje z nimi, oraz na ich, że się tak wyrażę, koncesji, tłumaczone są na język polski ich wyborne poradniki. Sympatycznie, prawda?

Coś jeszcze?

          Oczywiście! Artykuły to norma, newsy tak samo. Tutoriale są użyteczne, ale przecież nic tak nie rozgrzewa krwi i nie wtłacza energii w stare kości jak konkurs czy loteryjka z nagrodami! A gwarantuje, że u nas będzie tego dostatek, ba, już na dobry start zaczynamy z darmowych starterem do Infinity dla jednego z naszych czytelników! Zasada prosta - im więcej was, tym częściej nasi sponsorzy wyskoczą z kasy na nagrody! Jest więc po co nas odwiedzać, nawet pomimo licznej i ciekawej treści, która będzie się tutaj niechybnie pojawiać!

I bez dalszych ceregieli, zapraszam do czytania i zaprzyjaźnienia się z poniższym serwisem,
Niech wasze pędzle prowadzą wasze kolory!

        

5.08.2011

[05.VIII.2011] Reaktywacja 2.0, czyli wstajemy po raz drugi!

Uszanowanie! Dawnośmy się nie widzieli, nieprawdaż? Sześćdziesiąt dni, dwa bite miesiące! Oczywiście, zgodnie z klasyką internetu obwieszczenia "To już Koniec" albo "Upadek, upadek..." zostały rzucone, ale czyż nie powiadali prorocy, że "Mówiłem, że czasem w życiu człowiek ma ważne sprawunki, które spowodują, że jego hobby musi pójść na półkę?." Tak więc miesiąc wyjezdnych wakacji plus miesiąc bardzo ostrej pracy (*naprawdę, tak byłem urwał nać zarobiony, że po nocach nie spałem*) były powodami do spokojnego uśpienia bloga. Do czasu, a mianowicie do dzisiaj - wszystko się uspokoiło aż tak bardzo, że ponownie wystawiłem warsztacik na pięterku i zacząłem malować moje nowe nabytki z radosnym uśmiechem, a wraz z pędzlem w dłoni naszła mnie nagła potrzeba do rozpoczęcia wylewności werbalnej w mym małym, radosnym kąciku. Tak więc witam ponownie po długie przerwie, mam nadzieję, że przynajmniej kilka miesięcy pociągniemy bez kolejnego dużego urlopu!



Zacznijmy od spraw ważnych, czyli od nagród - tak, tak, winny, nie udało mi się wysłać gwarantowanych nagród do ich prawowitych właścicieli przed urlopem, a potem już o tym za bardzo nie myślałem. Oburzającym jednak byłoby, gdybym sobie lekką ręką reaktywował bloga bez zapewnienia płynności przyprawy (*punkty za wiedzę o co biega*) - dlatego też nareszcie dogadałem się ze sklepem, w którym zamówienie złożyłem i prawie wszystko do mnie doszło, co widać na załączonym obrazku powyżej; w momencie, w którym ten post jest publikowany wszystkie (*za wyjątkiem jednej, które jeszcze do mnie leci, niefortunnie...*) przyobiecane nagrody lecą już do swoich właścicieli - mam nadzieję, że wybaczą mi tę obfitą czasową obsuwę, a słodki zapach świeżego plastiku ostudzi ich gniew na mą niegodną osobę.

Co poza tym? Większa organizacja - względnie. Nie mam ochoty powtarzać tak długiego okresu nieaktywności, dlatego próbuję nieco nowy system, może trochę dziwaczny, ale być może będzie działać i mnie odpowiednio odciąży, będąc też gwarantem regularnych nowych wpisów nawet pomimo mojej nieobecności. Kiedy czytacie ten post w "banku" znajduje się aż 7 gotowych wpisów, licząc ten tutaj - licząc nowy wpis co dwa dni daje to aż dwa tygodnie spokoju z pisaniem, i równie sporo czasu by dopisać kolejne teksty do kolejki na luzaku i bez stresu. Zobaczymy, jak się taki system sprawdzi.

Poza tym spodziewajcie się więcej o systemach spoza wielkiej rodziny GW, jako że ostro się wziąłem wraz z mą nowiutką, rosnącą armią do Hordes za systemy Privateer Pressa. Oprócz tego obudził się we mnie wewnętrzny kolekcjoner, i postanowiłem zapchać sobie półkę podręcznikami do wszelakich systemów jakie są dostępne na rynku - już leci do mnie z odległej Ameryki podręcznik do "Dust", więc na pewno będzie z niego recenzja plus jakieś trzy swobodne grosze! Musze wyrazić jeszcze swój zachwyt faktem, że pomimo tak długie braku nowych wpisów pojawiły się nowe twarze na liście obserwujących jak i sam blog nie świeci pustkami, gdyż regularnie na niego włazicie. Cieszy mnie to wielce.

Tyle spraw organizacyjnych, pora na przyjemności...

Kucyki. Tak, nie zapomniałem o kucykach, ba, wyewoluowałem w pełnoprawnego Brony i to z niejaką "pozycją" w kucykowym fandomie, jakkolwiek rubasznie to nie brzmi. Fani kucyków na sto procent znają stronę Equestria Daily, główny blog poświęcony wszystkiemu, co kucykowe - blog ten od właśnie dwóch miesięcy posiada własny zestaw oficjalnych kanałów IRC dotyczących wszelakiej okołokucykowej tematyki, a mały skromny moi jest zarządcą całego tego burdelu na kółkach - head-admin, to brzmi dumnie. Zapraszam wszystkich Polskich fanów na te czaty jeżeli tylko szprechacie po Ęgielsku! A, i są znane dwa screeny z drugiego sezonu - na jednym Twilight czyta książkę, na drugim Spike podaje jej książkę! Co za powiew świeżości! :O Tego jeszcze nie widzieliśmy

20.11.2013

[20.XI.2013] Nakarmcie mnie feedbackiem!


Witam pięknie w środku tygodnia, znaczy się w szlachetnej środzie. Imladris się zbliża a wraz z nim mój jakże zabawny acz konieczny, jednodniowy powrót do Warhammera czterdziestego tysiąclecia, jako że zgodziłem się wesprzeć dzielnych wojowników mojego ulubionego, lokalnego sklepu i przystąpić do działania tak, by wypełnić lukę i pokazywać zainteresowanych czym jest system, jak działa i czym to się je. Spokojnie, nie muszą się obawiać samej czarnej propagandy! Było nie było pomimo swych licznych wad, Wojenne Młoty mają też swoje zalety i to na nich się skupimy w ten sądny dzień. Dziś jednak chciałbym wyrwać z waszego cennego czasu pięć minut by delikatnymi szturchnięciami nakierować na temat bardzo ogólny, nieco osobisty i taki, który w ostatecznym rozrachunku pomoże mi w rozwiązaniu kilku różnych kwestii!

Jak być może zobaczyliście już na dzisiejszym wpisie we Wrotach, postanowiłem w miarę moich niezwykle skromnych doświadczeń podzielić się z bloggerami naszej polskiej sieci informacjami na temat tego, co robić, by blog nie legł w stagnacji by dojść do stanu przedśmiertnych drgawek, lecz raczej prężnie się rozwijał, z miesiąca na miesiąc przynosił większą oglądalność, by powiększała się baza stałych czytelników, by puchł jak należy i rosną w siłę. Dzisiejszy temat traktuje o najbardziej oczywistej, najprostszej i najskuteczniejszej mechanice, czyli aktywności opatrzonej odpowiednimi odnośnikami. Przy okazji zdałem sobie sprawę z jednej, dość oczywistej rzeczy, której jednakowoż zaniechałem… Wybadaniu, czy treści, które dostarczam, są treściami, których oczekujecie!

Co prawda Blogger oraz Google Analytics w zupełności wystarczają, by dać całkiem klarowny obraz tego, skąd przychodzą moi czytelnicy, jakie posty najbardziej was interesują, jaka tematyka was grzeje a jaka jest obchodzona chłodnie i z boku. Wiem, z których stron przybywa grom moich użytkowników, wiem nawet które dni tygodnia są najbardziej oblegane, a które wieją pustkami. To wszystko to wartościowe informacje, ale żadna z nich nie jest tak ważna jak najprostszy w życiu wywiad… Właśnie z wami, moi mili. Z odbiorcami! Minął ponad rok odkąd ostatni raz pytałem, jakich to też treści ode mnie oczekujecie, co zechcielibyście czytać w większych ilościach a co zbywacie nawet bez kliknięcia wiedząc, że dany temat w zupełności was nie interesuje. Dlatego też dziś chciałbym poprosić was o wsparcie w nieco bardziej… Wymagającej formie.

Proszę o komentarz lub maila (fireant.blog@gmail.com) z waszą odpowiedzą na powyższe pytania.

Ot, traktujcie to jako prywatną wishlistę – oto jestem ja, serwis na który wchodzicie, który odwiedzacie, i teraz personalnie zapytuję się Was, co chcielibyście tutaj widzieć. Jakie treści was interesują. Jaka tematyka? Czego powinno być więcej a czego mniej? Czy może brak jakiejś funkcji wam doskwiera? Czy może jakaś funkcja jest nadprogramowa i was tylko irytuje? Co robione jest dobrze a co źle? Odczytam wszystkie tego typu komentarze czy listy i również zobowiązuje się odpowiedzieć na wszystkie!

Naturalnie aż mnie korci, by dać wam jakiś motywator, jakiś zastrzyk, by przemienić to w jakiś drobny konkurs z symbolicznymi nagrodami wiedząc doskonale, że takie rzeczy stanowią pokusę i zachętę… Ale nie dość, że sytuacja nie uległa zmianie i nadal aż do grudniowej wypłaty nie jestem niestety finansowo kryty, by stać mnie było na takie fanaberie, to na dodatek gorąco wierzę, że  niewymuszona niczym opinia i komentarz będzie zwyczajnie wartościowsza – bo nie zbudowana na kanwie udziału w jakieś loterii czy konkursu, lecz ze zwyczajnej chęci wsparcia i z nadziei na to, ze głos zostanie wysłuchany i że blog, który czytacie i odwiedzacie zmieni się nawet choć odrobinę w kierunku, który byście sobie tego życzyli!


Nie krępujcie się wiem, mili czytelnicy, i uderzajcie! Jutro zaś powrócimy do naszego regularnego programu ;)

1.05.2016

[01.05.2016] Podsumowanie Kwietnia!

Hej hej hej! Dziś nic nowego, ot, po wskrzeszeniu bloga powoli przywracam stare tradycje, a jedną z nich były co miesięczne podsumowania. Nic specjalnego, naprawdę, po prostu zbieram do kupy wszystkie wpisy z danego miesiąca dla tych czytelników, którzy być może coś ominęli lub potrzebują łatwego i szybkiego dostępu do tych linków! Tym razem jednak należy się nieco dłuższy wstęp... Blog powrócił do życia 17 kwietnia. I przez te trzynaście dni pojawiło się dziesięć postów, a te wygenerowały przy moim kolosalnym zaskoczeniu i zadowoleniu ponad 10 000 stuknięć - jak widać, nadal warto pisać, bo Wy, moi mili czytelnicy, napędzacie ten blog właśnie swoimi zaangażowaniem! Blog przeszedł kilka drobnych, kosmetycznych zmian, i kolejne na pewno się pojawią - zmiana głównego bannera, ponowne wykupienie domeny, dodanie loga Age of Sigmar by kierował do wszystkich wpisów z odpowiednim tagiem do tego właśnie systemu. A, i uzupełniłem działy o wszystkie nowe linki, by zebrane teksty znalazły się tam, gdzie powinny, i dostęp do nich był jak najbardziej ułatwiony. Teraz poszukiwanie tekstów o MalifauX, recenzji modeli czy starterów do Infinity powinno być proste i przyjemne! Ponadto mam w zapasie drobną niespodziankę... Ale z tym się wstrzymam do momentu, gdy stanie się faktem zastanym, a nie tylko pustą informacją bez pokrycia ;)

>>> Tekst Miesiąca: Age of Smegmar - Mord na Fluffie <<<

Nie ma zaskoczenia! Pierwszy tekst reaktywacji był zarazem najpopularniejszym wpisem tego miesiąca. Trochę szkoda, że raczej nie z powodu zawartej treści a raczej z powodu szoku i bezbrzeżnego zaskoczenia - kto by pomyślał, że Mrówka żyje i jeszcze ma zamiar ponownie odkopywać tego trupa, wrzucać go na metalowy blat, podpiąć miedziane druty i czekać na pioruny, eh? Ale stało się, i tak oto trzyczęściowy esej na temat najnowszego dużego dziecka ze stajni Games Workshop stał się najczęściej klikanym wpisem kwietnia. A poza tym, na blogu pojawiło się...

 - AGE OF SIGMAR - 

 - INFINITY THE GAME - 

 - MALIFAUX - 

 - INNE SYSTEMY - 

 - WARMACHINE / HORDES - 

16.02.2013

[16.II.2013] Malarska Aktywacja 2013



Witam pięknie w przedsłowiu do pierwszej edycji długoterminowego konkursu, zabawy i wyzwania jakim docelowo ma być Malarska Aktywacja. Co skłoniło mnie do zorganizowana tego wydarzenia? Cóż, jak stali czytelnicy mojego bloga z pewnością wiedzą, staram się dość aktywnie uczestniczyć w życiu naszego bitewniakowego fandomu, a tworzenie konkursów i wydarzeń zrzeszających hobbystów pod jednym sztandarem to – jak dla mnie – najlepsza metoda na rozwój naszego hobby na poziomie lokalnym. Jak bywalcy Gloria Victis wiedzą, jestem też znany ze swojej absolutnej niezdolności do ukończenia projektu malarskiego, skacząc między modelami z entuzjazmem, w tym momencie mając już chyba z dwadzieścia jak nie więcej napoczętych modeli. Uznałem, że potrzebny jest mi motywator, coś, co popchnie mnie do pomalowania chociaż jeden z moich armii! Nic tak bardzo nie popycha mnie do malowania jak inspiracja czerpana z obserwowania postępów innych, więc pomysł narzucił się praktycznie sam z siebie… A powiedzmy sobie szczerze, nie jestem jedynym, który po stołach popycha figurki z ledwo nałożonym podkładem, więc może wielu z was zyska na udziale w tej zabawie! Bez dalszego przedłużania, weźmy się za regulamin, zasady i wszystkie paragrafy potrzebne, by to śmigało. Miłej zabawy!
Pozdrawiam,
~Fireant

Malarska Aktywacja to wieloetapowy konkurs malarski działający na przestrzeni pięciu miesięcy, rozpoczynający się 1 marca 2013 roku a kończący się 21 Lipca 2013 roku. Każdy miesiąc to jeden etap konkursu, w którym to wyszczególnione będą wszystkie wymagania i warunki zadania do wykonania w danym miesiącu. Celem konkursu jest zmotywowanie graczy do pomalowania jak największej liczby modeli ze swojej zgłoszonej armii, gdzie szczytowym celem jest pomalowanie ich wszystkich – słowem, chcemy, by każdy postawił sobie za cel jedną ze swoich armii i na przestrzeni tego półrocza pomalował ją od podstaw do zacnego i cieszącego oko końca.

1. Zgłoszenie do konkursu


Zgłaszać można armię z dowolnego systemu podane na poniższej liście:

tWarhammer Fantasy Battle
tWarhammer 40 000
t Warmachine
t Hordes
t Dystopian Wars / Uncharted Seas / Firestorm Armada

Zgłoszenie armii powinno wyglądać w następujący sposób – tworzymy listę wszystkich jednostek, które deklarujemy się pomalować na łamach konkursu i wysyłamy ją drogą mailową na adres fireant.blog@gmail.com z tematem maila:

                Malarska Aktywacja: Imię i Nazwisko lub Nickname.

Solennie ostrzegam, że poza zgłoszeniem na maila żadna inna forma zgłoszenia nie będzie brana pod uwagę – czyli posty w tematach na forum, komentarze na blogu czy PW na forach odpadają; Nie ma zgłoszenia poprzez maila, nie bierzesz udziału w zabawie. Podobnie potraktowane będą maile nie posiadające tematu zgodnego z powyższym wzorem – wybaczyć musicie tak rygorystyczne podejście do sprawy tematu, ale tylko w ten sposób nic się nie zgubi i wszystko zostanie odpowiednio zorganizowane.

W mailu ze zgłoszeniem proszę podać tylko i wyłącznie listę zgłoszonych modeli, i nic poza tym. Przykładowe zgłoszenie powinno więc wyglądać w ten sposób:

Temat Maila: Malarska Aktywacja: Fireant

Tau Commander [x2]
Fire Warriors x12 [x2]
Kroot Carnivores x15
Devilfish x1
Hammerhead x1
Tau Crisis Battlesuits x3
Tau Broadsides Battlesuits x3
Tau Stealth Suits x5

I to praktycznie wszystko, jeżeli chodzi o zgłoszenie.

2. Punktacja


Malarska Aktywacja nie jest konkursem mającym na celu nagrodzić najlepszego, najbardziej utalentowanego malarza – jeżeli już, to najbardziej wytrwałego, posiadającego nieskończone pokłady samozaparcia i gotowego na pełne zrealizowanie swojego postanowienia. Oczywiście, wybór zwycięzcy nie będzie prosty – nie każda armia jest sobie równa, a ocenianie wkładu pracy licząc jedynie liczbę pomalowanych modeli było by wysoce nie fair (*ot, chociażby trzydzieści grotów łatwiej pomalować, niż dziesięć terminatorów Szarych Rycerzy*). Niestety, zmusza to do przyjęcia abstrakcyjnego systemu liczenia ‘wartości’ danej armii i dlatego też przyjmujemy tę oto punktację dla poszczególnych systemów:


System ten, jak każdy, doskonały nie jest, ale znacznie wyrównuje sytuacje pomiędzy graczami z armiami opierających się na elitarnych jednostkach a na graczach z hordami modeli bazowych popychadeł. I tak biorąc listę przykładową podaną w poprzednim punkcie, moje własne zgłoszenie ma potencjał przynieść mi…

Tau Commander [x2] – 14 punktów,
Fire Warriors x12 [x2] – 24 punkty,
Kroot Carnivores x15 – 15 puntków,
Devilfish x1 – 10 punktów,
Hammerhead x1 – 10 punktów,
Tau Crisis Battlesuits x3 – 9 punktów
Tau Broadsides Battlesuits x3 – 9 punktów
Tau Stealth Suits x5 – 10 punktów

…czyli razem daje mi to wynik 101 punktów! Tyle samo dałoby pomalowanie trzech hord goblinów z dwoma bohaterami, dla porównania. Oczywiście, pojawia się problem w postaci ‘Ktoś ma większą armię, z pewnością wygra’ -  jest to słuszne spostrzeżenia ale tylko pod warunkiem że wierzymy, że ktoś, kto założył pomalowanie dla przykładu 200 modeli w ogóle zdąży w stu procentach ów plan zrealizować. Nie mówiąc już o tym, że poza punktami zdobywanymi na samych modelach, będą również funkcjonować punkty dodatkowe.

2.1 Punkty Dodatkowe

W każdym etapie będzie również można zdobyć punkty dodatkowe za szybkość w realizacji wyznaczonego zadania, jakość ów wykonania oraz za dodatkowe zadania, które pojawiać się będą wraz z każdym kolejnym etapem konkursu. Punkty dodatkowe powtarzające się to co każdy etap to:

Za szybkość! Pierwsza trójka uczestników która zgłosi wykonanie zadania na dany miesiąc otrzyma w kolejności – 5 punktów za pierwsze miejsce, 3 punkty za drugie miejsca oraz dodatkowy punkt za trzecie.
Za jakość! Nasi specjalnie wybrani malarze wybiorą gremialnie trzy najlepiej zrealizowane projekty z każdego etapu, nagradzając je w kolejności – 6 punktów za pierwsze miejsce, 4 za drugie i dwa punkty za trzecie.

Poza powyższymi bonusami powtarzającymi się z etapu na etap, każdy etap będzie też posiadał kilka Osiągnięć do zrealizowania, nagradzanych oczywiście punktami – i tak, dla przykładu, etap z malowaniem dowódców/bohaterów może oferować nagrodę, za pomalowanie co najmniej trzech takich modeli, etap z piechotą bazową za pomalowanie największej ilości ze wszystkich uczestników a z pojazdami za najciekawszą konwersję – by jednak uprzedzić możliwość ‘planowania z wyprzedzeniem’ zadania dodatkowe na każdy etap będą publikowane wraz z rozpoczęciem danego etapu.

3. Nagroda, czyli główny motywator!


Oczywiście największą motywacją dla wszystkich powinien być fakt, że poprzez ten wspólny projekt i dobrą zabawę wynikającą z malowania i poświęceniu się swojemu hobby w ostatecznym rozrachunku będziecie mieli pomalowane armie! A przynajmniej ich znaczną część, jak wszystko dobrze pójdzie. Jednak doświadczenie naucza, że najlepsza motywacja bierze się z obietnicy solidnej nagrody – Co powiedzie na pudełko wypchane materiałami modelarskimi, narzędziami, farbkami oraz blisterami z modelami o wartości plus/minus 1000 zł? Przez cały czas trwania konkursu, miesiąc w miesiąc przez pięć miesięcy będziemy dokładać po pudełka dobroci o wartości 200 zł a zawartość opiszemy i przedstawimy na blogu, ot… Na zachętę! Osoba, która uzyska najwięcej punktów wygra ów wypełnione po brzegi pudełko dobroci!

4. Regulamin


a.) Konkurs rozpoczyna się 1 marca 2013 roku a kończy się 31 lipca 2013 roku.
b.) Konkurs podzielony jest na pięć etapów. Jeden miesiąc odpowiada jednemu etapowi.
c.) Zgłoszenia są przyjmowane od dnia 16 lutego do 5 marca 2013 roku.
d.) Pod koniec każdego miesiąca do puli nagród dodawane są produkty o łącznej wartości ~200 złotych.
e.) Nagrodę otrzyma uczestnik konkursu, który po jego zakończeniu posiadać będzie najwięcej punktów.
f.) Każdy uczestnik może zgłosić tylko jedną armię. Rozmiar zgłoszonej armii jest dowolny.
g.) Postępy w pracach nad swoimi projektami należy wysyłać na mail fireant.blog@gmail.com
h.) W razie jakichkolwiek pytań, proszę pisać na fireant.blog@gmail.com lub kontaktować się poprzez fora.
i.) Wszystkie informacje oraz posty dotyczące postępów w konkursie będą ogłaszane poprzez wpisy na blogach: http://fireant.pl  oraz http://wrota.org.