04.01.2014

[04.I.2014] ROC#22: Japanese Infantry


Witam ciepło czwartego dnia miesiąca! Widać, moje zawołanie do ludu pracującego nie poszło w piach a odbiło się solidnych echem, bo zgłoszeń z tekstami do potencjalnej publikacji dostałem znacznie więcej, niż oczekiwałem – nie mówiąc już nawet o zaciśnięciu więzów mocniejszej współpracy z blogiem Quidamcorvusa, którego to recenzuje modeli i wsparcie dla Warheimu staną się stałym, regularnym, cotygodniowym elementem również tego bloga! Nie powiem, bardzo to sprzyja moim planom na rok 2014, w którym to chciałbym dokonać pełnego zamknięcia transformacji bloga w najważniejszy w polskiej sieci blog traktujący o systemach niszowych i tych, które nie są ogarnięte złotym i czerwonym logiem Games Workshop. I tak świetny wpis Hana Solo o figurkowym batmanie pięknie rozpoczyna ten proces, a dzisiejszy Rzut Okiem Cyklopa o pudełku z plastikowymi figurkami do Bolt Action od Wep-Waweta kontynuuje tą myśl przewodnią. I dobrze wpadło, bo akurat ten skirmish osadzony w realiach WW2 powoli dojrzewa w mym umyśle a na lokalnej scenie zaczynają się pojawiać chętni – pysznie! Zapraszam więc bez dalszych ceregieli do lektury.

Właśnie dziś, gdy koniec roku jest na horyzoncie a sporadyczne wystrzały petard przyspieszają bicie mego serca (najwyraźniej tchórzem jestem podszyty), Ja Wep-wawet pragnę powiedzieć „Witajcie Szanowni Użytkownicy” (co też właśnie uczyniłem... a podobno nie jest dobrze mówić gdy nikogo nie ma w pobliżu). (*Notka od Fireanta: Tekst otrzymałem 30 grudnia, więc akapit, choć przedawniony, jak najbardziej na miejscu!*)

Chciałbym zwrócić uwagę Szanownych Użytkowników na jeden z dość nowych produktów firmy Warlord Games, a mianowicie Japanese Infantry. Zestaw ten zawiera 30 plastikowych żołnierzy w skali 28 mm, dedykowany jest zaś systemowi Bolt Action, pokrywa on różne teatry działań II WŚ począwszy od 1939 do 1945 roku.



Jest to jeden z najlepszych* plastikowych zestawów Warlord'a, połączono bowiem system „pustych dłoni” (w które to wciska się dowolne uzbrojenie, co niestety nie zawsze pozwala na złożenie dobrze wyglądających póz) wraz z rękoma które mocno trzymają broń, dzięki czemu żołnierze wyglądają na takich którzy wiedzą co robić z trzymaną bronią.

Na ramce znajdziemy uzbrojenie które pozwoli pokryć 98% zapotrzebowania Imperialnego dowódcy, co prawda nie jest to specjalną zasługą WG i wynika raczej z faktu, że arsenał japoński nie obfitował w rożne rodzaje broni, zadowalając się tym co mógł na daną chwilę wyprodukować.

Znajdziemy więc osławioną Arisakę typ 99 którą to powielono prawie w dwóch i pół milionach egzemplarzy (różniących się znacznie jakością), a na ramce mamy ich 7 sztuk z czego 2 luzem. Ponieważ załączono również jeden wolny bagnet, można go założyć na jedną z 3 arisak które go nie mają lub wcisnąć do jednej z pustych dłoni.

Perełką jest pistolet maszynowy Typ 100, którego to w podstawowej formie wyprodukowano 10 tysięcy sztuk (to amerykańska produkcja broni maszynowej na jeden miesiąc wojny), a w dwóch różnych wariantach podobno dodatkowe 15 – 20 tysięcy. Na ramce mamy jedną sztukę wraz z nieodzownym bagnetem, bardziej służącym ozdobie i polepszeniu samopoczucia użytkownika broni niż samej walce.


Jako broń wsparcia mamy lekki karabin maszynowy Typ 99 w dwóch wersjach, jedna przygotowana już wraz z rękoma, dzięki czemu można zrobić szarżującego lub strzelającego z pozycji stojącej żołnierza (pomijając celność oraz sensowność szarżowania na przeciwnika w przypadku posiadania takiego cuda techniki). Wersji tej sporego uroku dodaje załączony bagnet, co bardzo przypomina figurkę z zestawu 1/35 produkcji Dragon'a przygotowanego na 50-sięcio lecie bitwy o Iwo Jimę. Druga wersja przeznaczona jest dla klasycznej leżącej pozy. Szkoda, że nie ma akcesoriów pozwalających na złożenie pomocnika/ładowniczego – to spory mankament, odejmujący temu zestawowi nieco uroku. Oczywiście odpowiedni zestaw można kupić w metalu, należy więc zrozumieć WG i wysupłać te dodatkowe funty.

Granatnik Typ 89, znany jako „knee mortar”, zdarzały się przypadki używania zdobycznych granatników przez marines – bywało, że zamiast o ziemię opierali nóżkę na udzie... cóż, dzięki temu wojna kończyła się dla nich szybciej i mogli wracać do domu. Na ramce mamy jedną sztukę wraz z łapką trzymającą granat. Przydatna to broń, cieszy więc, że i tego nie poskąpił nam producent. Połączenie klęczącego ciała wraz z granatnikiem pozwoli otrzymać klasyczną (została wyjęta z podręcznika) pozę jaka przyjmowana była podczas strzelania. Odcięcie dłoni i przyklejenie do innej ręki pozwoli na sklejenie biegnącego wojaka trzymającego granatnik.



Dla oficera mamy pistolet Nambu Typ 14 (również w kaburze) oraz rękę wymachująca oficerską kataną – Typ 98 shin gunto (jest również wersja w pochwie). Poza tym znalazło się też miejsce na trąbkę dla... tak dla trębacza oraz ręce dzierżące drzewce do sztandaru, które to można przerobić na „lunge mine” czyli taki japoński „panzerfaust”, to ładunek kumulacyjny z zapalnikiem uderzeniowym, zamocowany na 1,5-metrowym kiju bambusowym. Uzbrojony w ten cud techniki żołnierz miał podbiec do czołgu i dźgnąć weń tym, niczym włócznią, a następnie zginąć w pięknych wybuchu niszcząc przy tym wraży czołg.

Na ramce znajduje się też ręka rzucająca granat, lornetka i sporo dodatkowego ekwipunku w postaci toreb manierek oraz pudełek z amunicją. To wszystko wraz z 6 różnymi ciałami i 9 głowami (szkoda, że poskąpiono 10-siątej głowy – dłoń trzymającą granat można było spokojnie umieścić gdzie indziej) daje naprawdę wiele możliwości. Trzy biegnące ciała wyglądają nader dynamicznie – widać, że śpieszą ku chwalebnej walce w ręcz, wyposażenie ich w arisaki z założonymi bagnetami da nam niejako „klasyczny” wygląd japońskiego żołnierza tak mocno zakodowanego w naszej kulturze. Bo gdy myślimy o walkach na wyspach Pacyfiku to najczęściej staje nam przed oczyma biegnący japs próbujący nadziać na bagnet swej arisaki amerykańskiego boy'a.

Każda ramka zaopatrzona jest w 5 podstawek, której to nie ma dla leżącego ciała (ale moi rodacy słyną z pomysłowości, więc powinni sobie z tym poradzić), dodatkowo w pudełku znajduje się karteczka z 3-ma dużymi flagami i 7 (trzy różne rodzaje) „devotional banners” które to dla większej ozdoby można przyczepić do arisak, co nada szarżującym żołnierzom dodatkowy urok. Na koniec dodam, że zaznaczono idioto odporną mini „instrukcję” na której to zaznaczono i opisano wszystkie części znajdujące się na ramce – dzięki czemu nie można się pogubić podczas sklejania plastusiowych ludków.

To tyle, mam nadzieję, że kogoś zainteresowałem małymi skośnookimi brutalami – Banzai!


* Właśnie wydano pudełko plastikowych US Marines (dzięki czemu Japończycy nie będą się nudzić), w którym to wydawca kontynuuje ta drogę, poza tym zawiera ono więcej komponentów, zestaw ten wydaje się więc najlepszym jak do tej pory wyprodukowanym przez WG.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz