Witam ciepło w chłodne,
czwartkowe popołudnie. Powiem szczerze, ciężko mi się coś dzisiaj wybierało
temat – w teorii mam o czym pisać, bo dzieje się! Mam cztery blistery do Covergence of Cyriss czekające na
otwarcie, sklejenie i recenzję. Spartan Games wydało pierwsze jednostki
najemne, którymi można grać na łamach różnych armii w Dystopian Wars, w tym Kompanię Wschodnioindyjską dla Brytyjczyków,
flotę handlową dla każdego (*świetna, ba,
kluczowa dla prowadzenia bardziej fabularyzowanych scenariuszy czy też kampanii!*)
jak i zasady do morskich transporterów czołgów i innych maszyn tudzież
jednostek lądowych – jakby tego było mało, Spartan Games szuka pisarzy oraz
ilustratorów w formie freelance’u i w sumie nie mogłem się oprzeć takiemu
wyzwaniu, więc zarówno piszę dla nich teksty jak i zacząłem porządnie malować (*a tutaj możecie sprawdzić
WIP, który poleruje!*).
Jak widać, jest o czym pisać, ale
staram się, by na blogu panowała odpowiednia saturacja tematyczna i by nie
powtarzać w kółko tego samego systemu -
jako że Warmachine oraz Infinity dostało już sporo miłości w ostatnich siedmiu
dniach, pora się skupić na czymś innym; Co prawda miałem się zabrać za
skończenie drugiej części w serii o kosztach związanych z graniem poszczególne
systemu, ale tutaj jeszcze sporo materiału musze zebrać, zestawić liczby i
pobawić się w Excelu, więc to będzie raczej tekst na piątek czy sobotę… No ale
w końcu wczoraj nic nie było, zaczyna aż się smutno robić, fortunnie uznałem,
że mogę się z wami podzielić moim buszowaniem po sieci – bo widzicie, gry
bitewne choć w Polszy nadal głównie kojarzone są z Wojennymi Młotami, to w bardziej
cywilizowanych państwach GW nie ma takiej wyłączności, a nowe systemy powstają
regularnie z mniejszym lub większym sukcesem. Perfekcyjną wylęgarnią takich
projektów jest oczywiście inicjatywa crowdfundingowa taka jak Kickstarter – nawet nasz rodzimy
wydawca, Wargamer, nie przepuścił okazji i uderzył do zagranicznej klienteli z ‘Ogniem i Mieczem’, podchodzącej do całej
sprawy bardzo profesjonalnie i w świetnym tonie. Ale poza naszym patriotycznie
spolegliwym tytule ostatnio na łamach kickstartera zamknięto fundowanie kilku
całkiem obiecujących tytułów… Rzućmy na nie okiem, bo teraz to tylko czekać, aż
wejdą na sklepowe półki i znowu spróbują zatrząsnąć naszym ryneczkiem!
Pierwszy projekt znam głównie
dzięki dość widocznej kampanii informacyjnej prowadzonej przez zapalonych fanów
tejże produkcji na łamach forum Gloria Victis. Nie powiem, nie, żebym z miejsca
ów koncept się mi sprzedał – nie to, że nie lubię sobie pooglądać trochę
uroczych kobiecych kształtów, nawet na figurkach, na dodatek wyrzeźbionych z
odpowiednią dbałością o anatomiczną poprawność i dobre krągłości, ale po prostu
kickstarter przeznaczony na wciskanie ludziom modeli alternatywnych nigdy nie
porywa mnie tak samo jak projekt nowej gry… Nie śledziłem więc tej inicjatywy
za bardzo, aż do momentu, w którym zaczęli pokazywać miniaturki.
Ogólnie zakładam, że jeżeli firma
jest francuska, to figurki na 99% będą wyśmienite, a jak nie dajcie bogowie,
napiszą zasady, to będą one dziurawe, niezrozumiałe i pozbawione jakiegokolwiek
balansu. To jest w sumie norma z francuskimi grami bitewnymi – cukierki dla
oczu, radość dla kolekcjonera i smutek dla gracza. Jednak w przypadku Raging
Heroes – firmy odpowiedzialnej za ten projekt – widać, zdają sobie z tego
sprawę i zamiast męczyć się z zasadami oferują /fantastyczne/ wizualnie modele
do różnych armii fantasy… Oraz właśnie uruchomili projekt ‘najtwardszych
niewiast w kosmosie’, który ku memu zaskoczeniu nie okazał się jakimś małym
pomysłem, bo w ostatecznym rozrachunku na łamach tego kickstartera (*który, warto zauważyć, ponad pięćdziesięciokrotnie przekroczył
zakładaną granicę!*) zostały zrealizowane aż trzy pełne armie o
odmiennej stylistyce, które łączy jedna rzecz – wszystkie przedstawiają płeć
żeńską.
Mamy więc Żelazne Imperium, czyli
twardą stylistykę ‘a la trzecia rzesza’ okraszona atmosferą korpusu śmierci z
Krieg znanego z uniwersum Warhammera 40k, tyle że w bardziej obcisłych
kombinezonach i z solidnym zestawem piersi na każdym modelu. Mamy armię
Kurganowej, i o ile żelazne imperium ma stanowić odpowiedniej Niemców (*czy też bardziej freulein!*) to Kurganova, jak można
się już domyśleć, najłatwiej ująć jako ‘armię czerwoną w spódnicach’ – gwiazdy,
berety, brutalnie wyglądające uzbrojenie, profesjonalnie prezentujące się zbroje
osobiste i oczywiście trepy na obcasach! Trzecią siła są ‘Jailbirds’, czyli…
Cóż, zbiegłe więźniarki? Oddział penitencjarny? Tak czy owak wyglądają
najbardziej post-apo ze wszystkich frakcji, niemal pachnąc kobiecym mad-maxem –
najwięcej ciałka dla fanów tutaj znajdziemy, bo dziewczęta biegają w
tank-topach, luźnych gatkach i ze zdobycznym, ewidentnie, sprzętem na sobie.
Nie ma co ukrywać – modele ścinają z kolan, zarówno bogactem detali jak i samą
jakością rzeźb, i gdybym miał jakieś zapędy do zbierania Imperialnej Gwardii,
pewnie bym się bardzo gorąco zastanowił, czy nie wolałbym tych cudownych
perełek ponad karczochów od GW z wodogłowiem. Gorąco polecam sprawdzić temat!
Dawno, dawno temu, za górami, za
lasami, czyli tak mniej więcej… Dwa, może trzy lata wstecz zaczęły się objawiać
pierwsze poważniejsze projekty ‘cyfryzacji’ gier figurkowych – pomysły z
interaktywnymi stołami-ekranami, z wykorzystaniem laptopów do prowadzenia
rozgrywki, potem tabletów i komórek jako podręcznych narzędzi czy nawet do
implementacji własnych gadżetów do aktywacji poszczególnych figur, do szczytowania
z ich podstawek odpowiednich informacji… W pewnej formie koncept ten przeniósł
się na ekrany telewizorów w formie kolekcjonerskiej gry konsolowej, jak
chociażby bardzo popularne w stanach Disney Infinity. Same projekty stołowe
pozostawały jednak w sferze ‘ciekawostki’ co najwyżej i w sumie umierały tak
szybko, jak tylko pozłotka czegoś nowego z nich została zdrapana. Sam fakt
dorzucenia gadżetu czy używania tabletu w grze jeszcze nie oznacza, że gra odniesie sukces – kluczem nadal pozostaje to,
że gra figurkowa musi mieć dobre modele i cóż… być dobra grą!
Golem Arcana to nie byle jaki
projekt szalonych hobbystów. Firma, która stoi za tym projektem to nie żadni
garażowcy z wielką ideą i skromnym budżetem, lecz zespół, który ma na koncie już
kilka popularnych gier (*jak Heroclix dla
przykładu albo Battletech*) i który wie, jak pracować w cyfrowej
rzeczywistości – bo stworzyli również bardzo udanego RPG’a – Shadowrun Returns.
To o tyle ważne że… Kurde, ciężko to ubrać w słowa. Polecam naprawdę rzucić
okiem na linka i poświęcić te 8~ minut z życia na zapoznanie się z filmikiem
promującym, bo świetnie pokazuje, jak bardzo przemyślanym produktem jest ów
tytuł. Widzimy na żywo jak żwawo tablet reaguje na działania stylusem, jak zmyślnie
przemyślano planszę i podstawki na modelach tak, by wszystko łatwo i czytelnie
generowało informację dla komputera, który potem pięknie je nam wyświetli.
Przyznam, że koncept DEG (*Digitally Enchanced
Game*) jest piękny w swojej prostocie a jednocześnie w oferowanych
udogodnieniach – koniec z sięganiem po podręcznik! Klikam teren? Pojawia się
informacja jakie ma właściwości. Klikam w figurkę? Pokazuje mi wszystkie jej
zasady i statystyki. Planuje ruch? Komputer stanowi nie tylko świetnego
sędziego, ale też zwyczajnie nie pozwala mi na nagięcie zasady, bo od razu
pokaże, czy to co planuje jest zagraniem legalnym – nauka gry w ten sposób jest
niezwykle intuicyjna i prosta, i nawet w pełni nie ogarniając zasad nie
popełnimy błędu, bo gra sama pilnuje, by wszystko było grane właściwie.
Co prawda prepaintowane modele
zawsze budzą u mnie pewien dreszcz strachu i obawy, ale przecież modele do
X-Winga też są wstępnie pomalowane, i wyglądają całkiem zacnie, a przecież jak
ktoś sobie życzy, to sam sobie pomaluje co tylko zechce. Problem polega na tym,
by w takiej grze figurki i w ogóle, aspekt planszy nie był pusty, pozbawiony
znaczenia… By znaleźć argument za jej istnieniem, bo skoro gra i tak działa
dzięki komputerowi, to czemu całkowicie nie zdigitalizować i pozbyć się
figurek? Ważne jest więc, by to nie była planszówka z elementami analogowymi w
cyfrowo prowadzonej rozgrywce. Cóż, warto poczekać na pierwsze prawdziwe
recenzja, ale w sumie zainteresowanym takimi nowinkami polecam rozwój projektu
śledzić!
Tutaj wchodzimy do nieco
dziwacznego uniwersum, i nie chodzi wcale o grę… Tylko o wydawcę. Cool Mini or
Not to nie tylko największa internetowa strona i galeria poświęcona naszemu
szlachetnemu hobby, ale też ogromny sklep i w sumie duża firma, która ma łatwy
dostęp do najlepszych malarzy i rzeźbiarzy w branży i to na całym świecie.
Trudno się więc dziwić, że z takim zapleczem postanowili wydawać własne
produkty. I w sumie brzmi to idealnie i wygląda zacnie, bo ich figurki są
naprawdę smakowite ale… Cóż, wydawać się może, że za bardzo rozrzedzają krew,
bo w tym momencie na Kickstarterze biegały aż trzy odmienne gry figurkowe
obrandowane jako ich inicjatywy! Słuszną jest więc obawa, że tuż po wydaniu gry
CMoN może stracić nią wszelkie zainteresowanie i znowu moczyć paluszki w
kolejnych projektach o nazwie ‘skok na kasę’.
Mimo tych obaw nadal muszę zauważyć, że Wrath of Kings wyróżnia się kilkoma świetnymi rzeczami. Po
pierwsze, naturalnie wygląda i stylizacja – oczywiście nie każdemu będzie
odpowiadać taka wysoce kreskówkowa atmosfera, mi jednak rzeźby podobają się na
zabój, podręcznik i ilustracje też wyglądają niezwykle zachęcająco a dzięki
kickstarterowi... Zestawy startowe dla każdej z pięciu frakcji są wypchane po
brzegi, oferując 24 modele za ekwiwalent 150~ polskich blaszek! I to nie
paskudnych wyplutków rodem z Neuroshima Tactics, ale naprawdę kształtnych,
ładnych wzorów. Armie różnią się od siebie wzornictwem znacznie, co może nie
sprzyja uniformizacji gry, ale za to oferuje szeroki wachlarz wyborów
stylistycznych dla fanów, bo wysoka odmienność dobrze wpływa na jasne
określenie co może nam się podobać, a co już nie…
Kolejnym ciekawym patentem jest
ich mechanika ‘jednego rzutu’ – kiedy o tym usłyszałem skrzywiłem się strasznie
zwyczajnie czując, że brzmi to jak jakiś patent spłycający rozgrywkę aż do
bólu, ale po przeczytaniu zasad (*w pełni dostępnych w formie zgrabnego PDF’a*)
oraz zapoznaniu się z filmikiem z rozgrywki mój przestrach zamienił się w coś,
co mogę nazwać jedynie ‘ostrożnym zachwytem’ – bo cała zabawa w jeden rzut polega na tym, że dzięki
zastosowaniu kostek dziesięciościennych utworzono system trafiania i ranienia,
gdzie efekt jaki wywołaliśmy na wrażej figurce może być 1 z 10, zależnie od
rzutu… I od celu, bo twarde pudziany będą spadać tylko na naturalnej dziesiątce
a zwykli liniowcy dostaną wciury już na 6+ - łatwe, intuicyjne a przy okazji
zastosowanie różnych ‘efektów’ przywiązanych do wartości rzutu dało twórcom
świetny dostęp do budowania zasad specjalnych! I tak przeciwnik może być bardzo
twardy, bo na rzutach od 5 do 8 figuruje efekt ‘Pancerz – zbroja modelu zbiła
cios i uchroniła go od szwanku’… Ale atakujący miał zasadę ‘Korozja’, która
zamienia u celu wszystkie wartości ‘Pancerz’ na ‘Trafienie’! Czemu to takie sprytne? Bo teraz ów Korozja
rzeczywiście zmiękczać będzie tylko te jednostki, które w swojej tabeli
obronnej mają sporo pozycji ‘Pancerz’, a już model, który polega na magicznej
ochronie z ów korozji tylko się pośmieje. Naprawdę, jest to ładne, eleganckie
rozwiązanie i polecam się z nim zapoznać.
Mechanika się podoba, modele się podobają, kurde nie pozostaje nic
innego, jak sięgnąć po portfel i ze smutnym westchnieniem zagorzałego hobbysty
wydać szmal. A przecież jeszcze gdzieś tam się Rivet Wars pelęta pod nogami, a
Spartanie zapowiedzieli Planetfall na grudzień… Pora zacząć zarabiać większe
kokosze, bo inaczej to tylko kisiel i suchy chleb, by na hobby starczyło!
Pokłon w pas za fajny i ciekawy tekst!
OdpowiedzUsuńNad twardymi babeczkami sam się zastanawiam :)
duży minus za zignorowanie reaktywacji WarZone'a.
OdpowiedzUsuńO właśnie @Emerycie, nie orientujesz się czy nowy Warzone będzie dostępny w dystrybucji w Polsce?
OdpowiedzUsuń