25.04.2013

[25.IV.2013] Infinity na Marzec!


Gdy za oknem kwitnie maj, chce mi się sadzonych jaj… Jeżeli którykolwiek z was odgadnie skąd się wziął ów cytat, przysięgam na Peruna i zapomniane bóstwa, że tej osobie to wynagrodzę. Materialnie. Ale wracając do tematu, wiosna po takiej paskudnej zimie szybko nie znudzi mi się jako główny temat przewodni tych paragrafów wstępnych do moich tekstów, bo i przecież to takie miłe, gdy słonko świeci, ptaszek śpiewa, bąk pobączy się bokiem a kret zakreci się w ogrodzie… Żyć nie umierać, tak dobrze, że aż zacząłem Games Workshop chwalić, patrzcie, jaki mam zacny humor, jaka mnie pozytywna energia rozpiera. By jednak ostudzić nieco ten młodzieńczy zapał, ten wigor płynący przez moje żyły tętniącą falą aktywności pozwolę sobie przelać coś niecoś w formie pisanej – i choć z uporem maniaka dziergam te moje opowiadania z nadzieją, że Wam, mili czytelnicy, się podobają, to jednak na ten moment skupmy się na temacie nieco już zwietrzałym – czyli na marcowych nowościach do Infinity!


Zabierałem się do tego jak wygłodniały dingo do jeża. Niby głodny i chce ugryźć, ale kurde bele, to przecież jeż… Czemu tak? Zawsze byłem raczej entuzjastycznie nastawiony do comiesięcznych nowinek spod skrzydeł Corvus Belli, no ale widzicie, staram się unikać zaślepionego fanboizmu, więc kiedy nawet moje ulubione wydawnictwo wydaje kaszanę, to ja nie będę tego nazywał najwyżej jakości Foie gras, lecz po prostu kaszaną. Może i kaszaną smaczną, dobrą z chlebem i pszenicznym piwem, taką wiecie, z cebulką w środku, z prawdziwej, niemarketowej świni… Ale jednak! Marzec był zdecydowanie słabszym miesiącem dla Infinity, teraz zobaczmy dlaczego.

 PanOceania Support Pack

Zacznijmy może od faktu, że mamy cztery nowości i jednego repacka. Repack sam w sobie nie jest zły, bo to ogółem przyjemna koncepcja jest, by każda frakcja posiadała swój zestaw wsparcia, pudełko zawierające medyka, inżyniera i ich małych, zautomatyzowanych pomocników. Padła więc kolej na PanOceanię i w tej oto sposób możemy nabyć pudełko zawierające figurki: Trauma-Dox, Machinist oraz dwójkę Palbotów. Smuci troszkę fakt, że nie podjęto próby przedstawienia nowych rzeźb, gdyż akurat i panockowy lekarzyna i maszynista to jednak raczej starsze wzory i odstają jakością od najnowszych dzieł wydawnictwa. Tak czy owak nie ma się co rozpisywać, dla starych weteranów tejże frakcji najpewniej mało użyteczny, bo już posiadają takie modele, ale dla każdego, kto dopiero rozpoczyna swoją zabawę z pierwszą potęga Ludzkiej Sfery to w sumie dobra opcja na szybkie dostarczenie dość kluczowych modeli do swojej kolekcji. Jest OK, ale wizualnie z kolan nie ścina, no i cóż… Stara nowinka.


 Penthesilei, Amazon Warrior

Przejdźmy więc do Panties Selei, znaczy się wojowniczej amazonki na motorze o wdzięcznym mianie Penthesilei… W greckiej mitologii królowa Amazonek, córa Aresa i Amazońskiej królowej Otrery, przeklęta przez Afrodytę tak, że każdy mężczyzna na planecie pragnął jej niemal zwierzęcym pożądaniem! (*nauka z Fireantem*) Penthesilea była potężną wojowniczką, która kładła hellenów dziesiątkami pod Troją, i dopiero Achilles ją zakutał a potem… stuknął jej truchło, bo klątwa Afrodyty zobowiązuje. Fuj. Model nie jest zły, bah, może się podobać, bo było nie było proporcjonalnie wyrzeźbiona kobitka z rozwianym włosem i zaciętym wyrazem twarzy w obcisłych Pantalonach (*nawiązując do imienia*) napiętych na czterech literach… Ale jak dla mnie, model jest zwyczajnie nudny. Ani dynamiczny, ani nie prezentujący sobą niczego ciekawego czy nowego, nawet high-techowy motor to po prostu kolejna wariacja jednoślady a la Akira. Panowie muszą mi wybaczyć, ale sam fakt, że model przedstawia nadmiernie perfekcyjną istotę płci przeciwnej nie wystarcza, bym był zadowolony.

 Caliban (Fauerbach)

Caliban, jednostka destrukcji i demontażu, w teorii powinna mi się podobać. Nie dość, że to kolejna figurka do Połączonych Armii, mojej ulubionej frakcji, to tak naprawdę nie ma w niej absolutnie niczego złego. Fajna poza, gdzie nasz kosmita kontempluje nad swoją ofiarą, gdzie jej głowa nabita jest elegancko na mieczyk… Fajna armata i po raz pierwszy przedstawiony na łamach Shasvasti wzór ichniejszego Fauerbach’a, ciężkiej spluwy o dużej sile rażenia. Jak zwykle zabójcza ostrość detali i świetny wzór pancerza. Słowem, dobra pozycja, ale powoli zaczyna mi się wydawać, że panowie z Corvus Belli wyczerpują pomysły na wygląd Shasvastich, bo ostatnio to tak naprawdę głównym wyznacznikiem odpowiedzialnym za unikalność ich wzorów jest kształt i detal na głowach. I tak oto Caliban wyróżnia się łbem w kształcie sklejonych ze sobą liści sałaty. Fortunnie firma zachowała sobie rasę Exrahów na przyszłość, więc podejrzewam, że w kolejnych dodatkach odpoczniemy od kosmicznych małp i patyczaków, a wejdziemy z podręcznikiem entomologa w cudowny świat kosmicznych robali. Oby!

 Caledonian Volunteer (HMG)

Kaledońscy Wolentarze, czyli najbardziej bazowa, najbardziej podstawowa piechota jaką mogą wystawić na front koloniści szkockiego pochodzenia na łamach sił Ariadny. Nie jestem wielkim fanem Ariadny jeżeli chodzi o stronę wizualną – jakoś nie wiem, kiedy gram w system było nie było Science-Fiction, to zawsze lubię babrać się cyborgami, kosmitami, Ben 10 i w ogóle, wszystko co obce nie jest mi obce. A taka frakcja ‘zwyklaków’ z zeszłego stulecia z kałaszami, kaftanami moro i hełmofonami jak hellghaści z Killzone’a jakoś do mnie nie przemawia. Trzeba jednak oddać wydawnictwu sprawiedliwość, że na łamach Ariadny wychodzą jedne z najładniejszych figurek, jak chociażby Żuawi, 112 Emergency Service czy Loup-Garou (*w ogóle, francuska sektorówka kusi modelami najwyższego kalibru*). Kaledończycy też mają swój styl, z kiltami, berecikami, pozycjami w naparciu… I wolentarz z ciężkim karabinem maszynowym choć nudny jak flaki z olejem prezentuje się bardzo realistycznie i militarnie – plecaczek, liczne kieszenie na dodatki, wysokie kamasze, kurta z podniesionym kołnierzem. Jak na rzeźbę zwyklaka, naprawdę dobrze wyszło, choć po prostu nie prezentuje sobą niczego nadzwyczajnego. Nuda jak przy sklejaniu Venoma do mrocznych eldarów.

 Reverend Moiras

I wreszcie przechodzimy do nowego pudełka zbiorczego z Moirami, czyli fanatycznie bojowymi siostrami zakonnymi Orderu Świętego Noża, Naszej Panienki Litościwej. Lekko psychotyczne wariatki są specjalnymi komandoskami okrętu Bakunin, znanego ze swojej bogatej kolekcji czubków. Kuse wdzianka, kevlarowe rajstopki, solidna armatura i entuzjastyczna potrzeba wymierzania sprawiedliwości heretykom! Sama radość, dla oczu i na stole. W sumie dobry patent, by wyprodukować nowe, bo najstarze wzory Reverend Moiras pamiętają czasy początków systemu, z przerośniętymi armatami i gołymi dupciami… Polecam na łamach strony producenta porównać sobie te modele, zestawić obok siebie by ujrzeć, jak znaczny skok w jakości rzeźb, bogactwie detali i naturalności póz dokonało wydawnictwo a raczej należący do niego rzeźbiarze. Aż miło popatrzeć naprawdę. Jest to też zdecydowanie najepsza nowinka tego miesiąca, ale jakością i poziomem daleko którejkolwiek z sióstr do niedawnej Ko Dali przerobionej na zergową królową roju. No, ale zawsze to coś nowego i solidnie wykonanego.

Co mnie zupełnie zaskoczyło, to brak nowości do Tohaa – jako świeżutka frakcja powinni dostawać coś nowego do kolekcji miesiąc w miesiąc, przynajmniej aż do momentu wypełnienia ich oferty na tyle, by każdy kto ma ochotę rozpocząć swoją przygodę z ‘dobrymi braćmi ufoludami’ miał solidny zestaw i wybór na początek. Ufam, że w nadchodzących nowościach będziemy częściej widzieć gości z tejże frakcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz