02.03.2013

[02.III.2013] Moja aktywacja malarska!


Jak doskonale zdajecie sobie sprawę, mili czytelnicy, cały pomysł na ów gruby konkurs zwany Malarską Aktywacją wywodzi się z mojego głęboko zakorzenionego lenia. Słowem, modele mi się piętrzą na półkach, moja mała armia Tau śmiga niepomalowana… No wszystko tak naprawdę jest albo w stylowych kolorach Czerni Podkładu albo ma rozpoczęte malowanie aż do momentu, w którym moje skupienie przeskoczyło na coś nowego – pod tym względem jestem jak młody kociak, który z wielkim zapałem rzuci się na włóczkę, ale po pięciu minutach przebiegnie pająk i od razu stanie się centrum atencji. Tak więc w mojej głowie poczęła rodzić się idea, jak by się tutaj zmotywować… I tak powstał konkurs, który na dzień dzisiejszy ma ponad 60 uczestników a jest szansa, że dobije i do 100 gdyż jeszcze trzy fandomy bitewniakowe mogą się do nas dołączyć. Słodko!


Dziś więc będzie bardziej prywatny wpis, a co, w końcu to nie jest Tele-Express lecz blog, prawda? Sam oczywiście biorę udział w zabawie „na boku”, bo przecież o nagrody walczyć nie powalczę – tak czy siak mam zamiar chociaż spróbować iść łeb w łeb z pozostałymi zawodnikami i publikować na łamach zakurzonego warsztatu wpisy o tychże postępach. Miałem ciężki wybór, za co się zabrać… Trzy startery do Dystopian Wars były mocnym kandydatem, bo bym z nimi uderzył na Tarnowski klub czy do Vanaheimu, szerzyć wiarę w napędzane parą okręty przy pomocy solidnie pomalowanych modeli. Konkurentem dla tego wyboru jest moja skromna armijka aligatorów do Hordes czy też moja solidna armia Tau do 40’tki – jako że tą param się już od jakiegoś czasu, a i w plotkach pierdzą coś nieśmiało, że nowy kodeks gdzieś w najbliższej dekadzie ma się pojawić… Będzie więc Tau. Będzie moja prywatna armia, mój Rapid Response Team do pilnowania granic w żółci i wytartym khaki!

Tak to wygląda na dzień dzisiejszy, a na zdjęciu niestety nie ma jeszcze wszystkiego – w pudełku wciąż leżą drony snajperskie (*żywiczne, bo nawet jeżeli wyjdzie, że mają babole, to jednak wole by przy upadku nie łamały się jak zapałki*), kilka ‘krootkich’, dwa Krzysztofy oraz ósemka wojowników ognia, ale codziennie sklejam coś nowego do uzupełnienia tej armii, więc myślę, że szybko się z tym uporam. A na zdjęciu co mamy? Cóż, dwa Hammerheady w trybie Railguna… Wiem, że niby pojazdy nie mają się już tak dobrze na stołach jak onegdaj, ale ja po prostu lubię czołgi, i choć mam obowiązkową trójcę Brudasków, to jednak zamiast kolejnej wolę ‘pchać się na klimat’ i polatać czołgusiem. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze – na dzień dzisiejszy Tau są dość smutną armią i czekają cierpliwie na nowy kodeks, więc póki co można się bawić w ‘pełnokrwistego klimaciarza’ i się nie przejmować. Na froncie dwa dwunastoosobowe składy Wojowników Ognia, podzielone tak, że jeden ma tylko modele w pozycji stacjonarnej, a drugi w pozycji ruchomej, w biegu. Pięć Stealth’ów też jest, bo w tej edycji lubią siedzieć w krzaczorach czy ruinkach, zbierając sutego Cover Save’a i pestkując co tam się nadarzy. Na razie jest też 9 krootów, docelowo będzie piętnaście w grupie, ale jeszcze się sklejają, bidulki – fortunnie już mam utarty i wybrany schemat malowania dla nich, a to mnie cieszy. Ach, no i oczywiście dwóch moich dowódców, Fyr’Na’O – dowódca brygad pancernych armii oraz szef wszystkich szefów, Shas’o M’yen Mal’caor, głównodowodzący całymi siłami patrolu granicznego.

Oczywiście na Etap Pierwszy naszej zabawy mają iść ciężkie maszyny – szansa na pomalowanie /trzech/ czołgów w tak krótkim czasie na poziomie, który będzie mnie zadowalał (*szczególnie biorąc pod uwagę odręcznie malowany wzór kamuflażu optycznego takiego, jak już możecie zauważyć na Diabelskiej Rybie…*), ale postaram się przynajmniej skończyć transporter dla moich wojowników ognia i zabrać się za Broadside’y. Taki jest plan na marzec, z drobnymi przerwami pomiędzy by skończyć pierwszego marines’a w kolorach Sons of Medusa – nadal nie mogę się zdecydować, który zakon wybrać, więc cichaczem sobie eksperymentuję…

By motywacja była, założyłem sobie dwie sprawdzone metody, które teraz po prostu przywróciłem do życia potęgą siły woli (*której to potęgi gdzieś po drodze zabrakło XD*):

Po pierwsze, zasada 30 minut , którą już opisywałem na łamach bloga i do której, chwała mrocznym potęgom, dostałem pozytywny odzew, że metoda ta pomogła już kilku innym hobbystom. Zasada jest bardzo prosta – ot, chociaż 30 minut dziennie /musi/ się znaleźć na chwycenie pędzelka i pomalowanie czegoś. Nie ważne, czy świat się wali, czy ci ręka odpadła, czy terminy gonią w robocie czy na uczelni. Nie istnieją żadne wymówki, po prostu 30 minut musi się znaleźć, choćby nie wiem co. Wiadomym jest, że przez taki krótki czas wiele się nie pomaluje, ale 30 minut dziennie… To już trzy i pół godziny malowania w tygodniu, a w takim tempie coś się zawsze zdąży zrealizować, a ‘coś’ to dużo lepszy wynik niż ‘nic’.

Po drugie, automotywacja portfelowej pokusy, czyli ‘Nie może kupić nowego pudełka, dopóki nie pomalujesz podobnej jednostki’. Tak więc chciałbym kupić Predatora dla kosmicznych marines? Zrobię to… Kiedy skończę malować Devilfish’a dla Tau. Chcę Terminatorów Szturmowych? Najpierw pomaluj Broadside’y. Metoda ta okazuje się być diablo skuteczna, bo nie tylko zmusza mnie do malowania, ale także znacznie minimalizuje moje zapędy w wydawaniu kasy na mój plastikowy crack! I choć sklepy kuszą nowinkami, GW co miesiąc zarzuca coś nowego a pozostałe firmy też nie próżnują, to jednak twardo się spinam, portfel zaciskam i obiecuje sobie nagrody za pomalowaną jednostkę czy model – proste, skuteczne… Gorąco Polecam.

Musicie więc wybaczyć ten jakże leniwy wpis, ale zwyczajnie pół dnia siedziałem sklejając modele, kładąc podkład na moje czołgi i smyrając pędzelkiem jednego taktycznego w nadziei, że nareszcie utrafię na kolorystykę i zakon, który przykuje moja uwagę. Fortunie drugi tom ‘Badab War’ jest bardzo inspirujący, i czuję, że nareszcie mogłeś trafić na to, czego szukałem… A na dziś, kończymy i zamykamy teatrzyk!

1 komentarz:

  1. Czad, trafiłem tu całkowicie przypadkiem, ale jestem miło zaskoczony. Sam, parę ładnych lat temu miałem piękną kolekcję postaci związanych z Władcą Pierścieni.
    Zapraszam serdecznie do wizyty na blogu
    http://peceteria.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń