07.12.2011

[07.XII.2011] ROC#5: Neuroshima Tactics: Posterunek


 
Wiosna w pełni! I to szóstego grudnia – dawno temu Mikołaj nie widział takich temperatur na swoje imieniny, oj dawno. Wszyscy dają sobie prezenty i panuje prawie że pachnąca piernikiem atmosfera radości i dobrego humoru! A ja, niczym zielonoskóry Grinch o niezdrowym oddechu i słabych zdolnościach interpersonalnych, postanowiłem sobie w tych pięknych okolicznościach przyrody odrobinę ponarzekać. A co by już w ogóle dopełnić obraz czystego zła i prawdziwego syna TVN’u, będę narzekać na Produkt Rodzimy (*a każdy patriota wie, że produkt rodzimy zawsze jest najlepszy, niezależnie od aktualnego stanu rzeczy*). Dawno, dawno temu pozwoliłem sobie popsioczyć na temat prezentacji, domniemanych zasad i przede wszystkim modeli do Neuroshima Tactics. Dziś, w akcie świeżo pobudzonej dumy narodowej, nabyłem starter do Posterunku, jednej z czterech frakcji dostępnych aktualnie w grze.


Słowem wstępu – Nie, wbrew radosnego tonu pierwszego akapitu NIE jestem wrogiem polskich produktów a tym bardziej marki Neuroshima. Ba, poważnie uważam, że jest to brand godny dalszego promowania, mocny, solidny i już rozpoznawalny poza krajem dzięki doskonałym grom planszowym, jak Neuroshima Hex czy 51 Stan. Tym bardziej serce mi się kraje, kiedy widzę jak wydawnictwo Portal poczynia sobie z ich najnowszym dzieckiem, bitewniakiem osadzonym w ich sympatycznym uniwersum post-apo. Od początku bytowania NT w sieci śledziłem ich prezentacje i zapowiedzi, aż nawet raz dałem upust mej bezradnej złości, gdyż panowie z Portalu zachowywali się tak, jakby nigdy w życiu gry figurkowej na oczy nie widzieli. Zachwalali ‘nowoczesne i unikalne’ mechanizmy gry, wszystkie zapożyczone z innych systemów (*z wyjątkiem akumulatora, ale o nim, zupełnie inną bajkę będziemy pisać*) a prezentacja ich figurek była iście bazarowa – słabe modele bardzo przeciętnie pomalowane jako forma reklamy dla systemu?

Ktoś rzeknie – kwestia gustu. Ja odpowiem – bzdura. Gust gustem, wiadomo, nie każdemu podoba się mangowa stylistyka modeli do Infinity czy groteskowa przesada Wyrd Miniatures, ale istnieje coś takiego jak Poprawny Warsztat. Co rozumiem pod tym pojęciem? Dobrze wyrzeźbione proporcje, wysoką jakość odlewu oraz ostrość detali, która nie powinna być opcjonalna, lecz obowiązkowa w modelach odlewanych w metalu. Z niejaką przykrością stwierdzam, że na pięć zawartych w starterze modeli zaledwie jeden spełnia powyższe kryteria i nie odrzuca mnie po oględzinach – co jest zabawne, gdyż oględziny modeli w sklepie wskazywało, że wojacy z Posterunku prezentują się z całej gromadki najlepiej (*bo modele do Molocha to w ogóle jakieś karczochy są – nie będę płacił za coś, co sam jestem w stanie ulepić, i to plasteliną*).

Ale po kolei. Pudełko, jakie jest, każdy widzi. Łączna fotka zawartości, przyjemna stylistyka, dobry projekt, oko przyciąga. W środku zwykły kartoniak, a zawartość? Woreczki strunowe z modelami w środku, wypraska z grubaśnymi żetonami oraz trzy małe karty – miernik akumulatora oraz dwie karty lokacji. Wszystko zawinięte w folię bąbelkową. Meh – brakuje mi trochę gąbeczki ochronnej, ale nie ma na co narzekać, bo to standard pakowy; zarówno modele do Infinity czy gier Spartan Games są pakowane w taki sam sposób.






Przejdźmy do modeli – powinienem je spryskać podkładem i potraktować łoszem, byście z tych zdjęć niskiej jakości mogli stwierdzić, że mamy… umiarkowany poziom kichy. Nie jest tragicznie! Jest tylko zwyczajnie źle, ale poziom jest nierówny; najgorzej się prezentuje pani-żołnierz, cierpiąca na zaawansowaną żyraficę (*jej szyja… rani moje estetyczne gusta*) i ogólne problemy z kośćcem, podobnie jak pozostali liniowi naparzacze. Nie najgorzej wygląda zaś pan oficer machający rączka, gdyby nie fakt, że mordę ma koślawą a po ręce leci taka linia łączenia, że nie się tego odratować bez ostrej roboty z pilnikiem i masą modelarską. Tragicznie prezentują się giwery! Niska ostrość detali powoduje, że zamiast ostrych, geometrycznych rysów jakich oczekiwałbym od broni palnej mamy coś, co tylko krok dzieli od wyglądania jak pukawki skręcone z balonów lub gumowe wichajstry ze zabawkowego. Krzywa beczka nie ratuje sytuacji!

Są jednak dwa plusy – bohaterka oraz niska cena. Zacznijmy od mniej oczywistego, czyli od bohaterki. Jest to rzeźba już prawie na solidnym poziomie! Ba, może się nawet podobać. Dynamiczna poza, w miarę odpowiednie proporcje, ewidentnie kobieca twarz, profesjonalnie pofałdowany płaszcz. Gdyby wszystkie modele prezentowały poziom tejże pani, narzekanie byłoby dużo krótsze i mniej obfite (*choć do ładniejszych femme fatale z innych systemów w urodzie jej jeszcze daleko*). Największą zaletą, póki co, jest niska cena. Starter kosztuje niecałe 90 złotych, co daje w przeliczeniu 18 blaszek za jeden model – przyzwoita cena, która może być tarczą obronną kontra argument niskiej jakości, bo „są tak dobre, na ile kosztują”.

Tak więc najlepiej nie jest… tym bardziej, że bardzo rzadko żałuję dokonania zakupu figurkowego, a tym razem troszkę postękałem! W końcu w tej kasie mogłem spokojnie nabyć Anathematica do Kombinatu czy mógłbym też dorzucić dosłownie kilka złociszy by zaopatrzyć się seksowną barkę nowych nekronów! No ale czego się nie robi dla zacnych czytelników? Moim zdaniem od strony wizualnej Neuroshima Tactics stoi gdzieś tak dekadę w tył – to nie za dobrze; można mieć jedynie nadzieję, że panowie z Portalu się wyrobią. No, ale modele modelami, dobrze by było w to zagrać i sprawdzić, czy chociaż ta zachwalana i ‘nowatorska’ mechanika oferuje coś przyjemnego i godnego uznaniowego skinięcia głową. Ale to dopiero jak uda mi się wczytać w zasady. Póki co, to wszystko na dzisiaj… a w następnym odcinku, Covenant Of Antarctica, czyli ochy i achy nad morskimi bitwami w Dystopian Wars.

5 komentarzy:

  1. Oj, łaskawy dziś jesteś, łaskawy. Miałem w rękach parę figurek do NT i nie zdecydowałem się. To jednak jest poziom nie sprzed 10 lat, tylko sprzed dwóch dekad - zwłaszcza w kwestii poprawności anatomicznej rzeźby i jakości odlania szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z jednym się nie zgodzę - cena to nie zaleta NST. Za 30 zł więcej można kupić starter do Infinity z 6 przepięknymi modelami.

    Sam w wakacje miałem dylemat - jako fan Nerki naprawdę chciałem zebrać armię Posterunku, ale jakość odlewów i cena sprawiły, że zabrałem się za Ariadnę w Infinity. Gdyby Portal obniżył cenę o połowę - NST mogłoby być całkiem niezłym pomysłem. Ale tak - szkoda pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. na pierwszy model jestem w stanie patrzeć.
    na trzeci też. nie wiem, czy to wina słabego zdjęcia, ale ta pani (pani?) na trzecim zdjęciu nie wygląda źle.
    całość niestety słaba, słaaabaaaaaa....

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, modele nie są piękne i w tym tkwi ból. Łaskawy? Cóż, nie chciałem brzmieć zbyt ofensywnie by nie wyszło, że z bezwzględnym okrucieństwem poczyniam sobie nad polskim produktem! Cieszę się jednak, że nie jestem odosobniony w swoim punkcie widzenia, i że Portal powinien się zastanowić nad swoim zachowaniem! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdania nie zmieniłem, jak modele były plewne tak są nadal :( Pewnie na pudełku są te same modele co były prezentowane w tym temacie http://www.wh40k.pl/index.php?name=Forums&file=viewtopic&t=13598&postdays=0&postorder=asc&highlight=neuroshima&start=0

    OdpowiedzUsuń