04.04.2011

[04.IV.2011] Pełna Prywata, czyli co ja Lubię #2

Elosza, znaczy witam droga młodzieży. Dzieje się na świecie! Forgeworld zasypał nas całym stosem nowym, pięknych modeli, aż łzy stają w oczach a portfel piszczy ze strachu, za kilka dni objawią się zapewnie nowości z Infinity (liczę na te Pupniki z Chimerą!), Adepticon gdzieś tam w odległej galaktyce się odbywa, a my tutaj siedzim, i nic nie robim - no, nie jest tak źle. Wziąłem się ostro za Diabelską Rybkę z nadzieją ukończenia jej na kwietniowy PMOTM (Gloria Victis), tak samo zmyłem Taurana (nie wyszedł - m.ike mnie uświadomił w tej gestii) i wziąłem się za Imperialną Piąchę, póki kolor żółty mam na wokandzie. A dziś kontynuuję i temat prywatny, czyli w jakie systemy gram, grałem czy też mam zamiar grać, oraz powody, które stoją za taką decyzją! Do dzieła.

 
Warmachine/Hordes | Status: Zbieram, grałem - Rhul, Skorne

Wzięte ogółem, bo tak naprawdę to jeden system z odmienną mechaniką na dwa zestawy frakcji. Warmachine przyciągnął mnie dawno temu tym, czym przyciągnął pewnie całkiem sporo innych graczy - wielkimi, napędzanymi parą i magią mechami zwanymi Warjackami. Coś takiego tkwi w każdym facecie, nawet w grubym nerdzie poplamionym Cheetosami, że ekscytuje się brutalnymi zapasami kilkumetrowych, żelaznych robotów z ogromnymi kominami na plecach. TO wyzwala emocję! Jakby tego było mało, mechanika bazowa Warmachine jest dobrze przemyślana, dobrze napisana, łatwa w odbiorze i nauce - można przejść od czytania do grania naprawdę w kilkanaście minut, a to wyczyn niełatwy, za co należą się brawa. Bawiłem się świetnie - do momentu, w którym system wymknął się spod kontroli jego twórców, co się niestety czasem zdarza. Widzicie, Warjacki były sztandarem systemu, tym czymś, co miało przyciągać graczy, co miało dominować na stołach i robić bum! Wtedy gra hulała jak powinna, umieszczona w swojej skirmishowej skali, z dwoma, góra trzema jednostkami piechoty, a resztą Warjacków. Niestety, wraz kolejnymi dodatkami solosy i piechota stawały się coraz mocniejsze, aż w pewnym krytycznym punkcie nikt nie chciał wystawiać poczciwych 'Jacków na stół, bo i po co, skoro inne jednostki mordowały i walczyły lepiej?

Jakby tego było mało, odwiecznym problemem Warmachine była chora krzywa nauczania oraz niewyobrażalna kombogenność systemu. Chora krzywa nauczania - każda jednostka miała swoje własne unikalne zasady, broń lub oba na raz. Poznanie wszystkich jednostek wrogich frakcji wraz z ich synergiami to tytaniczny wysiłek, i niejeden gracz zaliczył solidnego Nerdrage'a, kiedy został zmieciony z powierzchni ziemi przez nieznaną mu, morderczą synergię - czyli powód drugi, śmiercionośne kombosy. Coraz więcej modeli dało graczom narzędzia do konstruowania takich łańcuchów akcji, by doprowadziły do śmierci wrogiego dowódcy (warcastera) w jedną rundę! Błąd w Warmachine nie równał się dotkliwej stracie, lecz natychmiastowej przegranej. Słowem, nie było lekko - system zaczęto wyzywać od Infantrymachine, oskarżano go o totalne spsucie poprzez posiadanie kilku turbo śmiercionośnych, niewyobrażanie niekontrowalnych kombinacji... słowem, podupadał. Ratunkiem miała być Horda, gdzie monstra posiadały dynamiczniejszą, swobodniejszą mechanikę zarządzania i ogólnie były mocniejsze niż piechota w Hordowych frakcjach - niestety, nie tędy droga, jako że system Horde był skażony tę samą chorobą do system Warmachine, i wraz z kilkoma dodatkami także odczuł bolączkę w postaci niechcianego przeskalowania rozgrywki.

I w ten oto sposób sprzedałem swoją niewielką, ale dumną armię Skorne (czego żałuję do dziś...), ostając się jeydnie wiernie przy mych krasnoludach z Rhul i ich górniczych Warjackach, głównie dlatego, że od początku ssały kule i w graniu były Kucykiem Jednego Numeru (Landsliiiiide, bitches! - a przy okazji, zauważyliście, jak subtelnie przemyciłem kucyki do tekstu? Classic.), więc sie nie przejmowałem, że system psuje 'Jacki, i nadal przegrywałem z bananem na ustach ;) Wszystko jednak trochę we mnie odżyło, kiedy światło dzienne ujrzał Field Test Warmachine MK2 - panowie z Privateer Press nareszcie odnaleźli gdzieś swoje jaja, i postanowili zrebootować system z masą krytycznych i drastycznych poprawek w tych miejscach, w których system był dziurawy. Powiem tak - wyszło im! Warjacki powróciły na stoły - łatwiejsze i mocniejsze ataki specjalne, ogólnie lepsze statystyki i zasady, odporność na całkowite uziemienie a na dodatek darmowe punkty na 'Jacki dane nam przez Warcastera okazały się rozwiązaniem. Tak samo jak osłabieni i podrożenie piechoty, zmniejszenie skali rozgrywki oraz stworzenie banku uniwersalnych zasad specjalnych. Tak więc system pod względem mechanicznym został odratowany z sukcesem, gracze obudzili się ze snu i reaktywowali na całym świecie, nawet w Polsce, choć idzie to zaiste miazmatycznie. I tutaj znam powód - cena. Privateer Press ma ładne modele, acz w specyficznym, komiksowym stylu, który nie każdemu przypadnie do gustu. Teraz jednak przerzucili się na plastiki w horrendalnych cenach, przekraczających nawet standardy cenowe Games Workshop, co jest po prostu szalone! W ten oto sposób rozwój tego całkiem fajnego systemu został powstrzymany - skoro Skirmish jest tak drogi, jak Główne I Popularne systemy, to czemu miałbym sie w nie bawić? Jeszcze z tak nieliczną grupą aktywnych graczy? Fuck it! A szkoda... Co nie zmienia faktu, że powolutku zbieram swoją armię Krokodyloludzi, bo są po prostu kosmiczni.

 
Flames of War | Status: Chwilowo zainteresowany byłem, ale za drogie względem jakości...

Nie mogę nie wspomnieć o Flames of War, chociażby ze względu na krótki okres napalenia się na ten tytuł, jego narastającą popularność (tak, środowisko Flames of War jest prężne i liczne w Polsce - to że go nie widać wynika z tego, że siedzą zamknięci na własnych, nudnych, historycznych forach, hah!) i naprawdę świetnie skrojone zasady. Chociaż Płomienie Wojny opierają się na poczciwej K6, to szkielet bazowy mechaniki jest diametralnie odmienny od tego znanego nam z produktów GW, a opiera się na prostym założeniu, że testujemy nie ze względu na nasz skill, lecz na skill wroga. Sprawdza to się mówiąc baaaardzo ogólnie - oprócz tego zasady są bardzo obfite, jako że starają się w jak najrealniejszy i zarazem najprzystępniejszy sposób oddać realia bitew Drugiej Wojny Światowej. Nie jest to oczywiście dokładna symulacja (bo chociażby realne zasięgi broni w skali wymagały by nieludzko ogromnych stolików!), ale stara się, i jej to wychodzi. Są świetne zasady na naloty lotnicze, prowadzenia ostrzału artyleryjskiego, przemykanie się po lasach, walkę w zabudowanym terenie... słowem, gra jest bardzo intensywna i płynna, na dodatek z niesamowitą atencją na szczegółowość historyczną w budowaniu ogromnej bazy armii i formacji, którymi możemy pomykać po stołach - Anglicy, Kanadyjczycy, Nowozelandczycy, Polacy, Rumuni, Węgrzy... no praktycznie co zechcesz, i nie chodzi tylko o narodowości, ale też o niezliczone formacje biorące udział w tym ogromnym konflikcie!

Co mnie w ostateczności zniechęciło, to KOSMICZNA cena gry. Powiem tak - biedy nie cierpię, zdaję sobie sprawę, że gry bitewne to hobby raczej z tych kosztowniejszych, tak samo rozumiem, że modele tanie nigdy nie będą. Ale 180 zł za pięć żywicznych, małych czołgusiów z żałosnym poziomem detali to jednak grube przegięcie pały - za taką kwotę mogę nabyć starter do Infinity plus z jednej, dwa blistery, mieć 6-8 modeli metalowych doskonałej jakości, albo kupić ogromnego Land Rider'a, albo po prostu super wydetalony, duży model czołgu z elementami fotorawionymi i toczonym działem. Słowem, przegieli, tym bardziej, że modeli trochę trzeba mieć, by myśleć o rozgrywce na jakieś sensowne punkty. Gra więc wylądowała na legendarnej półce każdego żyjącego gracza, półce oznaczonej "Fajnie by było, ale zapomnij stary, nie sram bursztynem". I tam tkwi do dzisiaj.

I starczy na dziś.
Sponsorem dzisiejszego wpisu była Pinkie Pie mówiąca "Have Tuba, Will Travel" oraz Rarity wołająca "For I. Am. RARITY!". Ta-dam, ba dum tss!

7 komentarzy:

  1. FoW jakoś nigdy mnie nie interesowało. Jakoś nie bawi mnie stricte historyczny system bitewny.

    WM/H to już co innego. Cały czas kusi mnie rozpoczęcie zabawy. Trolle strasznie kuszą, boję się tylko, że zaczną kończyć mi się fundusze zanim będę mógł coś pograć sensowniej. Kupić starter, podręcznik główny też się przyda, green stuff bo to metal i warto trochę połatać szpary, farby niby mam ale z jedna czy dwie by się przydały, podkład, czarnego prawie nie mam a może biały by się przydał bardziej....
    Jeszcze jakaś ciężka bestia, jakiś unit....

    Do tego ostatnio strasznie kuszą mnie CSM.

    I zaczynam myśleć o odnowieniu Dark Elfów....

    *łapie się za głowę* Tyle pomysłów, tak mało czasu i kasy....

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni rozumiem, sam zaczynam płakać do portfela na myśl o nadchodzących już za chwilę Tomb Kingach, którzy są... zbyt. Piękni. Can't Resist! Argh.

    Co do Horde, naprawdę fajny system, polecam i w ogóle, trolle mają wypasiony klimat i super modele. A co do uzupełniania szpar - po co używać do czegoś takiego drogiego Green Stuffu? Od wieków używam i polecam szpachlówkę w tubie Plasto Revella - tania, dużo, szybko schnie i do wypełniania ubytków, idealna.

    OdpowiedzUsuń
  3. FoW nie jest taki drogi, jeśli weźmiemy pod uwagę nie samą wielkość poszczególnych figurek, a to ile musimy wydać na działającą armię.
    Przykładowa armia amerykańskich spadochroniarzy na 1500 pkt(format średni) zamyka się w okolicach 400-500 zł. Oczywiście bardziej liczne armie są droższe, ale z drugiej strony możliwa jest armia oparta na jednym boxie - 4 tygrysy królewskie - ze wsparciem lotniczym jest to około 1500 :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Fireant, mylisz się względem FOWa. Kiedyś owszem, system był kosmicznie drogi, dlatego zdecydowałem się w pierwszej kolejności na Wh40k.
    Jednak to pieśń przeszłości. ;) Jako, że nikt nie może zabronić wypuszczania pojazdów historycznych, to zaroiło się nam od pojazdów w odpowiedniej do FOWa skali innych producentów.
    Zvezda wypuściła T-34/Panzer II i III/niemieckie halftracki (Sd.Kfz 251) po 8.50 za model, co daje nam na przykład możliwość złożenia radzieckiej pancerki na 1000 punktów za ~180 złotych. Niemieccy grenadierzy pancerni też już nie wymagają sprzedaży nerki. ;)
    Plastic Soldier Company wypuściło T-34/85 - 5 czołgów za ~80 złotych, za tydzień premiera boxa z Panzer IV w podobnej cenie, a mają dojść jeszcze Shermany, Sd.Kfz i inne dobra...
    Forged in Battle ma wybór pojazdów alianckich i niemieckich ~80 złotych za 4 sztuki.

    Powiedziałbym, że FOW pod względem nakładów finansowych jest na poziomie najpopularniejszych systemów GW (jeżeli pominiemy oczywiście rynek wtórny), a z czasem będzie coraz TAŃSZY, dzięki konkurencji Battlefrontu. :)

    Nie zainteresowało Cię może Firestorm Armada?

    OdpowiedzUsuń
  5. Grzegorzu, oczywiście masz rację, jednak kiedy oceniają jakąś grę, to oceniam, no, ją - pełną linię, a nie tylko zasady. Dlatego mówiąc o wysokich kosztach GW nie pomijam tego faktu ze względu wydawania przez Mantica tańszych alternatyw! A modele Flames of War są nadal okrutnie drogie względem oferowanej jakości, niestety - co oczywiście nie wyklucza grania na dużo tańszych modelach o których piszesz, jest to ciekawa i elegancka alternatywa.

    Co do Firestorm Armada - tak, interesuję się i śledzę wszystkie gry Spartana, ale Dystopian Wars ze swoim steampunkowym klimatem bardziej do mnie przemawia. Pewnie się szarpnę i kupuę podwójny battlepack, co bym mógł pograć nawet pomimo faktu, iż system jest praktycznie nieznany w kraju :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie chce wyjść na jakiegoś "czepiacza się" - po prostu czyta Cię wielu ludzi potencjalnie zainteresowanych Flamesami, którzy odpuszczą sobie drążenie tematu. Trudno się dziwić, patrząc na horrendalne ceny "oryginalnych" figurek. Sam na dobrą sprawę o modelach alternatywnych do BF'owych dowiedziałem się dwa tygodnie temu, przeglądając "nudne forum historyczne". ;)

    Dlatego uznałem, że warto skrobnąć o tych alternatywach komentarz. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do systemów GW, nie ma żadnych problemów z wystawianiem modeli nie-BF na turniejach, a sam system ma naprawdę zacną mechanikę. :)

    Też przemyśliwuje nad Dystopian Wars, ale najpierw chyba sprowadzę sobie Firestorma. Zawsze marzył mi się Battlefleet Gothic, jednak entuzjazm opadł po przeliczeniu sobie kosztów złożenia dwóch flot. W Armadzie figurki co prawda brzydsze, ale zestaw startowy z Battleshipami/krażownikami to ~150 złotych. Da się to więc w jedną osobę finansowo ogarnąć. ;)

    Czekam na ewentualną notkę o grach Spartan Games. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A grałeś może w Warheim? Mógłbyś to jakoś pokrótce opisać? Bo 600 stronowy podręcznik mnie przeraża i nie wiem czy jest sens go czytać w ogóle ;)

    OdpowiedzUsuń