19.05.2016

[19.05.2016] Z mroków dziejów #1: Zoats


Nie jest żadną tajemnicą to, w jaki sposób jestem nastawiony do wydawnictwa Games Workshop. Od dawna uważam już z nieugiętym przekonaniem, że jest to firma, która źle traktuje przynajmniej część swoich klientów. Oczywiście tylko krowa nie zmienia swojego zdania, i ostatnie poczynania figurkowego dominanta powoli zyskują moje uznanie – jak chociażby bardzo odważne przyznanie, że premiera Age of Sigmar była przedwczesna i bardzo słabo poprowadzona. I to wyznanie połączone z chęcią naprawy błędów poprzez wyłożenie masy kasy i pracy na to, by ten system rzeczywiście mógł godnie zastąpić kolosa, jakim był WFB. Słowem, coś wreszcie się obudzili i zaczynają działać. Bomba. Pomijając jednak moje prywatne zdanie o wydawnictwie nigdy nie kryłem się też z moim zamiłowaniem i uwielbieniem do ich uniwersów! Od małego grzdyla jestem fanem ponurego, mrocznego Starego Świata oraz oczywiście całego settingu WH40k, który niejako zdefiniował czym jest ‘grimdark’.

Uniwersum to  ma już prawie 30 lat. Nie jest to może żaden rekord, biorąc pod uwagę fakt, że istnieje naprawdę sporo starszych i wciąż diablo aktywnych settingów, ale mimo wszystko trzy dekady ciągłego i dynamicznego rozrostu zrobiło swoje. Nie jest to już świat opisany na kilkudziesięciu kartkach papieru z pojedynczego podręcznika, lecz buzujący, gargantuiczny twór opisywany we wszystkich jego aspektech w dziesiątkach podręczników, kodeksów, w setkach książek, w grach komputerowych a nawet w filmach! Jest to naprawdę wielka skarbnica klisz i tropów… Nie dziwi więc to, że wraz z latami wiele elementów wypadło, umarło, zostało zamiecione pod dywan lub po prostu o nich zapomniano. Niektóre z nich są relatywnie świeże i ciągle znane w pamięci miłośników, jak Sly Marbo (*parodia Johna Rambo*), Squats (*krasnoludy zjedzone przez Tyrki*) czy chociażby temat dzisiejszego wpisu, czyli Zoaty! Postanowiłem więc otworzyć nieformalną serię wyciągającą na wierzch z mroków dziejów ów porzucone elementy fluffu, które niegdyś pomagały kształtować świat przedstawiony… Ale w pewnym momencie przestawały pasować i musiały zostać wykluczone z równania.

Zoats pojawili się wraz z pierwszą edycją Warhammera 40 000, czyli w kultowym i legendarnym Rogue Trader. W telegraficznym skrócie, byli to kosmici-centaury, jedna z wielu ras zniewolonych przez Tyranidów, których można było również wynajmować jako najemników do Eldarskich korsarzy. To były czasy, w których tyranidzi musieli wystawiać przynajmniej połowę swoich sił właśnie w postaci swoich centaurzych niewolników, głównie dlatego, że na stole spełniali oni rolę wojowników. Niestety, nie byli oni popularni ani rozchwytywani… Nie przetrwali więc do drugiej edycji i tak naprawdę powrócili w trzeciej, i to tylko w formie paragrafów opisujących ich totalną zagładę.

No dobrze. Ale czym jest Zoat? Jest to duży stwór przypominający mieszankę ogra z dinozaurem, gdzie korpus, głowa i ramiona były zdecydowanie atropomorficzne zaś część odpowiadająca za status centaura była zdecydowanie ‘dinozaurza’ – pokryta łuskami, ze zrogowaciałymi, tępymi pazurami jak u brontozaura. Były to duże istoty, znacznie większe od przeciętnego człowieka, potężnie umięśnione i diabelnie silne! Jakby tego było mało, każdy Zoat był całkiem zdolnym psionikiem – używali oni jednak swoich mocy głównie do telepatii, dzięki czemu z zadziwiającą łatwością mogli oni komunikować się z innymi inteligentnymi gatunkami zamieszkującymi galaktykę. Byli oni dość zaawansowani i rozwinięci, przez co nie stanowili oni ‘przedłużenia’ woli Umysłu Roju, a posiadali samo-świadomość i inteligencję do samodzielnego podejmowania decyzji… Była to zarówno ich największa zaleta z punktu czysto użytkowego z punktu widzenia Umysłu Roju, ale też klucz do ich późniejszej zagłady. Ponadto warto zaznaczyć, że ich siła, spryt, wrodzona inteligencja i psioniczne zdolności szły z drobną wadą – mogli oni oddychać tylko bardzo specyficzną kompozycją gazów. Większość atmosfer spotykanych na innych planetach tętniących życiem była dla Zoat’ów trująca,. Przez co prawie zawsze widywało się ich z maskami przeciwgazowymi i respiratorami.

W porządku, teraz może paść pytanie… Po kiego grzyba Tyranidom – rasie znanej nam współcześnie z absolutnego braku jakichkolwiek emocji, kierowanej przez potężny Umysł Roju, składającej się wyłącznie ze specjalnie genetycznie wyprodukowanych żywych maszyn do zabijania – jacyś tam niewolnicy? Cóż, to, że dziś Tyranidzi stanowią praktycznie siłę natury pozbawioną jakichkolwiek celów poza ‘zeżreć wszystko’ nie oznacza, że zawsze tak było. Dziś rolę zwiadowców pełnią rolę genokradzi, którzy zakładają kulty na imperialnych planetach i wyszukują dla roju soczyste cele do konsumpcji. Onegdaj jednak rolę tę spełniali właśnie Zoatowie! Zgodnie z fluffem to właśnie ten gatunek obcych był pierwszym kontaktem ludzi z Tyranidami – to oni mieli nawiązać kontakt, ocenić wartość napotkanych ras dla Tyranidzkiego genomu. Zoaty decydowały, która kosmiczna rasa stanie się kolejnym celem tyranidzkiego głodu i potrzeby ciągłej ewolucji…

Rój Behemot jest uważany powszechnie za pierwszy, w którym to Imperium spotkało się oficjalnie z siłami Tyranidów… Przynajmniej z takimi, których znamy właśnie dziś. Mimo to wcześniejsza flota-rój – Colossus – która dręczyła zarówno Ultima Segmentum jak i Segmentum Tempestus pojawiła się wcześniej, bo już w 28 tysiącleciu po to, by zostać rozbita i zniszczona w konkluzji wojej Zorastra-Attilla w roku 226.M39. Wspominam o tym dlatego, że choć Games Workshop nigdy oficjalnie tego nie potwierdziło, to opis „tyranidów” wchodzących w skład ów sił był niezwykle zbliżony właśnie do Zoatów. Flota Rój Colossus wyróżniała się bowiem na wiele sposobów od późniejszych inwazji… Jej okręty nie było biologicznymi tworami, lecz wyglądały na stworzone z kamienia. Ponadto kosmici, którzy przybyli na ów okrętach byli ewidentnymi centaurami, którzy choć potrafili i korzystali z biologicznych broni Tyranidów, to proces ich używania został opisany jako bolesny i trudny. Ponadto sami obcy posiadali zdolność komunikacji z innymi gatunkami za pomocą telepatii i ogłaszali jak tylko mogli, że są uciekającymi niewolnikami, którzy wyrwali się spod opresji swoich panów. Naturalnie ksenofobiczne Imperium nie było zbytnio zadowolone z nowych, obcych sąsiadów, szybciutko ogłosiło ich Xenos Horrificus i wypowiedziało morderczą krucjatę… Ostatni okręt floty Colossusa został zestrzelony na orbicie planety Zorastra.

Słowem, pasuje jak ulał, choć słowo „Zoat” nie zostało użyte ani razu. Choć jest to w oficjalnym kanonie historia nieopowiedziana, to wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Zoatowie albo sami próbowali uwolnić się z macek Roju albo też sam Rój uznał, że są już zbędnym, wywrotowym elementem… Posiadanie wolnej woli na pewno nie było w smak Umysłowi Roju, mógł więc zadecydować, że eksterminacja i wchłonięcie tej podległej rasy jest jedynym sensownym krokiem. W ten czy inny sposób przyszłość tego obcego gatunku została przypieczętowana – zniszczeni przez Imperium lub pożarci przez swoich władców – nie ma to w sumie większego znaczenia, bo od tego momentu gatunek ten został oficjalnie ‘wycofany’ z galaktyki uniwersum, i choć nadal sporadycznie można go znaleźć na łamach pojedynczych opowiadań czy książek (*chociażby tekst z Codex: Space Wolves do piątej edycji*) to jednak z każdą kolejną edycją popadali w coraz to głębsze zapomnienie… By stać się co najwyżej krótkim paragrafem o wymarłych rasach obcych na marginesie notatników ksenobiologów Adeptus Mechanicus.

W ten oto sposób kolejny fragment historii WH40k można było zalaminować i włożyć do archiwum! Szanse na powrót Zoat’ów do świata są praktycznie zerowe. Być może ktoś z was, starych weteranów, nadal posiada uroczo pokraczne modele tych obcych, bo oczywiście były wydawane wraz z pierwszą edycją. Była to jednak ich jedyna chwila materialnej bytności – nigdy więcej żaden oficjalny model do tejże rasy nie został wydany, co tylko przyspieszyło ich odejście w niepamięć.

To by było na tyle na dziś! Mam nadzieję, że ów krótka notka przypadła wam do gustu. I dlatego pytam, mili czytelnicy… Czy chcecie widzieć więcej takich tekstów? Odgrzebanych urywków zapomnianego fluffu? Czy chcecie poczytać o wieku apostazji i Goge Vandire? O tym, czym są dziwaczni obcy tacy jak Umbra? Albo może o ligach i twierdzach Squatów? Jeżeli tak, to dajcie znać, czy taki format wam odpowiada i czy tematyka jest na tyle ciekawa, by kontynuować temat ;)


6 komentarzy:

  1. Ciekawy tekst. Pozwolę sobie jednak przyczepić się do jednego błędu językowego, który pojawia się niemal w każdym tekście na blogu i nieco razi w oczy. Zaimek "ów" odmienia się przez przypadki i rodzaje, tymczasem autor zawsze używa go w mianowniku i rodzaju męskim. Niezależnie od reszty zdania. "ów porzucone elementy" - owe elementy; "skład ów sił" - owych sił. https://pl.wiktionary.org/wiki/%C3%B3w

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama jest nauczycielką języka polskiego :D Tak więc mam wbudowaną i wyrobioną absolutną odporność na gramatykę, poprawną składnię i tym podobne. Mimo to postaram się wrócić na to uwagę :P Niczego nie obiecuje.

      Usuń
  2. Jestem za kontynuacją :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super tekst, z niecierpliwością czekam na kolejne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tekst kapitalny, więcej takich :) o Vandire bym chciał poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry tekst!
    Byłem trochę poza internetami ostatnio - podlinkowałby ktoś to tekstu gdzie GW pisze o przedwczesnej premierze?

    OdpowiedzUsuń