06.02.2012

[6.II.2012] Złomowisko: Taśma Maskująca


Poniedziałek! Troszkę rozruszamy palce śmigające po klawiaturze, a że poniedziałek powinien być okazją do wizyty Złomowiska, tym się właśnie zajmiemy, tak, co by odkurzyć te kąty i wsiąść na piśmiennego konika, poczuć ten zapał do młócenia po klawiaturze. Fortunnie się składa, że ponad miesięczny hiatus nie równa się miesiącowi nie dotykania hobby, i kilka fajnych, nowych zabawek wylądowało w moim warsztacie – mam więc, hah, z czego wykroić materiał na co najmniej kilka poniedziałków? W przyszłym tygodniu chciałbym powrócić do popularnej serii z recenzjami farbek, mając na celu stworzenia pełnej kompilacji recenzji wszystkich znanych mi mniejszych lub większych linii wydawniczych. Dziś jednak skupimy się na ogromnej pomocy w malowaniu większych modeli (*choć i do małych też się przydaje*) a mianowicie na taśmie maskującej.


Taśma maskująca jaka jest, każdy widzi – ot, taśma z bardzo słabym, niebrudzącym klejem, której jedynym celem jest ochrona wyznaczonej powierzchni przed pomalowaniem. Użyteczna przy zabawie z aerografem, ba, bym powiedział nawet że bez niej każda praca jest wielokrotnie trudniejsza jeżeli chodzi o latanie z farbiarską psikawką. Problem polega jednak na tym, że większość ‘Odrękodęstepnych’ taśm maskujących jest… wielka. Minimum centymetr grubości, jak mamy dobrze zaopatrzony sklep hobbystyczny czy malarski w okolicy, a jak nie, to czeka nas taśma maskująca do malowania ścian, czyli ze cal grubości… do modeli się to raczej nie bardzo nadaje, chyba że do najogólniejszych malowanej pokroju „okleić gąsienice by odmuchać kolorem resztę czołgu”. Gdyby ktoś jednak chciał wykorzystać pomocą dłoń jaką oferuje taśma maskująca przy malowania wzorów czy czegoś bardziej szczegółowego, i dla niego znajdzie się produkt. W postaci super cienkich taśm maskujących oczywiście! 

Na rynku bardzo dużo film, niekoniecznie modelarskich, oferuje bardzo cienkie (*nawet do milimetra a i są jeszcze mniejsze*) taśmy maskujące do precyzyjnych robót, pozwalające nam na tworzenie praktycznie dowolnych wzorów na naszych modelach czy do ochrony przed farbą nawet najmniejszych detali. Osobiście zaopatrzyłem się w taśmy firmy Scotch/3M o grubości 1.5mm oraz 3.17mm – głównie na bardzo przystępną cenę! Piętnaście blaszek to żaden wydatek za ponad pięćdziesiąt metrów taśmy; starczy na tysiąclecie jak nic, prędzej zgubie niż wykończę – dobra inwestycja, tym bardziej że powiedzmy sobie szczerze: taśma to taśma, jakościowo niewiele się pomiędzy sobą różnią. Tak samo przykryje to co chcemy, tak samo dość łatwo się ją potem zdziera (*oczywiście są pewne różnice – taśmy Jammydog są rzekomo najlepsze; nie tylko oferują najbardziej wąskie tasiemki – 0.5 mm! – ale są również winylowe i z doskonałym klejem. Jednak nie ma Polskiego dystrybutora!*).

Cóż, chyba nie muszę dodatkowo rozpisywać się jak bardzo przydatnym dodatkiem i jak wiele zastosowań taka taśma ma i oferuje. Jestem właśnie na etapie odkurzania moich Diabłoryb do Kosmicznych Komunistów, na których od zawsze miałem zamiar wykonać sześciocienny wzór kamuflażu optycznego, a dzięki taśmie maskującej robota jest dużo, dużo bardziej precyzyjna i ostra! (*jak mi wreszcie dojdzie ten obiektyw makro do mojej nowiutkiej 5D Mark II to się pochwalę*) Oprócz tworzenia bardziej wyszukanych wzorów mogę z łatwością ochronić dowolny fragment figurki przed przypadkowym upaćkaniem, co też jest całkiem użyteczne jak możecie sobie wyobrazić. Słowem, taśma maskująca jest w mojej narzędziowni niczym blu-tack. Absolutnie nieodzowna!

No, ot taki krótki tekścić na poruszanie pisarskimi przegubami. Obiecuję (*tradycyjnie…*), że postaram się  utrzymać tempo i rozkręcić luty do granic możliwości! A jak już doczytaliście aż tutaj, to w środę /nareszcie/ ogłoszenie wyników jeszcze zeszłorocznego konkursu – pora wreszcie oddać te dwa zestawy, bo mi się jeszcze kasa rozejdzie gdzieś po bokach… wiecie jak to jest ;)

Miłego malowania, sklejania, wdychania chemicznych oparów i turlania kośćmi!
Le Ognista Mrówa.

2 komentarze:

  1. "Minimum centymetr grubości" - nie chodziło o szerokość? :P
    Ja i mój aerograf na razie się poznajemy i na razie pełni raczej funkcję maszyny do podkładowania :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam teraz na recenzję jakiegoś dobrego płynu maskującego - zdecydowanie mam już dosyć Humbrol'owskiego śmierdziadła. :/

    OdpowiedzUsuń