Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Black Library. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Black Library. Pokaż wszystkie posty

5.10.2013

[05.X.2013] Terkot Bolterów, czyli audiodramy i dlaczego warto!


Witam pięknie w słoneczny, sobotni dzionek. Z przykrością stwierdzam iż ta jesienna aura już mnie dopadła, i nie chodzi tutaj wcale o jakieś nostalgiczne nonsensy ale o zwykłej, podłej chorobie – jakieś grypowe coś mnie dopadło i gryzie wnętrzności ze wszystkimi klasycznymi objawami; zatkany, cieknący glutem kinol, kaszel i drapiące gardło, łzawiące gały, tępy ból we łbie i ogólna chęć do zamordowania jakiegoś małego zwierzątka a potem drzemka dopóki rozrywający płuca charkot samego mnie nie obudzi! Ot, nic, tylko chorować. A szkoda, bo miałeś dziś kończyć drugi odcinek o tworzeniu własnego zakonu kosmicznych marines… Albo skroić jakiś komentarz odnośnie kolejnego dowodu na to, że Games Workshop naprawdę nienawidzi swoich fanów! Powiem jednak szczerze,  że już nawet mi się nie chce ponownie powtarzać w kółko twierdzenie, że GW kocha pieniążki a nie swoich klientów, więc jak ktoś jest zainteresowany, zapraszam o tutaj, gdzie trwa jako taka dyskusja.

Dlatego też, postanowiłem sobie troszkę odpuścić, i zamiast przeczesywać stos artykułów na Lexicanum czy Warhammer Wiki w celu ustalenia faktów i badaniu tematu, zamiast recenzować modele czy też wdawać się w jakiś śmieszny dyskurs na temat mielone w kółko tematu… Postanowiłem się relaksować! Farby w ruch, modele z półki na blacik, pędzelki umyte i gotowe do działania i kończymy malowanie pierwszych przedstawicieli drużyn do Dreadballa! A skoro już wyciągnąłem moje małe studio z mrocznych zakątków mojego warsztatu, pozbyłem się pajęczyn to czemu by nie dać pierwszej w życiu szansy audiobook’om od Games Workshop i sprawdzić, czy ich marketingowe hasełko ma sens? Było nie było, mówią, że to idealna rozrywka dla tych, co malują! Na dodatek znajomi polecali, że świetny towar a że kocham opowieści z tego uniwersum… Wyciągamy więc Veritas FerrumStrike and Fade oraz Vulkan’s Shield – krótkie historie na około 10 minut słuchania w formie, nazwijmy to, materiału poglądowego by sprawdzić, jak z jakością stoją ‘słuchowiska’ z Czarnej Biblioteki.

Zanim przejdę do krótkich recenzji każdego z nich chciałbym wspomnieć o tym, że po przesłuchani tych trzydziestu kilku minut materiału (*I pomalowaniu znacznej części Orx’a!*) muszę się zgodzić z tym, że nie ma /nic lepszego w galaktyce/ do towarzystwa w procesie malowania, niż słuchanie dynamicznych i świetnie skontruowanych historyjek wojennych z ukochanego uniwersum! Być może jest to jedyny moment w znanej historii Współczesnego GW, kiedy ich hasło reklamowe się sprawdza – w istocie, malowanie jest tak bardzo przyjemne, kiedy w tle terkoczą boltery, piłomiecz robi brum (*a jak robi Grav gun?*) a modulowane głosy Astartes wykrzykują rozkazy i gniewne wojenne okrzyki!

Jakościowo są to audiobooki najwyższej klasy (*choć oczywiście 10 minut to w sumie na tytuł audiobook nie zasługuje – ale koncepcja pozostaje taka sama*). Naprawdę, to jest absolutnie nowy wymiar ‘czytania’ książek i opowiadań do Warhammera. Uwielbiam książki, czytam dziesiątki w skali miesiąca, pochłaniam je niczym wygłodzony pelikan literatury i osobiście zawsze wolałem przycupnąć na mej groszkowej pufie z tomem w dłoni niż słuchać, ale produkt Black Library to najwyższa półka! Po pierwsze, narracja jest czysta i świetne prowadzona. Po drugie, postaci mają swoje własne głosy, więc nawet nie trzeba pamiętać kto co mówi, bo po samym tonie głosu poznamy, kto się wypowiada. Po trzecie, efekty dźwiękowe, cała szata muzyczna jest po prostu wyborna – w zupełności nie przeszkadza w klarownym zrozumieniu czytanego tekstu a dodaje atmosferki, przyspiesza kiedy trzeba, przycisza się w momentach, gdzie wymagamy skupienia… Jest świetna i tylko pomaga budować atmosferę. Podobnie wybuchy, szum laserów, głuche łoskoty eksplozji czy takie smaczki jak mocno ‘zcyborgizowany’ głos Astartes, który zastąpił struny głosowe specjalnym implantem vox. Miód na uszy i bardzo pomaga w immersji – naprawdę można się wczuć, i jeżeli ktoś maluje właśnie swoich marines, to takie audiobooki mogą być świetnym motywatorem do dalszego machania pędzelkiem.

Veritas Ferrum autorstwa Davida Annandale’a to pierwszy tekst tego autora z jakim się spotykam, i muszę przyznać, że jeżeli pozostałe jego dzieła prezentują podobny poziom serwowanego napięcia oraz dynamiczne, bardzo obrazowe opisy walk… To chyba nadeszła pora, bym sobie sprawił jego ‘Death of Antagonis’. Historia wrzuca nas z hitchcockowską maniera w samo serce akcji, gdzie okręt Żelaznych Dłoni, tytułowy Veritas Ferrum przebija się spóźniony do drugiej fali wsparcia na Istvaan V tylko po to by wpaść pomiędzy krzyżowy ogień krążowników Legionu Alfa oraz Władców Nocy – w tle zaś przebija się przez orbitalną blokadę Thunderhawk z ocalałymi lojalistami; Kapitan okrętu musi podjąć trudną decyzję – czy ryzykować całym okrętem i być może resztkami własnego legionu by wspomóc i ocalić nielicznych ocalałych? Czy też zostawić ich na pastwie losu i wyrwać się ze starcia, póki jeszcze istnieje taka możliwość… Jak wiele z człowieka pozostało w zmodyfikowanym ciele kapitana Żelaznych Dłoni? Jakie ryzyko będzie akceptowalne w chłodnej, logicznej kalkulacji maszyny? Tylko dziesięć minut, ale słuchałem z zapartym tchem, bo to świetny mały kawałek dla fanów Herezji Horusa.

Strike and Fade spod pióra Guy’a Haleya to ciekawy, krótki kawałek… Czterech samotnych Astartes zakonu Salamander wraz z jednym zwiadowcą – zielonym jak ich pancerz i niepierzonym – postanawiają zabrać ze sobą tak wielu zdrajców, na ile starczy im sił, amunicji i determinacji prowadząc swoją własną partyzancką wojnę, kiedy wszędzie dookoła buszują zdrajcy, dobijający resztki lojalistów po masakrze. Ich mała operacja nabiera rumieńców, kiedy w ich zasadzkę wpadają nie tylko wrogowie, ale też jeden ocalały zakonu Kruczej Gwardii, który uciekając przed pościgiem znacznie komplikuje całą zasadzkę. Pomimo sympatycznej i błyskawicznej walki miło czyta się wewnętrzne spostrzeżenia i rozmyślania Astartes na temat tego, jak dotknęła ich zdrada – ot weterana wielu bitew, poprzez wiernego dowódcę aż do neofity, który nie do końca ogarnia skalę wydarzeń. Bardzo mi to przypomina opowiadania, które pojawiają się u nas na łamach Story of the Month, gdzie pomimo krótkiej formy udało się zamknąć pełnowymiarową, pasjonującą historię, która trzyma w napięciu przez każdą z sześciuset sekund!

Vulkan’s Shield to dzieło Nick’a Kyme’a, twórcy diablo popularnej trylogii o Salamandrach zamkniętej niedawno w omnibusie. Tą krótką historię możemy również znaleźć w zbiorze krótkich opowiadań na temat tego zakonu -‘Tome of Fire’. Jest to nie tylko świetne uzupełnienie materiału dla miłośników czarnoskórych, czerwonookich marines, unikalnych w swoim podejściu do zwykłych śmiertelników, ale też świetny rzut oka na różnice pomiędzy zakonami pod względem ich własnych tradycji i rytuałów. Zabawnie się czyta reakcje Kruczego Gwardzisty, kiedy przygląda się rytualnym przygotowaniom do działań synów Vulkana oraz jego zdumienie i brak zrozumienia na podejście Salamander do zwykłych śmiertelników, niemalże implikując, iż ich sentymentalizm jest słabością. Dla każdego miłośnika fluffu to zawsze miły bonus, kiedy w historii poza klasycznym ‘bolter porno’ znajdują się smakowite kąski tego rodzaju, które pozwalają nakreślić szerszy obraz jak Astartes funkcjonują, na czym opierają swoje braterstwo i swoje więzi. Słowem, to sympatyczny kawałek i dobrze spędzone dziesięć minut.


Czyli podsumowując, Black Library totalnie sprzedało mi ideę kupowania ich audiobooków, bo jakościowo są po prostu niesamowicie dobrze wykonane – historie w nich przedstawione są zarówno ciekawe jak i dobrze zrealizowane. By szybko sprawdzić, czy wysoka jakość jest zachowana również w dłuższych formach, szybko obadałem ‘Censure’ – audiodramę poświęconą trudnej wędrówce i misji weterana Ultramarines, który przedziera się przez podziemne tunele Calth w nietypowym towarzystwie z niebezpiecznymi wroga czyhającymi na każdym rogu… Jakościowo nic nie odbiega od ów krótkich form i nadal jest to perfekcyjnie zrealizowany audiobook! Słowem, gorąco polecam, zarówno miłośników uniwersum jak i zapalonych malarzy.

19.09.2013

[19.IX.2013] Lexicanum: Daenyathos


Jak wcześniej zapowiadałem moja nagła i drastyczna decyzja o wyprzedaży wszystkiego, co wojenno-młotowe nie dotyczyła jedynego aspektu produktów z korporacji Games Workshop – literatury! Zawsze byłem miłośnikiem tego uniwersum i pozostanę nim najpewniej do końca mych dni, bo przerysowanie mroczny, groteskowy i barokowy styl połączony z heroicznym fantasy to jest coś niepowtarzalnego, a bogactwo wewnętrznych mitów i legend jest pokaźna, bogata i cudowna w swojej atmosferze campu. Po prostu nigdy nie mam dość czytania o tym, jak wspaniały kosmiczny marines pokonuje sto tysięcy wrogów a dopiero po tej rozgrzewce wyciąga bolter. Przepełnione patosem pojedynki, walki na skalę niewyobrażalną w naturze… Coś pięknego.

Niestety, powiedzmy sobie szczerze i z ręką na sercu – znaczna większość książek wydawanych pod znakiem Czarnej Biblioteki to literatura raczej niskich lotów, ot, czytadła do pociągu, łatwa, lekka lektura rozrywkowa, gdzie kluczem nie jest odkrywanie nowych doznać, myśli czy idei, lecz po prostu cieszenie się krwistą rozwałką, poszerzanie swojego fanboizmu i radość z fabuły osadzonej w uniwersum, które się kocha. Na tej samej zasadzie fukncjonują podłe wytwory literackie do Gwiezdnych Wojen, Star Treka a nawet Warcrafta! Niefortunnie zwiększa to ryzyka wpadnięcia na lekturę, która jest po prostu słaba… Dlatego też kiedy sięgam po książkę autora, z którym się jeszcze nie zapoznałem, to czuję ten przestrach, że tym razem wpadnę w coś jakościowo podłego.

Tym razem mój lęk się spełnił. Jedyna książka Bena Countera jaką przeczytałem dotychczas to ostatni tom bazowej trylogii ‘Herezji Horusa’, czyli Galaktyka w Płomieniach – którą to uważam za najsłabszy z tych trzech tomów, skrócony, z niewykorzystanymi pomysłami, skaczącą fabułą… No ale postanowiłem dać mu drugą szansę; Naczytałem się sporo dość pozytywnych opinii na temat jego sześciotomowej serii traktującej o zakonie renegatów, Soul Drinkers a informacje zaciągnięte z kart Lexicanum tylko zachęciły mnie do zakupu – o ile miło się czyta o heroicznych i świętoszkowatych marynatach, to czytanie o takich, którzy dali się troszeczkę przekabacić musi być w końcu jeszcze zabawniejsza (*moja trwająca lektura ‘Dark Acolyte’ tylko to potwierdza!*)

Byłem w błędzie. No dobrze, bez większych spoilerów – jakiś czas temu Ben Counter zakończył swoją grubą serię i zamknął temat; Wielu fanów uważało jednak, że pewne rzeczy nie zostały dobrze wyjaśnione czy nakreślone, że zakończenie nie jest odpowiednie, że to wszystko naciągane… Na ile te narzekania mają podstawę, nie wiem, dopiero mam zamiar zabrać się za oba świeżo wydane omnibusy o Chłeptaczach Dusz – Daenyathos, z tego co się wywiedziałem, jest rodzajem prequela / uzupełniacza / wyjaśnienia tła, które było przyczynkiem odejścia zakonu od Imperium i rozpoczęcia swojej działalności jako renegaci.

No dobrze, o czym jest ta nowelka? O Daenyathosie właśnie, czyli o kosmicznym marine, który odmienił zakon Soul Drinkers i stał się fundamentem jego odszczepienia – to on napisał ‘Catechism Martial’, wywrotową książkę zawierająca zasady, którymi powinien kierować się każdy brat w zakonie, książkę, która wyraźnie wykazywała, że kosmiczni marines nie powinni podlegać kontroli i wpływom organizacji imperialnych w najmniejszym stopniu, bo największym wrogiem Imperium jest są sami jego mieszkańcy, słabi, podatni na korupcję i zepsucie. Kosmiczni Marines powinni sami być sędziami, katami i panami, których świętą misją jest utrzymanie imperium człowieka w czystości i prawdzie – jeżeli wymaga to wytrzebienia populacji jakiejś planety, brutalnej eksterminacji tych, którzy przeszkadzają czy wchodzą w drogę, nie ma problemu.

Książka próbuje dokonać niemożliwego, a mianowicie na zaledwie 125 stronach formatu A5 pokazać nam jak Daenyathos ulegał przemianie, od sierżanta, przez kapelana aż do rekluzjarchy, drugiego w linii dowodzenia zakonu, głównej postaci odpowiedzialnej za kształtowanie ducha zakonu. W teorii wszystko klika, wszystko jest na miejscu – od spotkania z Fidelionem, gwardzistą-bohaterem, który mógłby być pokazowym przykładem tego, jak powinni myśleć i działać żołnierze imperium aż do pogoni za głównym antagonistą opowieści, wywrotowym kapłanem Kultu Imperatora, Croivasa Asceniana, który zaczął tworzyć własny kult, sięgając po demoniczne moce i zakazane praktyki technologiczne i chirurgiczne. Książka podzielona jest na części oddzielone od siebie przez długie lata, skupiając się na kluczowych wydarzeniach życia naszego protagonisty, takich, które in teorem miały właśnie wykształtować jego poglądy na zepsucie imperium i słabość śmiertelnych ludzi.

W sumie wszystko to pasuje do siebie, ale dokonanie takiej przemiany z wiernego syna Imperatora na wywrotowego kaznodzieję i moralistę wnioskującym za wyższością astartes nad wszystkimi innymi bytami w Imperium w tak krótkiej formie nie mogło się obyć bez pewnego poczucia skróconych wątków, spłaszczonych reakcji bohaterów i przyspieszonego tempa akcji. Słowem, pewne rozwiązania fabularne pachną deus ex machina i powodują niesmak u czytelnika, dająć poczucie, że autor sztucznie składa wydarzenia tak, by wszystko mniej więcej ze sobą współgrało.

Najsłabszym punktem opowiadania są ‘przyjaciele’ Daenyathosa – rozumiem, że poszczególne ‘etapy’ w książce są przedzielone długimi okresami czasu, ale kiedy spotykamy marines popierających sprawę naszego bohatera mamy do czynienia  z ślepo zapatrzonymi w jego wątpliwe mądrości poplecznikami, płaskimi w charakterach bardziej niż postaci ze ‘Zmierzchu’, pozbawionymi jakiekolwiek iskry osobowości. Smuci to troszkę, że poza głównym bohaterem i głównym złym wszystkie pozostałe dramatis persona cierpią na takie spłaszczenie charakterów, służąc jedynie jako paliwo napędzające wydarzenia.

Jasnym punktem nowelki są świetne opisy walk, bardzo dynamiczne, krwawe i brutalne, dające niezłe poczucie skali konfliktów, siły i zdolności marines jak i zagrożeniom, które niosą ze sobą przeciwnicy godni stawić im czoło. Opisy obcej planety, flory i fauny również są całkiem wyborne, nie powielają kalek znanych nam z innych książek, gdzie poszczególne planety to takie pustynne ziemie czy zindustrializowane koszmarki. Miło się to czyta i jest to zdecydowanie ładne ubarwienie opowieści. Warto wspomnieć, że dodanie opuszczonego kosmicznego wraku jako narzędzia inicjacji kapelanów jest strasznie naciągane i właśnie służy jako przykładowy element tego, jak autor dodaje kolejne mało wiarygodne, głodne kawałki tylko po to, by spotęgować i przyspieszyć proces przemiany naszego bohatera. Niby to działa, ale trąci sztucznością.


Ciężko mi powiedzieć, że polecałbym tę lekturę – pomimo śmiesznej objętości przez ostatnie kilkanaście stron mocno się męczyłem i przymuszałem, by przedrzeć się przez nadęty ton naszych braci-kapelanów, przez ich wydumaną filozofię i bzdurne spiski. Mimo to nowelka napakowana jest akcją i te sceny sprawiły mi dużą przyjemność, więc nie jest tak, że lektura całościowo do niczego się nie nadaje – fani i miłośnicy serii poświęconej Soul Drinkers raczej i tak się skuszą. Być może po prostu nie przemawia do mnie pompatyczna stylistyka pana Countera? Być może za dużo oczekuję? Tak czy owak po lekturze Rynn’s World – bardzo miłej lekturze! – Daenyathos zawiódł mnie i spowodował grymas niezadowolenia, że wydałem na ten tomik aż 60 blaszek.Jedyny bonus z tego taki, że mój wewnętrzny kolekcjoner się cieszy z posiadania pełnej kolekcji teksów poświęconych temu zakonowi na półce… No i cóż, ten nowy format chudziutkich hardbacków jest bardzo ładny i estetycznie zadowalających – świetny papier, piękna ilustracja, wygięty grzbiet, cud-miód-malinka, aż się miło w rękach trzyma. Szkoda, że zawartość nie jest już tak dobra…

16.09.2013

[16.IX.2013] Nowa 'Taktyka' GW!

Znacie to uczucie, że kiedy przestajecie trzymać rękę na pulsie, to nagle wszystko się dzieje na raz? Kiedy pilnie obserwuję nowości, śledzę blogi, wyczytuje feedy to jak dziennie ktoś wyda kolejne głowy do orków, to jest już wiadomość dnia. Ale wystarczy, że odpuszczę sobie śledzenie tego wszystkiego na tydzień czy dwa… I bum, eksplozja jak w Tungusce, wszyscy nagle wszystko wydają, nowości całe stosy, całe wiadra! Człowiek czasem się czuje tak, jakby wydawcy wiedzieli, że odpuścił chwilowo przeglądanie ich strony, by wrzucić wszystkie te smakołyki. Oczywiście to egocentryczne podejście, ale co tak, sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Im więcej nowinek, tym lepiej, prawda? A już szczególnie dla bloggera, który się tym zajmuje!


Czasem jednak pośród tych wszystkich nowości trafia się perełka – tutaj muszę napomnieć, że szlachetny język polski jest niezwykle elastyczny, bo powyższa forma może być zarówno pochwalna jak i w pełni pejoratywna! – Tak, perełka w postaci czegoś tak nie do uwierzenia, że przyćmi nawet brzydactwa w postaci Centurionów do Kosmicznych Marynat. Cóż takiego wstrząsnęło moim jestestwem do głębi? Otóż Games Workshop – wydawca znany ze swojej niekompetencji w kwestii znajomości zasad do swoich własnych gier – postanowiło przeczytać mojego maila! No dobrze, żartuję, ale po części… Tak się składa, że nie tak dawno temu skroiłem notę do White Dwarf’a, że magazyn na pewno zyskałby na artykułach poświęconych od graczy dla graczy, z taktykami, poradami użycia jednostek i takimi tam – dwa miesiące później, bam, objawia się nam ten kasztan!

Tactica: Eldar Wraithknight – co oznacza, że możemy się spodziewać również kolejnych odcinków z serii. Nie martwcie się, Panie i Panowie, szansa na to, że pojawi się ‘Tactica: Gretchins’ czy ‘Tactica: Gaunts’ jest mniej więcej taka, jak zwycięstwo Syrii z USA czy zdobycie mistrzostwa świata w piłce nożnej naszej reprezentacji. Jak każdy najmniejszy nawet trybik maszyny zwanej GW tak i ów mistyczne ‘Tactica’ są płatną formą reklamy – bulimy 2 funty, dostajemy trochę wypocin gracza, który najpewniej nigdy w życiu nie grał poza studiem a o turniejach tylko słyszał ploteczki, że są, a przy okazji solidną zachętę do kupowania ich wielkich i drogich zestawów! Mogę się założyć o stówę, że kolejne numery z tej serii poświęcone będą właśnie drogim i relatywnie nowym zestawom, ot chociażby ów magicznym Centurionom, by daleko nie szukać!

Czytelnicy White Dwarfa jak i w ogóle zagorzali fani Wojennych Młotów wiedzą, czemu idea wydawania takich poradniczków taktycznych przez samego wydawcę powoduje na mojej twarzy uśmiech politowania. Sam jestem graczem, co regularnie zaznaczam, niedzielnym, ale nawet ja nie ośmieliłbym się użyć twierdzenia typu „AP2 jest dobre do eliminowania Terminatorów” i nazywać tego poradą taktyczną. A z tego znana jest właśnie ekipa studia WD i dżentelmeński klub GW! Pamięta ktoś jeszcze numer towarzyszący wydaniu Krwawych Aniołów, gdzie był bodajże obszerny tekst o tym, jak używać drednotów? Pisanie o tym, że melta jest dobra na pojazdy i że dredziki mogą bić się z potworami to był szczyt taktycznej mądrości, jaką ów tekst oferował! Aż smutno było czytać.

Naturalnie nie powinienem być tak okrutny, nie powinienem być człowiekiem małej wiary. Było nie było, za dwa funciki dostajemy coś o długości pi razy oko 28 regularnych stron (*co dało 44 strony sformatowane dla dobrej czytelności nawet na małych ekranach tabletów czy smartfonów*), więc o czymś kurna się musieli rozpisać, prawda? Niby tak, ale jak już odwiedziliście stronę produktu i przeczytali to…



… to w sumie wielkich nadziei bym nikomu nie robił. Powyższa strona z ów nowego dzieła korporacji to nic innego jak wyliczanie tego, co każdy posiadacz kodeksu sam wie.  A pisanie o tym, że Wraithknight może wyparować cały, 10-cio osobowy oddział kosmicznych marines, bo ma trzy małe placuszki z AP2 wyraźnie wykazuje, że piszący ów tekst nigdy nie widział jak wygląda jednostka rozstawiona z pełną, dwucalową koherencją. Dowiedzieliśmy się również, że z wytrzymałością na poziomie 8 nasz wielki konstrukt z upiorytu jest odporny na wszystkie ataki z siłą 4! Wow! To otworzyło mi oczy! Fakt ten, choć wynika z tabelki zadawania obrażeń, nie był dla mnie klarowny, dopóki tego nie napisali. Dziękuję!

Cóż, ze smutkiem stwierdzam fakt, że Games Workshop wykazuje się niezwykłą zdolnością wynajdowania nowych źródeł zarobkowania na łosiach. Nie powiem, naprawdę pięknie im to wychodzi, jak chociażmy dodatek ‘Damnos’ do Apokalipsy, kolejny elegancki skok na kasę. Jednak seria ‘Tactica’ to wspaniały dowód na to, że wydawca nie ma już żadnych skrupułów w sięganiu do swoich graczy do kieszeni po ostatnie monety. Co następne? Czy zamiast kodeksów dostaniemy pliki z pojedynczymi jednostkami? Się okaże – nie obawiajcie się, mili czytelnicy; Poświęcę się dla was, bo taka moja dziennikarska dola, i wydam te dwa funty by ściągnąć i zapoznać się z tym dziełem, by zdać wam recenzję z jego ogólnej opłacalności.


A na dziś, to będzie wszystko! Zapraszam w okolicach jutra na otwarcie blistera z świetnym modelem mechanicznej pchły i jej konstruktora, modelu do Wolsunga!

14.07.2013

[14.VII.2013] Quo Vadis, Czterdziestko po Polsku?


Namnożyło nam się ostatnio spekulacji na temat tego, co to dalej z wydawaniem książek Black Library po polsku będzie. Ale zanim w jakimś tam stopniu wyjaśnimy sytuację, przypomnijmy sobie, jak to u nas z tym wydawaniem Black Library było...

PREHISTORIA

O której dowiedziałem się całkiem niedawno. Wszedłem w posiadanie trzech PDF'ów po Polsku:

  • Dwugłowy Orzeł Dana Abnetta (w oryginale Double Eagle, spin-off Duchów Gaunta);
  • Czas Egzekucji Gordona Rennie (w oryg. Execution Hour, pierwszy tom Gothic War);
  • 13-ty Legion Gava Thorpe'a (w oryg. 13th Legion, pierwszy tom Last Chancers).


Rzuciłem na to okiem, poczytałem wyrywkowe fragmenty, i wydaje się to całkiem zgrabnie przetłumaczone, do tego pozbawione błędów. Skąd się te tłumaczenie wzięły? Kto te książki przetłumaczył? Czy to dzieło stricte fanowskie, czy może tłumaczenia przygotowywane na zamówienie, które ostatecznie nie trafiły do druku? Póki co nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na te pytania. Ale wciąż szukam...

HISTORIA

Kilka lat temu Copernicus Corporation „raczył” nas Warhammerem 40.0000 po polsku. Pamiętajmy, że to Copernicus dał nam m.in. trylogię Eisenhorna, pierwsze pięć tomów Duchów Gaunta, Przygody Gotreka w kosmosie, czyli Kosmicznego Wilka, czy bardzo dobry zbiór opowiadań W Głąb Maelstromu. I przetarł szlak dla Herezji Horusa.

Z jednej strony – chwała im za to. Znam ludzi, którzy dzięki tym książkom zaczęli przygodę z Warhammerem. Znam też takich (*Emeryt podnosi rękę w górę*), którzy dzięki Wywyższeniu Horusa i Kłamliwym Bogom rzucili się na całą sagę o Herezji Horusa, a potem i na czytanie pozostałych pozycji Black Library w oryginale.

Z drugiej strony – jakość, jaką oferowali nam swoim tłumaczeniem, porównać można do przysłowiowego piwa z Biedronki za złotówkę. Niby jest, niby wypić można, ale radości z tego niewiele. Zdania potworki. Literówki. Błędy, błędy, błędy... Niby w stopce redakcyjnej widnieje Pani od korekty, ale szczerze mówiąc mi byłoby wstyd podpisywać się pod czymś takim.

Teraz kilka czterdziestkowych książek Copernicusa można bez problemu znaleźć we wszelkiej maści Taniej Książce. Sam dzięki temu uzupełniłem kolekcję o brakujące Duchy Gaunta.

TERAŹNIEJSZOŚĆ

Ponad rok temu Fabryka Słów, wydawnictwo, które niejako wskrzesiło polską fantastykę i obudziło na nowo fanów tejże, rzuciła newsa, że bierze się za wydawanie Warhammera 40.000. Na pierwszy ogień – pierwsze pięć tomów Herezji Horusa i tyleż Duchów Gaunta. Do tego szuka ludzi z fandomu, gotowych wspierać projekt. (*Mniej więcej w ten sposób wylądowałem jako „redaktor merytoryczny” pierwszych trzech tomów HH.*)

Ruszyło z kopyta. Pojawił się Czas Horusa. Potem Fałszywi Bogowie. Galaktyka w Ogniu. W międzyczasie dostawaliśmy kolejne projekty okładki pierwszych Duchów Gaunta, oraz fragmenty tegoż. Dni dzieliły nas od premiery...

A potem nastąpiły obsuwy. Fabryka Słów tłumaczyła, że pojawiły się jakieś problemy z licencją. Wojny o Licencję trwały kilka miesięcy, nastał nasz własny herezyjny Age of Darkness, i tak naprawdę nie dowiedzieliśmy się, jak się to skończyło. Ale dostaliśmy Ucieczkę Eisensteina, a chwilę potem Fulgrima. Po czym Fabryka Słów nabrała wody w usta i wszelkie próby zdobycia informacji nie przynosiły rezultatów.
Na Facebooku dowiedzieliśmy się tylko, że:

„temat HH po Fulgrimie na ten rok jest zamknięty.”

oraz:

„Szanowny Panie,

Fabryka Słów ma zamiar kontynuować serię, jednak trudno w tej chwili o konkretne daty i plany. Uzależniamy to od wielu czynników, o których nie chcielibyśmy się wypowiadać. Wierzymy, że wszystko jest na dobrej drodze.

Z pozdrowieniami od Imperatora.”

Ani słowa o Duchach Gaunta. I tak naprawdę niewiele na temat ciągu dalszego Herezji Horusa. Próby kontaktu z Fabryką Słów nie przynosiły spodziewanych rezultatów:

„Witam,
Czy Fabryka Słów planuje w tym roku kontynuować wydawanie Herezji Horusa i Warhammera?
Czy Fabryka Słów stara się o licencję na dalsze tomy?

Emperor protects!

Pozdrawiam,
Piotr "Emeryt" Jaworski”

i odpowiedź (pisownia oryginalna):

„Cześć Piotr,
Niestety nie mam takich informacji.
W sprawie licencji tez nie udziele Ci odpowiedzi, ponieważ tego też nie wiem.

Pozdrawiam,”

W związku z czym stwierdziłem, że nic nie ryzykuję pytając bezpośrednio w Black Library. Wytężyłem umysł i, wzbijając się na wyżyny swej angielszczyzny, wysmażyłem maila (wszystkie tłumaczenia moje):

„Hi,
As we can not get any info from the Polish publisher of BL books (Fabryka Slow), we decided to ask BL directly:
Will Fabryka Slow continue to publish Horus Heresy series after "Fulgrim"?
And what with "Gaunt's Ghosts" series, as they dissapeared from the Fabryka Slow "coming soon" page?
Cheers,

Emperor protects!

„Witam,
Jako, że nie jesteśmy w stanie zdobyć konkretnych informacji od Fabryki Słów (polskiego wydawcy książek Black Library), postanowiliśmy zapytać u źródła:
Czy Fabryka Słów będzie kontynuować serię Herezja Horusa po wydaniu Fulgrima?
Oraz co dzieje się z serią Duchy Gaunta, która była w planach wydawniczych Fabryki Słów, a teraz zniknęła zupełnie ze strony z zapowiedziami?
Pozdrawiam,
Piotr „Emeryt” Jaworski”

I odpowiedź, patrząc na obecną politykę GW, nie była może zaskakująca, ale przynajmniej daje nam wreszcie jakieś konkrety:

„Hi Piotr,

Thanks for your email. We no longer have a Polish Licensee for our books I'm afraid. We have brought our translations in house for the moment but we don't have any plans for a Polish translations department at the moment. Should this change, we will be sure to update our website accordingly. Thank you for taking the time to get in touch.

Many thanks,

Stuart”

„Witaj Pietrek,

Dziękuję Ci za Twojego maila. Obawiam się, że aktualnie w Polsce nikt nie posiada już licencji na nasze książki. Przenieśliśmy nasze tłumaczenia do siebie, ale na chwilę obecną nie mamy w planach otwierania oddziału tłumaczeń na język polski. Jeśli kiedykolwiek się to zmieni, natychmiast zrobimy stosowny update naszej strony www.
Dziękuję, że się odezwałeś.

Dziękówa,
Stuart”

Czyli sytuacja analogiczna jak z polskimi kodeksami – nikt ich już u nas w kraju nie tłumaczy, robi to ekipa w Wielkiej Brytanii. Duchy Gaunta – wygląda, że licencja została cofnięta. Przyczyn pewnie nie poznamy nigdy, ale gdybym miał zgadywać, obstawiałbym, że to widzimisię samego Games Workshop, zgodne z ich polityką i chęcią centralizacji wszystkich swoich produktów (*przypomnijmy, że niedawno wybudowali sobie studio nagraniowe u siebie, żeby nie musieć zatrudniać innych firm do nagrywania audiobooków*).

PRZYSZŁOŚĆ

Przyszłość rodzi tak naprawdę jedno ważne pytanie:

Czy (i kiedy), wzorem Niemców i Francuzów, doczekamy się polskiego oddziału Black Library?

31.05.2013

[31.V.2013] Shadowsun: Last of the Kiru's Line


Znacie to? To uczucie, że wasze codziennie funkcjonowanie można by było zamknąć w krótkiej książce o tytule „Gdzie się podziały tamte godziny” czy „Jedna Doba to za mało?” Ja znam, dotyka mnie codziennie, nawet w te rzadkie momenty, kiedy rzeczywiście ograniczam rozkosze prokrastynacji i wypełniam godziny w dniu całym stosem wszelakiej aktywności. Zawsze jednak brakuje mi czasu, tej godziny czy dwóch by rzeczywiście czuć, że mogę zamknąć dzień w pełni usatysfakcjonowany jego produktywnością. A pomiędzy malowaniem, pisaniem, dodatkowym pisaniem (*bo są różne formy pisania!*), pracą a utrzymaniem porządku na chacie jeszcze zawsze staram się odnaleźć czas na czytanie – było nie było lista lektur rośnie, a same się nie przeczytają. Fortrunnie ostatnio udało mi się troszkę zerwać z nocki i skończyć kolejną nowelkę – Shadowsun: Last of Kiru's Line autorstwa Bradena Campbella.

Wygląda na to, że ów książka jest rodzajem zielonego światła dla pana Campbella, którzy wcześniej nie napisał ani jednego, pełnego dzieła, za to produkował się często-gęsto w opowiadaniach, które lądowały w wielu różnych antologiach, a przede wszystkim na łamach The Hammer and Bolter, magazynu wydawanego jeszcze w zeszłym roku wypełnionego krótkimi opowiadaniami różnych autorów. Warto przy okazji zauważyć, że to wielka szkoda i bolesna sprawa, że zrezygnowali z tego konceptu, ale to temat na osobny tekst tak naprawdę… Tak czy owak, mamy do czynienia z pierwszą, relatywnie dłuższą formą od tego autora i warto sprawdzić, czy się sprawdzi w tej roli! Dorzućmy do tego fakt, że tekstów traktujących o Tau jest jak kot napłakał – autorzy piszący więc o niebieskoskórych nadal mają sporo kreatywnej wolności w słowotwórstwie, rozwoju języka obcych, ich rytuałów czy opisie technologii. Z drugiej strony bohaterką opowiadania jest postać znana w uniwersum Warhammera 40k – komandor Shadowsun, kluczowa postać w ekspansji czwartej sfery dominium Tau, znana graczom tejże frakcji i z pewnością ich przeciwnikom. Zobaczmy więc, jak się za tą postać zabrał pan Campbell.

Jakość wydania? Jest to, na dzień dzisiejszy, czwarty tomik wydany w nowym formacie propagowanym przez Black Library. Można go podsumować w trzech słowach. Krótki. Drogi. Piękny. Bo tak w istocie jest – okolice 125 stron formatu A5 to krótkie opowiadanie, za 20 dolarów wychodzi drożej, niż omnibusy rozwlekłe na 800 stron, więc cena kontynuuje wspaniałą tradycję Games Workshop, by narzucać jakąś szatańską marżę tylko dlatego, że jest to coś do Warhammera. Mimo to, jakość wydania jest na tyle reprezentacyjna, że można przełknąć szalony próg cenowy, bo wygląda to godnie i ślicznie się prezentuje na półce, ze swoją twardą okładką, świetną ilustracją, półokrągłym grzbietem, pergaminowym papierem, lakierowaną typografią na froncie… Zresztą wierzę gorąco w unifikację wzorów, bo jako esteta, cenię sobie schludność na półkach z moją kolekcją literatury! Jest więc całkiem w porządku.

A co do treści? Cóż, dostajemy opowiadanie traktujące o pojedynczej, przymusowej misji komandor O’Shaserra, która po strąceniu jej okrętu z orbity ląduje na planecie Imperium, i musi się wydostać niejako na własną rękę. Poczytamy więc o przebijaniu się przez puszcze imperialnej planety, o starciach z siłami imperialnej gwardii, dojdziemy do kulminacji z walką z ‘głównym złym’ na czele… Słowem, klasyka akcji i nic, czego nie możemy się spodziewać! Należy jednak oddać sprawiedliwość autorowi, że nawet to tak przewidywalnej historii udało mu się wpleść kilka ciekawych dodatków, jak chociażby wzrastająca tęsknota pani komandor do spełnienia obowiązków wobec dominium nie tylko na wojnie, ale też poprzez utrzymanie swojego rodu. Spotka się również z imperialnym zdrajcom, który pomaga jej z powodów, których nie chce wyjawić, ale wraz z postępami w lekturze staną się jasne, oczywiste, i dodatkowo wywrą presję na główną bohaterkę. Czyta się to szybko i płynnie, a w ostatecznym rozrachunku nie czułem się znudzony czy oszukany – ta krótka historia jest dobrze prowadzona i prezentuje zamknięty rozdział w historii Shadowsun.

Język pana Campbella też mi się podoba – jest płynny, nie znosi w zbędne, wydłużone opisy, a mimo wszystko plastycznie maluje krajobrazy i otoczenie. Warto też zaznaczyć, że świetnie zaprezentował samych Tau; Są nieco enigmatyczni, widać, że ich interakcje są wysoce formalne, oparte na złożonym protokole. Mimo to nie są wyprani z emocji, lecz skupiają się na tyle na działaniu dla Większego Dobra, że ów emocje w sobie tłamszą, wygaszają, w czym wszechobecny protokół ewidentnie im pomaga. Walki są nieco chaotyczne, ale w całym tym chaosie jest odpowiedni dynamizm. Miło też poczytać o tym, jak walczą Tau, jak działa ich armatura i pancerze – takie techniczne duperelki, które dla smakosza fluffu są niczym wisienka na czubku góry bitej śmietany.

Jeżeli więc jesteś fanem niebieskoskórych, to w sumie nie mam nic złego do powiedzenia na rzecz tomiku Shadowsun: Last of Kiru's Line – ma w sobie wszystko to, czego można oczekiwać od porządnego czytadła; Akcja, dobrze nakreślone, wyraziste postaci, trochę dodatkowych detali urozmaicających całą historię, dodając jej pikanterii, a wszystko to okraszone chrupiącymi skwarkami informacji na temat tego, kim są Tau i jak wyglądają działania wojenne przez nich prowadzone. Wszystko to zapakowane w ładną książkę, która dumnie prezentuje się na półce, dobrze w dłoniach leży, i czyta się z przyjemnością.


Dobra robota panie Campbell. Prosimy o kolejne tomy o Tau, tym razem nieco dłuższe…

15.05.2013

[15.V.2013] Nowości z Black Library


I kolejny miesiąc za nami. Działo się dużo, ale bardziej na naszym rodzimym poletku, niźli w siedzibie Black Library. Ale trochę newsów dla Was udało mi się wykrzesać.

Nowości z Black Library z ostatniego miesiąca:


- Komiks Titan: God Machine powrócił na stronę BL i chyba zdrożał o 5 euro.

- Tales from the Archive – opowiadania wygrzebane ze starych numerów Inferno!, z jednej strony fajna rzecz dla komplecistów, z drugiej – kolejny skok na kasę, bo magazyny Inferno! można spokojnie skompletować via eBay.

- Dan Abnett na swoim blogu wrzucił 3 okładki swoich książek w dużej rozdzielczości – nowe HH: Unremembered Empire, nowe Duchy Gaunta: Warmaster oraz wznowienie w serii Black Library Classics pierwszego Gaunta.


- w ten weekend odbędzie się pierwszy Horus Heresy Weekender, wspólne przedsięwzięcie Black Library i Forge World. Oczywiście z tej okazji BL wydaje antologię HH dostępną tylko na tym konwencie. Mam dostać egzemplarz po znajomości, acz chodzą ploty, że każdemu uczestnikowi przypada tylko jedna sztuka. Ale jestem dobrej myśli :)

Nowe książki:


- Mark of Calth – antologia HH poświęcona wydarzeniom po Know no Fear i rozwijająca wątki z powyższej.
- Know no Fear – Dan Abnett -  siedemnasty tom HH (zdecydowanie należy do top  5 w moim rankingu HH) teraz dostępny w twardej oprawie. Wznowiony zapewne przy okazji wydania antologii.
- The Memory of Flesh i The Blessing od Iron – Digital Monday e-booki, powiązane ze sobą dwa opowiadania o Żelaznych Dłoniach.
- Seventh Retribution – Ben Counter – Digital Monday e-book, pełnowymiarowa książka o bohaterze Imperialnych Pięści – Lysanderze. Może wreszcie dowiemy się, co porabiał w Oku Terroru...
- Stormlord – Guy Haley – Digital Monday e-book, opowiadanie powiązane z wydanym przed miesiącem Baneblade'm.

Na blogu BL:


Jest ciut ciekawiej niż w zeszłym miesiącu, chociaż dobrych wpisów wciąż jak na lekarstwo. Do tego mamy połowę maja a postów na blogu BL całe... cztery.

- fragment limitowanej nowelki HH: Corax. Jak ktoś nie kupił, pozostaje już tylko polowanie na eBayu za parę tygodni. Ja tam tych fragmentów nigdy nie czytam (i tak z reguły albo nic z nich nie wynika, albo zawierają jakieś małe spoilery), ale może ktoś lubi.


- Steve Parker, największy paker wśród pisarzy i największy pisarz wśród pakerów opowiada o swojej ostatniej książce.

Ciekawostki:


- Fabryka Słów, po wydaniu Fulgrima, milczy na temat Warhammera. Nie wiadomo, co dalej z Herezją (tzn. czy wykupią licencję na dalsze tomy), ani z przetłumaczonymi już Duchami Gaunta, na których pierwsze pięć tomów licencję mają.

- James Swallow, uznany autor BL (Ucieczka Eisensteina, cykle o Siostrach Bitwy czy Krwawych Aniołach), napisał powieść osadzoną w świecie gry planszowej Tannhauser,  a której fragment możecie ściągnąć tutaj. Biorąc pod uwagę świat i autora, jestem gotów się założyć, że książka będzie przyjemną lekturą.

- Gav Thorpe o podpisywaniu limitowanej nowelki Corax. Ciekawostka, bo tak naprawdę to nie książkę autorzy BL podpisują, a kartki, które potem w drukarni zostają włączone do całości książki. Takie to dla mnie jest se...
  

Sugerowane lektury na ten miesiąc:


Fulgrim – niecały miesiąc po Eisensteinie mamy już piąty tom Herezji Horusa od Fabryki Słów. Przez dużą rzeszę fanów uważany za jeden z najlepszych tomów cyklu (nie przeze mnie, ale ja wyznaję zasadę – im mniej SM, tym lepiej). Tomiszcze jest potężne, w polskiej wersji ma bodaj koło 600 stron. Na zachętę można za free przeczytać pierwsze 30 z nich!
  

Story of the Month:


- Najważniejsze – dzięki Fireantowi mamy nową lepszą stronę internetową, gdzie, prócz ściągnięcia plików PDF z każdej edycji (w nowej pięknej szacie graficznej), również inne nasze cuda – coś  o antologii, o nas, o naszym podcaście... Strona wciąż w budowie, acz raczej na etapie dekorowania niż kładzenia parkietu,

- Trwa głosowanie na najlepszą opowiastkę o Siostrach Bitwy. Zachęcam do zapoznania się, bo prace są na naprawdę wysokim poziomie i nie zdziwię się, jeśli wszystkie znajdą dla siebie miejsce w fanowskim codexie do Ordo Hereticus Strike Force,

- Temat w tym miesiącu jest raczej bardziej otwarty niż hermetyczny i brzmi on po prostu: Bohater,

- Jako, że nam się skład rozrósł, zmieniliśmy nazwę z Kwadry na Gal Vorbak. Jak szaleć to szaleć :)

- Chłopaki nagrali (wreszcie~!) kolejny odcinek naszego podcasta o wdzięcznej nazwie Warptalk, tym razem skupiając swoją uwagę na specjalnej organizacji do walki z ksenos – Deathwatch – oraz poświęcając kilka minut uwagi naszej antologii!

I to by było na tyle. Zczytamy się za miesiąc :)
Emeryt


23.04.2013

[23.VI.2013] Lexicanum: Ucieczka "Eisensteina"


Witam ciepło po weekendzie odpoczynku! No cóż, bywa i tak, że nawet taki tytan pracy jak ja musi odłożyć hobby i zabawę na bok by skupić się na sprawach priorytetowych, takoż więc weekend był wolny i swobodny od wpisów wszelakich... No, ale powracamy z pierwszym deszczem i to od razu z autorskim wpisem niejakiego Sturnn'a, jednego z organizatorów inicjatywy Story of the Month, autora licznych opowiadań fanowskich i wielkiego miłośnika mrocznego uniwersum czterdziestego pierwszego tysiąclecia. Zapraszam ciepło do lektury zwięzłej acz rzeczowej recenzji nowego, polskiego wydania "Ucieczki Eisensteina".


Długo się zastanawiałem jak podejść do recenzji tej książki. Co tak naprawdę mam zrecenzować? To co napisał autor Black Library? Na pewno nie. Jest to tytuł, który pojawił się kilka lat temu, na samym początku serii o Herezji Horusa. Pozostała więc druga możliwość – recenzja tłumaczenia jakie zostało przygotowane przez Fabrykę Słów. W takim duchu została właśnie napisana ta recenzja.

Wyniosłe, złego początki

Fabuła samej książki rzuca nas w sam środek wydarzeń, które dały początek wojnie domowej, która rozdarła Imperium i której echa rozbrzmiewają jeszcze w czterdziestym tysiącleciu. Horus, Mistrz Wojny, Prawa Ręka Imperatora zbiera potężne siły w systemie Istvaan. Tutaj to, zbuntowany gubernator postanowił zrzucić jarzmo Imperium i sprzymierzyć się z kastą mnichów wojowników w postaci kobiet. Nikt nie przypuszcza, że na gruzach cywilizacji zamieszkującej system Istvaan’a Horus ma zamiar wybudować fundamenty pod jeszcze większy konflikt.

W samym centrum tych wydarzeń jest Kapitan Nathaniel Garo, żołnierz Legionów Astartes, najlepszych żołnierzy jakich Imperium ma na swoje rozkazy. Genetycznie modyfikowanych nadludzi, którzy podbijając gwiazdy od dwustu lat, nie natrafili na nic co byłoby w stanie ich powstrzymać. Garro jest należy do jednego z Legionów, które odpowiedziały na wezwanie Mistrz Wojny by stłamsić rebelię Istvaanczyków. Należy do Gwardii Śmierci.

Autor książki w ciekawy sposób opisuje relację między Astartes należącymi do tego Legionu. Przyjaźń, szacunek, zawiść, zazdrość. Wszystkie te emocje są obecne wśród bohaterów książki, którymi są głównie Astartes. Ktoś mógłby powiedzieć – Ale zaraz, przecież to nadludzie, zaprojektowani do toczenia wojen. Takie uczucia powinny im być obce! Otóż nie. Astartes a tym bardziej ich genetyczni ojcowie czyli Primarchowe, przy całej swojej wyższości nad zwykłymi ludźmi, zdradzają słabości które rządza także nami - zwykłymi szaraczkami. Przyjaźnią się, nienawidzą, kopią dołki pod swoimi konkurentami. I uwierzcie mi, są to jedne z bardziej lotnych emocji jakie występują w super wojownikach ludzkości.

I wszystko staje na głowie, gdy wychodzi na jaw, że tak naprawdę to sam Horus planuje zdradzić Imperatora...

My Polacy już tak mamy, że lubimy czytać po polsku

Długo to trwało zanim w Polsce pojawił się Warhammer w naszym rodzimym języku. Oczywiście już dawno mogliśmy czytać przygody Felixa i Gotreka ale ja mam na myśli Warhammera 40.000. Jedno wydawnictwo próbowało wydawać Herezję z miernym skutkiem. Dostaliśmy od nich dwie książki z trylogii otwierającej. Jakość tłumaczenia był nawet porządku, ale okres pomiędzy premierami kolejnych części serii był tak długi, że w końcu nie doczekaliśmy się wcale. Na szczęście pałeczkę przejęła Fabryka Słów, która dostrzegła pewną niszę na rynku. Tak o to doczekaliśmy się czwartej części z cyklu Herezji Horusa po polsku.

I jak jest? Muszę przyznać, że jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. O ile od zawsze byłem sceptyczny do polskich tłumaczeń, zwłaszcza Warhammera, do lektury ,,Ucieczki Eisensteina” zasiadłem pełen nadziei. Oczywiście były pewne obawy – czy polonizacja niektórych nazw i zwrotów nie narazi samej 40’stki na śmieszność? Czy tłumacz podoła zachowując epickość niektórych momentów książki czy też utopi to wszystko w natłoku poprawnej polszczyzny? Cóż, okazuje się drodzy czytelnicy, że Astartes potrafią mówić po polsku. Aż tak dobrze mówią, że chce się o nich czytać gdyż nie tracą nic ze swoich cech za jakie ich kochamy. Miło jest, po tylu latach, poczuć gęsią skórkę na ciele, czytając o zdradzie Horusa w naszym rodzimym języku.

Tłumaczenie jest zgrabne. Nie jest nachalne, nie psuje całego klimatu ilością spolszczeń. Dobrze wpisuje się w świat Warhammera, powiedziałbym nawet, że podkreślając smaczki, które mogły umknąć podczas czytania książki w oryginale. Astartes rozmawiają ze sobą, żartują czy grożą sobie a język polski pozwala nam tylko lepiej wczuć się w postacie o których czytamy. Jeśli nawet ja, osoba która czytała 40’stkę od zawsze w oryginale, czerpała przyjemność z polskiej wersji Herezji, to naprawdę coś znaczy. Nie mamy tu pompatycznych dialogów w stylu – Nathanielu, niech że przybądź tu chyżo gdyż Wojmistrz nas wzywa! (a wierzcie mi, kiedy pomagaliśmy w tłumaczeniu pierwszych dwóch książek, takie pomysły ludzie mieli).

Podsumowanie

Polska ,,Ucieczka Eisensteina” to książka warta polecenia. Zarówno dla starych wyjadaczy, którzy chcieliby przypomnieć sobie początki serii a zapodziali gdzieś anglojęzyczne egzemplarze jaki i dla nowych fanów uniwersum, którzy dopiero zaczynają przygodę z mrocznym uniwersum Warhammera 40.000.
Ja ze swojej strony mogę dodać tylko tyle – Droga Fabryko Słów, czekam na ,,Fulgrima”!

10.04.2013

[10.IV.2013] Nowości z Czarnej Biblioteki #2



Witam w kolejnym subiektywnym zestawieniu newsów z Black Library i okolic. W tym miesiącu ciutkę wcześniej, w związku z premierą kolejnej limitki z Horuzji Heresa. ale o tym poniżej. Jedziemy!

Nowości z Black Library z ostatniego miesiąca:

- Zniknął ze strony BL (*Całkowicie. Ni ma go. Ni ma w spisie. Ni ma swojej podstrony. Jakby nigdy nie istniał*) komiks Titan: God Machine. mając nadzieję, że wróci, i to szybko, wystosowałem odpowiednie zapytanie wprost do Czarnej Biblioteki. Parę godzin później przyszła odpowiedź: "Due to a quality issue with the cover of Titan, the product has been removed from our website. I'm pleased to inform you that a new print run is due in the next week or two and we'll be sure to get it back up on our website as soon as the stock has arrived."

- BL wraca do swojej serii książek (*niepowiązanych ze sobą*) pod wspólnym szyldem Imperial Guard. Tuż po Fire Caste dostajemy Baneblade'a. Okładka fatalna, wygląda jak render z gry komputerowej. i zupełnie nie oddaje rozmiarów Benka.


W kolejce na wersję papierową (*e-booki dostępne są już parę miesięcy*) czekają historie o Mordian Iron Guard i Vostroyan Firstborn.

- W związku z premierą kodeksu Tau, BL przypuściło ofensywę na swojej stronie. Prócz wspomnianego przeze mnie miesiąc temu Fire Caste, dostaliśmy dwa krótkie opowiadania do ściągnięcia - The Patient Hunter (*kryptoreklama nowego modelu Tau*)
i Sanctuary of Wyrms – prequel do Fire Caste - oraz kolejną nowelkę w twardej oprawie (*śliczne wydania, bardzo polecam!*) - Shadowsun, która jednak nie zbiera pochlebnych recenzji.

- Jeszcze tylko do piątku do kupienia jest kolejna limitowana nowelka z Herezji Horusa – tak jak pisałem w zeszłym miesiącu, rzecz dotyczy Coraxa. Zamówić toto cudo można tutaj. Autor, Gav Thorpe, napisał też o nowelce parę słów.
  
Nowe książki:

Shadowsun: The Last of Kiru's Line - Braden Campbell - twarda nowelka o Tau
Fulgrim - Graham McNeill - wersja w twardej oprawie z grafikami i kompletne audio (*unabridged - jak to się kruca po naszemu będzie zwało?*)
The Gates of Terra - Nick Kyme - Digital Monday e-book, krótkie herezyjne opowiadanie, do tej pory dostępne tylko po francusku.
Doom Flight - Cavan Scott - Digital Monday e-book, zakon Orłów Zagłady w podniebnej walce z zielonoskórymi. Obrodziło nam BL nowymi autorami, oby nie skończyło się klęską urodzaju...
Angron - e-book, trochę na siłę zrobiona herezyjna kolekcja, by dodatkowo zarobić na miniopowiadaniu (*1500 słów!*) od Aarona Dembskiego-Bowdena. Prócz powyższego historia z jednej z antologii i drukowana wersja The Butcher's Nails.
Burden of Duty/Grey Angel - herezyjne Audio CD, ciąg dalszy przygód Garro i jego wesołej kompanii. Wiele nowego nie wnosi, ale ten klimat!
Deathwatch - Steve Parker - coś dla fanów Straży Śmierci. mam sprzeczne informacje i nie wiem już, czy to zaczątek serii, czy pojedyncza książka.
Baneblade – Guy Haley – Gwardia Imperialna walczy z Orkami.

Na blogu BL:

- Zacznijmy od tego, że na blogu wpisy przestały pojawiać się codziennie. Sumując to z bardzo nieaktualną listą "coming soon", BL prawdopodobnie kontynuuje politykę Games Workshop o blokowaniu informacji. Nie mając chyba świadomości, że książki to trochę inna bajka niż figurki. Praktycznie tylko jeden wpis zasługuje na uwagę:

- Autor prezentuje kilka słów o Fire Caste.

- Reszta wpisów to parę zdań o nowościach. Blog reklamowy, już całkowicie. Nastawienie na "kup, kup, kup", a nie na "poznaj bliżej nasze książki i autorów". Szkoda, wielka szkoda.

Ciekawostki:

- Aaron Dembski-Bowden usiadł wreszcie do Talon of Horus, czyli pierwszego tomu o Abbaddonie i dziejach Czarnego Legionu.

- Andy Hoare (m.in. SMB: Hunt for Voldorius) zablokował publiczny dostęp do swojego bloga. jak znam autorów, to pewnie "coś mu się kliknęło" i nawet o tym nie wie.

- Christian Dunn (a.k.a. C Z Dunn) pisze książkę pt. Epimetheus, nawiązując do męża Pandory (tej od puszki). Space Marines Battles, będzie Gwardia, Navy, Mroczne Anioły i prawdopodobnie Krwawe też się załapią.

- BL, idąc z duchem czasu, całkowicie odchodzi od małego formatu książek (MassMarketPaperback), jedynie Herezja Horusa będzie wydawana w tej formie, ale 9 miesięcy po premierze danego tomu w twardej oprawie. Mi to odpowiada, lepiej mi się czyta większy format.

- BL, wspólnie z Forge World, organizuje pierwszy zlot fanów, pod szyldem Horus Heresy Weekender – więcej informacji znajdziecie tutaj.

- Anthony Reynolds, autor trylogii o Word Bearers, coś tam pisze dla Black Library w trakcie swych wojaży po Azji – co, na razie ciężko powiedzieć, bo coś nie chce zdradzić.

- Black Library zrobiło sobie studio nagraniowe w GW HQ!

- Nick Kyme szuka chętnych do przeczytania wersji Beta kolejnego tomu o Salamandrach. Chętny? Vulkan Lives ponoć już na ukończeniu.

- Zarąbisty blog znalazłem – coś dla kolekcjonerów i fanów wszelkich limitowanych wydań – na zachętę dwa wpisy:

Sugerowane lektury na ten miesiąc:

Książka: Ucieczka Eisensteina i Fulgrim po Polsku! Obie mają premierę w ciągu najbliższego miesiąca. Nawet jak ktoś zna w oryginale, warto sobie przypomnieć, bo to jedne z ważniejszych tomów w sadze o Herezji Horusa.

E-book: Antologia opowiadań fanfiction Story of the Month oczywiście :) Nasz mały powód do dumy, którym chwalić się będziemy wszędzie i zawsze!

Story of the Month:

- Trwa głosowanie na najlepszą historię na temat Uczeń i Mistrz. Autorzy dopisali w tym miesiącu – mamy 14 historii, zawstydziliśmy tym sposobem nawet Bolthole – anglojęzyczną kolebkę czterdziestkowej fanfiction. Jeszcze się nie zapoznałem, ale z pierwszych recenzji wynika, że warto poczytać.

- Fireant wespół z Grobocopem dołączyli do Kwadry. Szybko okazało się to trafionym pomysłem - Fireant wymyślił nam wspaniałe hasło reklamowe – Daj Się Przeczytać, a Grobo pierdyknął rewelacyjne logo:



- Tematem w tym miesiącu są Adepta Sororitas, czyli Siostry Bitwy. Ma to związek z fandexem do Ordo Hereticus Strike Force. Po więcej informacji zapraszam tutaj!

Uff, wyszło tego trochę. pozdrawiam i do następnego!
Emeryt


14.03.2013

[14.III.2013] Nowości z Czarnej Biblioteki #1



Witam w - mam nadzieję - regularnym zestawieniu newsów okołoksiążkowych ze świata Wh40k. Coś bardziej dla tzw. fluffowych króliczków. Co miesiąc postaram się dostarczyć Wam w pigułce to, co ważnego/ ciekawego dzieje się w Black Library i okolicach. Lista jest okrojona (*subiektywnie*) i subiektywna (*obiektywnie*). Coby nie przedłużać, jedziemy!

Nowości z Black Library z ostatniego miesiąca:

- odbył się zlot Black Library Live!, skąd mamy trochę newsów o pozycjach, które są często jeszcze we wczesnej fazie produkcyjnej.  Stąd m.in. ta fotka nowelki, o której na stronie BL ni wzmianki. Biorąc ją pod uwagę oraz nadciągające Fire Caste czy ostatnią pozycję w serii o Ciaphasie Cainie można śmiało przypuszczać, że nowy kodeks Tau już, już wkrótce.

- w Direct Exclusive ukazał się wreszcie w całości komiks Titan. Prawie 300stron w dużym formacie. Wstyd nie znać!

- Digital Mondays, które zastąpiły e-periodyk Hammer&Bolter, trwają w pełni. Co tydzień dostajemy 1-2 krótkie opowiadania. Niektóre premierowe, niektóre pojawiały się już najczęściej w antologiach około-eventowych BL lub GW.


 - grafika do Horus Heresy: Vulkan Lives!, bardzo ładnie korespondująca z okładką nowelki Scorched Earth – obie pozycje od pana Nicka Kyme’a.

Nowe książki:

The Death of Antagonis - David Annandale z serii Space Marine Battles. Niezwykle klimatyczny zakon Czarnych Smoków ramie w ramie z Siostrami Bitwy.

Path of the Incubus - Andy Chambers - Sequel Path of the Renegade, czyli trylogii o Mrocznych Eldarach ciąg dalszy.

The Masque of Vyle – Andy Chambers – nowelka w twardej oprawie, dodatek do powyższej serii. Tym razem o Harlequinach.

Blood of Asaheim - Chris Wraight – twarda oprawa. Początek nowej serii o Kosmicznych Wilkach.

Fire Caste - Peter Fehervari – z cyklu (niepowiązanych ze sobą) Imperial Guard (ostatni w tym cyklu był bodajże Dead Men Walking sprzed dwóch lat), tym razem o Tau.

The Sigilite - Chris Wraight – nowe herezyjne audio.

Na blogu BL:

Zacznijmy od tego, że blog Black Library stał się już praktycznie blogiem czysto reklamowym. To już nie jest to samo, co jeszcze circa 2miesiące temu. Wywiadów mniej, newsów mniej – praktycznie skupia się tylko na zachęcaniu do kupna. Ale i wśród tych postów zdarzają się i te ciekawe:

- „Nowe formaty wydań serii Horus Heresy dla opornych”. Jak ktoś jeszcze nie załapał o co biega – tu ma jak na tacy, nawet ze zdjęciem. Przy okazji napomknę, że seria Horus Heresy to ostatnia ostoja małego (czytaj: standardowego) formatu książek z BL. Teraz większość (* jak nie wszystko?*) idzie wpierw jako twarda oprawa, a po paru miesiącach pojawia się w dużym formacie z miękką okładką. Powód? eBooki. Rynek książki papierowej odchodzi od tanich wydań kieszonkowych na rzecz czegoś bardziej ekskluzywnego.

- fragment najnowszego audio z serii Horus Heresy. Jeszcze nie miałem okazji się zapoznać w całości, ale jeśli ktoś po okładce liczył na informacje o Zaginionych Legionach, srogo się zawiedzie.

- przepiękna okładka nadchodzącego audio Horus Heresy: Censure. Temat: pamiętny Sierżant Thiel z Know no Fear. Po okrzyku radości następuje jednak  powrót do smutnej rzeczywistośc - autor: Nick Kyme.

- teaser prawdopodobnie kolejnej limitowanej nowelki z HH. Tym razem, wg zapowiedzi z konwentu Black Library Weekender, Corax i jego synowie atakują Świat-Kuźnię Mrocznego Mechanicum. Pisze Gav Thorpe.

Ciekawostki:




Sugerowane lektury na ten miesiąc:

Książka: Blood of Asaheim. Kosmiczne Wilki. Straż Śmierci. Pisze Chris Wraight (autor wychwalanego Battle of the Fang).

Komiks: Titan. Klasyka czterdziestki. Świetna kreska, a pisze Dan Abnett. Do tego duży format, w jakim tego komiksu jeszcze nie było.

Story of the Month:

Jak ktoś nie wie, co to SotM – to nasze polskie konkursidło na czterdziestkowe fan-fiction. Po więcej informacji odsyłam na nasze forum!  Przy okazji zachęcam też do polubienia naszej strony na Facebook’u, zwłaszcza, że niebawem ruszamy z konkursem z nagrodami (*co by się ździebko rozreklamować*) i zalajkowanie naszej strony to jeden z jego etapów.

I to tyle na ten miesiąc. Śpijcie dobrze! - Emeryt