Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neuroshima Tactics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neuroshima Tactics. Pokaż wszystkie posty

4.10.2013

[04.X.2013] Nekrolog Neuroshima Tactics...

I sypnął ziemią na trumnę...

A mówiłem. Powiadałem. Tysiącletnia wskazówka i krewetki! Śmiali się, o tak, mówili – defetysta! Mówili – niepatriotyczne podejście! Mówili, że ‘cudze chwalicie, swego nie znacie’. W zapale gorącego fanboizmu wytykano, że trzeba dać szansę, że trzeba być pozytywnie nastawionym, że prognozy są dobre! Jak widać wyszło jak wyszło, i pacjent niefortunnie zmarł… No dobrze, nie siejmy dalszego zło wróżenia i w wyjątkowo optymistyczny sposób powiedzmy, że Neuroshima Tactics jest w śpiączce i nikt niestety o tego pacjenta nie dba; Odleżyny się robią, porasta brudem a prymitywna aparatura podtrzymywania życia ledwo zipie. Skoro stoimy już nad otwartym grobem, wybieramy kolor trumny i dogadujemy się co do wieńców, uznałem, że może naszedł czas na nekrolog oraz opinię – dlaczego NST umarło, dlaczego zmarnowano ten potencjał?

Po pierwsze – prezencja. Już kiedy system uderzał na sklepowe półki w momencie premiery mógł pochwalić się czymś wyjątkowo nietypowym jak na grę figurkową, a mianowicie naprawdę szpetnymi modelami!  Tak, wiem, że system bitewny to przede wszystkim mechanika, prawda? No przecież nie zgrywajmy się… O ile dobra mechanika jest w stanie podratować przeciętne figurki, to nawet mistrzowski system nie jest w stanie sprzedać gry figurkowej, w której figurki nie dorównują poziomowi rzeźbom sprzed dwóch dekad! Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że grubo przesadzam. Że kwestia wyglądu figurek to w istocie kwestia gustu, i każdemu może się podobać. Zgadzam się, że stylistyka podlega ocenie subiektywnej, osobistej… Ale istnieje coś takiego jak dobry warsztat. Jak standardy jakości! Odlewy powinny być ostre, wyraźne. Detal powinien być bogaty, anatomia poprawna a pozy – możliwie realistyczne.

Naturalnie nowsze wzory są lepsze. Ba, ostatnia zaprezentowana figurka – Poszukiwacz – już wygląda jak coś, na co można by było wydać gotówkę bez poczucia żalu! Niestety, istnieją powody, dla których nie ma to już większego znaczenia; Pierwszy z nich to czas – jest już zdecydowanie za późno na próbę zmiany wizerunku, kiedy w świat szeroki poszła fama, że modele są szpetne jak Miley Cyrus na kuli do burzenia budynków. Drugi jest jeszcze gorszy – zestawy startowe nadal straszą koszmarkami, a to jest niedopuszczalne, by po otwarciu pudełka ze starterem do wybranej frakcji  konfrontować się z paskudami niskiej jakości. Dorzućmy do tego fakt, że nawet prezentacja modeli na oficjalnej stronie wyglądało po prostu słabo, bo zaskakuje, biorąc pod uwagę fakt, że w kraju mamy co najmniej kilku wyśmienitych malarzy, którzy za odpowiednią kwotę byliby w stanie nawet tak paskudne rzeźby sprzedać świetnym malowaniem.

Po drugie – prezentacja. „12 Powodów…” w założeniu miała to być seria klipów promocyjnych, w których twórcy systemu prezentują nam jego najmocniejsze strony, próbują nas zachęcić unikalnymi elementami oferowanymi przez grę… Szczerze, to dobry pomysł! Gorzej z realizacją. Nie będę pierwszym ani jedynym, którego ów filmiki po prostu odrzuciły poziomem wygadywanych na ich łamach bzdur. Nie chcę rzucać oskarżeń… Być może po prostu twórcy NST nigdy w życiu nie grali w żadną inną grę figurkową i sądzili, że w istocie odkrywają Amerykę? Że takie rzeczy jak system reakcji, limitowana amunicja, aktywny stół gry to jakieś niesamowite, przełamujące horyzonty idee? Kiedy w rzeczywistości wszystkie te mechanizmy są znane w bitewniakach od lat? Sam termin często używany w tych klipach, to przeklęte „w przeciętnym bitewniaku” – moje pytanie brzmi, jaki bitewniak jest tym mistycznym „przeciętnym bitewniakiem? Bo szczerze powiem, nie jestem w stanie się domyślić. Jedyna relatywna nowość tego systemu to ów mistyczny Akumulator, do którego i tak nie każdy jest przekonany, bo nagradzanie gracza, któremu już idzie dobrze nie jest mechanizmem balansującym rozgrywkę…

Opieranie marketingu na negatywnej kampanii to słaby pomysł – próba wciskania ludziom, ze granie w inne gry bitewne to błąd, bo Neuroshima Tactics jest niemalże mistycznym Graalem gier figurkowych miała szansę tylko wtedy, gdyby taka była prawda, a niestety NST jest systemem jak każdy inny, oferującym standardową rozgrywkę w skali skirmishowej, bez żadnych niesamowitych rewolucji w tym temacie. Słowem, próbowana stworzyć hype, a gra nie miała dość blingu, by ów hype spełnić chociażby w części…

Po trzecie – syndrom zaniedbanego dziecka. Ciężko jest uwierzyć w system, który wygląda tak, jakby sami wydawcy uważali,  że jest skazany na porażkę. Nieregularne nowości, spore obsuwy z wydaniami poprawek, errat czy nowych modeli. Na oficjalnej stronie  systemu ostatni news jest z maja! Maja! Mamy październik, więc przez trzy miesiące co się z systemem dzieje? Wygląda jakby był martwy. Dolejmy oliwy do ognia – ostatni model, jaki zaprezentowano, czyli ów ‘Poszukiwacz’ został nam pokazany końcówką stycznia tego roku! Czyli mamy osiem miesięcy absolutnego braku czegoś nowego dla tej gry w formie modeli. Nie wiem jak wy, mili czytelnicy, ale dla mnie to jest lekka przesada i w sumie nie ma lepszego dowodu na to, że system jest techniczne martwy – wiadomo, zapaleni fani nadal się znajdą, ktoś, gdzieś pewnie utnie sobie jakąś rozgrywkę w domowym zaciszu, ale jak wciągać nowych graczy do gry, która daje wszelkie oznaki bycia denatem? Kiedy się mnie ktoś zapyta „Kiedy wyjdzie coś nowego do mutków?” a ja mu odpowiem wzruszeniem ramionami i zdawkowym „Pewnie nigdy”, to przecież nie będę kłamać… Osiem miesięcy wydawniczej pustki robi swoje.

Po czwarte – nieodpowiednie przygotowanie produktu. Czytaliście zasady do Neuroshima Tactics? Widać po nic, że dla twórców gry jest o novum, że doświadczenie w pisaniu gier fabularnych czy planszowych nijak się ma do realiów gier bitewnych. Zasady są niejasno opisane, pokręcone, nieczytelne, często-gęsto zapchane ‘wstawkami fluffowymi’ – a przecież mechanika gry powinna być wyłożona w sposób niemalże podręcznikowy, jakbyśmy czytali o zagadnieniach matematycznych tak, by wszystko było jasne i klarowne. Nie potrzebuję wiedzieć o tym, jaką „filmową” scenę dana zasada może stworzyć na stole, ale potrzebuję wiedzieć jak dana zasada funkcjonuje, czy nie koliduje z innymi i czy nie tworzy problemów, kiedy spotyka się z innymi zasadami… A to tylko wierzchołek góry lodowej! A musieliśmy czekać przecież naprawdę długi, by widzieć jakieś poprawki, by dostać bardziej przejrzysty opis mechaniki… Nie mówiąc już o systemie do prowadzenia kampanii, który też pojawił się długo po czasie i pomimo bycia całkiem solidnym, również nie wniósł nowych standardów do zabawy…

Słowem, NST miało potencjał, który zwyczajnie został roztrwoniony przez twórców systemu – świetne, popularne uniwersum Post-Apo to za mało, by gra się sprzedała tylko na takiej podstawie! W teorii jest jakieś tam światełko w tunelu, jakaś nadzieja na lepszą przyszłość, bo wieść gminna niesie, ze jakieś amerykańskie wydawnictwo nabyło prawa do NST i niby ma coś z tym zrobić mają zamiar ją wykorzystać, bo jak świat długi i szeroki nie znam firmy, która kupuje licencję by ją odstawić na półkę. Póki co jednak wszystko milczy jak zaklęte i przyszłość tego systemu stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Smutno mi to mówić. Naprawdę. Wiem, że tekst i jego ton może wykazywać, że jestem jakąś ‘ukrytą opcją niemiecką’ i jestem wrogo nastawiony do systemu, ale to nieprawda – kiedy dowiedziałem się o premierze polskiej produkcji skirmishowej post-apo w świecie, który znam i lubię byłem po prostu wniebowzięty i zasmuca mnie fakt, że cały ten potencjał został rozgromiony przez jego słabe prowadzenie od dnia pierwszego. Cóż, pozostaje liczyć iż ów nowe wydawnictwo – jeżeli w istocie przywróci grę do życia! – będzie miało dużo lepszy marketing, lepiej zarządzi tym produktem i jeszcze postawi ten system na nogi. Póki co jednak z ciężkim westchnieniem zamykam moje obcowanie z tym systemem z lekką nutką satysfakcji, że modele sprzedałem póki jeszcze system dawał znaki ży

7.12.2011

[07.XII.2011] ROC#5: Neuroshima Tactics: Posterunek


 
Wiosna w pełni! I to szóstego grudnia – dawno temu Mikołaj nie widział takich temperatur na swoje imieniny, oj dawno. Wszyscy dają sobie prezenty i panuje prawie że pachnąca piernikiem atmosfera radości i dobrego humoru! A ja, niczym zielonoskóry Grinch o niezdrowym oddechu i słabych zdolnościach interpersonalnych, postanowiłem sobie w tych pięknych okolicznościach przyrody odrobinę ponarzekać. A co by już w ogóle dopełnić obraz czystego zła i prawdziwego syna TVN’u, będę narzekać na Produkt Rodzimy (*a każdy patriota wie, że produkt rodzimy zawsze jest najlepszy, niezależnie od aktualnego stanu rzeczy*). Dawno, dawno temu pozwoliłem sobie popsioczyć na temat prezentacji, domniemanych zasad i przede wszystkim modeli do Neuroshima Tactics. Dziś, w akcie świeżo pobudzonej dumy narodowej, nabyłem starter do Posterunku, jednej z czterech frakcji dostępnych aktualnie w grze.


Słowem wstępu – Nie, wbrew radosnego tonu pierwszego akapitu NIE jestem wrogiem polskich produktów a tym bardziej marki Neuroshima. Ba, poważnie uważam, że jest to brand godny dalszego promowania, mocny, solidny i już rozpoznawalny poza krajem dzięki doskonałym grom planszowym, jak Neuroshima Hex czy 51 Stan. Tym bardziej serce mi się kraje, kiedy widzę jak wydawnictwo Portal poczynia sobie z ich najnowszym dzieckiem, bitewniakiem osadzonym w ich sympatycznym uniwersum post-apo. Od początku bytowania NT w sieci śledziłem ich prezentacje i zapowiedzi, aż nawet raz dałem upust mej bezradnej złości, gdyż panowie z Portalu zachowywali się tak, jakby nigdy w życiu gry figurkowej na oczy nie widzieli. Zachwalali ‘nowoczesne i unikalne’ mechanizmy gry, wszystkie zapożyczone z innych systemów (*z wyjątkiem akumulatora, ale o nim, zupełnie inną bajkę będziemy pisać*) a prezentacja ich figurek była iście bazarowa – słabe modele bardzo przeciętnie pomalowane jako forma reklamy dla systemu?

Ktoś rzeknie – kwestia gustu. Ja odpowiem – bzdura. Gust gustem, wiadomo, nie każdemu podoba się mangowa stylistyka modeli do Infinity czy groteskowa przesada Wyrd Miniatures, ale istnieje coś takiego jak Poprawny Warsztat. Co rozumiem pod tym pojęciem? Dobrze wyrzeźbione proporcje, wysoką jakość odlewu oraz ostrość detali, która nie powinna być opcjonalna, lecz obowiązkowa w modelach odlewanych w metalu. Z niejaką przykrością stwierdzam, że na pięć zawartych w starterze modeli zaledwie jeden spełnia powyższe kryteria i nie odrzuca mnie po oględzinach – co jest zabawne, gdyż oględziny modeli w sklepie wskazywało, że wojacy z Posterunku prezentują się z całej gromadki najlepiej (*bo modele do Molocha to w ogóle jakieś karczochy są – nie będę płacił za coś, co sam jestem w stanie ulepić, i to plasteliną*).

Ale po kolei. Pudełko, jakie jest, każdy widzi. Łączna fotka zawartości, przyjemna stylistyka, dobry projekt, oko przyciąga. W środku zwykły kartoniak, a zawartość? Woreczki strunowe z modelami w środku, wypraska z grubaśnymi żetonami oraz trzy małe karty – miernik akumulatora oraz dwie karty lokacji. Wszystko zawinięte w folię bąbelkową. Meh – brakuje mi trochę gąbeczki ochronnej, ale nie ma na co narzekać, bo to standard pakowy; zarówno modele do Infinity czy gier Spartan Games są pakowane w taki sam sposób.






Przejdźmy do modeli – powinienem je spryskać podkładem i potraktować łoszem, byście z tych zdjęć niskiej jakości mogli stwierdzić, że mamy… umiarkowany poziom kichy. Nie jest tragicznie! Jest tylko zwyczajnie źle, ale poziom jest nierówny; najgorzej się prezentuje pani-żołnierz, cierpiąca na zaawansowaną żyraficę (*jej szyja… rani moje estetyczne gusta*) i ogólne problemy z kośćcem, podobnie jak pozostali liniowi naparzacze. Nie najgorzej wygląda zaś pan oficer machający rączka, gdyby nie fakt, że mordę ma koślawą a po ręce leci taka linia łączenia, że nie się tego odratować bez ostrej roboty z pilnikiem i masą modelarską. Tragicznie prezentują się giwery! Niska ostrość detali powoduje, że zamiast ostrych, geometrycznych rysów jakich oczekiwałbym od broni palnej mamy coś, co tylko krok dzieli od wyglądania jak pukawki skręcone z balonów lub gumowe wichajstry ze zabawkowego. Krzywa beczka nie ratuje sytuacji!

Są jednak dwa plusy – bohaterka oraz niska cena. Zacznijmy od mniej oczywistego, czyli od bohaterki. Jest to rzeźba już prawie na solidnym poziomie! Ba, może się nawet podobać. Dynamiczna poza, w miarę odpowiednie proporcje, ewidentnie kobieca twarz, profesjonalnie pofałdowany płaszcz. Gdyby wszystkie modele prezentowały poziom tejże pani, narzekanie byłoby dużo krótsze i mniej obfite (*choć do ładniejszych femme fatale z innych systemów w urodzie jej jeszcze daleko*). Największą zaletą, póki co, jest niska cena. Starter kosztuje niecałe 90 złotych, co daje w przeliczeniu 18 blaszek za jeden model – przyzwoita cena, która może być tarczą obronną kontra argument niskiej jakości, bo „są tak dobre, na ile kosztują”.

Tak więc najlepiej nie jest… tym bardziej, że bardzo rzadko żałuję dokonania zakupu figurkowego, a tym razem troszkę postękałem! W końcu w tej kasie mogłem spokojnie nabyć Anathematica do Kombinatu czy mógłbym też dorzucić dosłownie kilka złociszy by zaopatrzyć się seksowną barkę nowych nekronów! No ale czego się nie robi dla zacnych czytelników? Moim zdaniem od strony wizualnej Neuroshima Tactics stoi gdzieś tak dekadę w tył – to nie za dobrze; można mieć jedynie nadzieję, że panowie z Portalu się wyrobią. No, ale modele modelami, dobrze by było w to zagrać i sprawdzić, czy chociaż ta zachwalana i ‘nowatorska’ mechanika oferuje coś przyjemnego i godnego uznaniowego skinięcia głową. Ale to dopiero jak uda mi się wczytać w zasady. Póki co, to wszystko na dzisiaj… a w następnym odcinku, Covenant Of Antarctica, czyli ochy i achy nad morskimi bitwami w Dystopian Wars.

28.03.2011

[28.III.2011] Neuroshima Tactics - Brzydki brat Infinity?

Po pierwsze, żyję! Do pełni zdrowia daleko, wszyscy wiedzą, zapalenie płuc to nie zabawa, i w tydzień się nie wykurujesz, zastrzyki w dupkę przyjmujesz i w ogóle, dziwki, lasery, pleśniowe sery! Na szczęście czuję się już znacznie lepiej, nie umieram, mogę oddychać (w miarę) oraz mogę siedzieć przed komputerem bez krwotoku z gałek ocznych - głównie dzięki nowych okularom! Mogę więc ponownie powrócić do pisania i tworzenia, by żyło się lepiej. Dzisiaj chciałbym nareszcie napisać coś nieco obszerniejszego (w zamyśle - jak wyjdzie, tak będzie) na temat naszego pięknego, polskiego bitewniaka: Neuroshima Tactics!

Nie będę robił obfitej prezentacji postapokaliptycznego świata Neuroshimy - jak nie wiecie, strata mała a żal krótki, bo świat jest tak klasycznym postapo, jaki tylko możecie sobie wyśnić. Atomowa wojna, wyniszczona Ameryka, dzikie maszyny a la Skynet polują na ludzi z północy, tworzą mutantów, i w ogóle, psują krew. Od południa zmutowana dżungla powoli pochłania wszystko na swojej drodze, a po środku żyją sobie ludki zbierając wodę, amunicję i apteczki, by dożyć kolejnego dnia. Ba dum, tss. Świat jak świat, jest ok, znamy te klimaty, znamy klisze, dzięki czemu łatwo się w nim poruszamy, łatwo w niego "wpadamy" i czujemy te klimaty. Osobiście poznałem tę markę dzięki doskonałej, powtarzam, doskonałej grze taktycznej Neuroshima Hex autorstwa pana Oracza, która mnie urzekła i w którą zawsze chętnie pogram - szybka, dynamiczna, całkiem mózgożerna, no sieczka najwyższych lotów, love this shit. Potem wyszedł w tych klimatach kolejny "planszówek" (a bardziej "karcianek"), 51 Stan, który też okazał się międzynardowym hiciorem. Nie dziwi mnie więc, że brand Neuroshimy jest rozwijany przez firmę Portal w każdym możliwym kierunku. I ucieszyła mnie wieść, że będzie polska gra bitewna w tych właśnie klimatach - Neuroshima Tactics!

Oklaski dla firmy Portal za podjęcie tak trudnego zadania jakim jest stworzenie w pełni funkcjonującej, samodzielnej gry bitewnej z własnymi figurkami! Należy popierać takie projekty tym bardziej dlatego, że są rodzime - tak więc z drżeniem łydek wyczekiwałem pierwszych modeli, pierwszym snipów z zasad, czegokolwiek mięsnego, by się w to gryźć i piać z zachwytu. No i panowie pokazali. I nie ma o czym piać, jedynie wyć, niestety. Oto pierwsze figurki, z armii Hegemonii (wielka bandyteria cojones).



Co widzimy? Szczerze? Wielką straszliwą kichę. Nie kupiłbym takich rzeźb za 5 zł, a wątpię, by była to cena ostateczna modeli w blisterach - są po prostu kosmicznie brzydkie. Spójrzmy na Punka - okropne ręce, za małe dłonie, tragiczna czaszka, ohydne detale (a raczej ich brak), nie wspominając już o gumowym Uzi ze Smyka. No jest po prostu tak odrażający, że starzy gangerzy z Necromundy mający wieki biją go na głowę. Drugi pan, "Hell Angels" jest równie tragiczny, z beznadziejną pozą w stylu "nie wiem, jak się trzyma pukawkę", mordą ulepioną przez kogoś, kto dopierom co ogarnia temat, tak samo jak dopiero uczy się tworzenia szmat grzbietowych. Wiem, okrutnie sobie poczynam, ale to dlatego, że chciałbym, by system był czadowy - a wiem, że są w naszym kraju rzeźbiarze najwyższej jakości i sortu! Czyżby byli za drodzy? Czy może Portal nie wie o ich istnieniu, i zatrudnia po kosztach początkujących wannabe? 

Popastwię się jeszcze trochę nad malowaniem - budżetówka w prezentacji to najgorsza tragedia jaką można zrobić nowemu produktowi. Spójrzcie panowie na Infinity, gdzie niejaki Giraldez za odpowiednią sumkę zamienia szary metal w prawdziwą perłę dla oczu. I nie mówcie, że Giraldeza nie ma w Polsce, bo mamy doskonałych malarzy, którzy pomalowali by nawet tak gówniaste figurki za odpowiedni szmalec - chociażby ktokolwiek z ekipy Brush Brothers pomalowałby to tak ze dwadzieścia razy lepiej niż to badziejstwo, którego używacie w formie prezentacji systemu. Opanujcie się, bo nie tędy droga - oszczędność na promowaniu nowego systemu jest równa śmierci systemu przed jego startem. Reakcja na zobaczenie modeli do nowego systemu powinna wyglądać tak: "O mój Boże, to jest piękne, to jest super, chcę to, gdzie to kupic, w czym tym się gra, moje oczy, argh!". A na razie mamy "O mój Boże, te kupsztale są do Neuroshimy? Brrr."

I choć systemy bitewne figurkami stoją (przykro mi, taka jest smutna prawda - zasady są ważne, ale jak wiemy, nie kluczowe - systemy ze starymi, niedopracowanymi i pełnymi bugów zasadami też potrafią się świetnie sprzedawać) to jednak zasady też są ważne - póki co skomentować mogę jedynie to, co panowie z Portalu prezentują w swoich filmikach o wdzięcznej nazwie "12 powodów", które to reklamówki mają nam przedstawić ów tytułowe powody, dla których należy kochać Neuroshimę Tactics. Niestety, filmiki nie prezentują wiele z zasad, a na dodatek pokazują ogromną niewiedzę ekipy Portalu w dziedzinie gier bitewnych - albo co gorsza, zamierzoną dezinformację.

W pierwszym filmiku dowiadujemy się, że "większość" systemów dzieli rozgrywkę na fazy, wiecie, ruch, strzelanie, szarże - znamy to. Tylko to nie prawda, bo większość systemów nie ma żadnego podziału na fazy, w tym Infinity, które jest tutaj wymienione tuż po powyższym stwierdzeniu. Nieładnie. MalifauX, Warmachine, Hordes, MERC - każda z tych gier nie ma żadnego sztywnego podziału na fazy tego rodzaju - tak na prawdę tylko "giganci" GW ów starożytny podział mają, głównie ze względu na unikalną dla tych gier skalę składowa/regimentową. Więc bzdura straszna. No ok, ale filmik jest skupiony na nowince w Neuroshimie Tactics - Limitowanej Amunicji. Otóż nasi żołnierze na polu bitwy mają ograniczoną amunicję - ot, zaczynają z 5 kulami, dla przykładu. Pomysł klimatyczny, rozumiem próbę jego implementacji. W końcu mamy świat Postapo, amunicja nie rośnie na drzewach, i raczej niewiele osób ją produkuje, a jeżeli już, to w ilościach czysto detalicznych. Tak więc limit jest ok. W teorii! 

W praktyce to będzie koszmar - wyobraź sobie, że masz te 5-8 modeli na stole. Teraz każdy z tych modeli ma swoją amunicję. Widzimy, do czego to zmierza? Przywitajcie się z matematyką!  Musisz pamiętać ile każdy z modeli ma amunicji, musisz pamiętać, by zdejmować kule z postaci na rozpisce (bo na razie zapowiedzi kart nie ma), po prostu koszmar tragicznie spowalniający rozgrywkę i pozwalający na ogromne szwindle, nawet przez zwykłe zaniedbanie. Jakby było tego mało, wprowadza dodatkowy Nerdrage Factor do gry - bo widzicie, choć kule wystrzelimy, przecież wcale nie musi trafić! I tak mając te 5 kul, strzelimy dwa razy, dwa razy nie trafimy i szlag nas trafia, że amunicja ucieka a nasz gość nic nie zrobił. Pytanie moje brzmi - czy warto komplikować grę tylko dla dodania odrobiny "klymatu postapo"? A może warto by było założyć, że nasze grupy przygotowują się do starcia, i wyciągają amunicję ze swoich placówek, melin i baz, by pójść na zabawę w pełni przygotowanymi?

Drugi filmik mówi nam o tym, że w Neuroshimie Tactics zastosowano ARO z Infinity. No, gratulacje pomysłowości ;) Mechanika jest dobra, ba, doskonała - ale po co nakładanie limitu na ilość reakcji? By nie było totalnej zrzynki z Infinity? No bez jaj...

Najświeższy, trzeci filmik traktuje o mistycznym Akumulatorze, unikalnej mechanice Neuroshima Tactics - mechanizm, który oferuje możliwość "ożywienia makiety". Za punktu uzbierane na akumulatorze możemy kupować "akcje" na makiecie, jak na przykład beczka z benzyną, która nagle toczy się w stonę przeciwnika. Możemy zawalić kawałek ruiny by spadł komuś na głowę lub by coś z wyższego piętra spadło na niższe piętro. Możemy wysadzić starą instalację gazową. Ogólnie, koncept jest fantastyczny. Szczegółowo, widzę masę problemów. Masę. Po pierwsze, czy to jest dowolne, czytaj, narracyjne a la gra fabularna? Typu "widze latarnię, wydaje dwa punkty, latania zawala sie na twój model i go łamie"? Szczerze wątpie - a to oznacza że w podręczniku będzie musiała widnieć ogromna lista rzeczy, które można dołożyć do pola bitwy i "ożywić" za pomocą Akumulatora w czasie rozgrywki. Ok, da się zrobić, panowie mają zapał, więc czemu nie?. Co jest najgorsze to to, że mamy tutaj koszmarek z balansem - mechanika Akumulatora nagradza bowiem gracza, któremu już dobrze idzie. Nagradza wygrywającego! Jeżeli nasz figurak kogoś sprzątnie, dostajemy punkt. Przejmiemy gambla (chyba coś w rodzaju celu), dostajemy punkt. Słowem, jak nam idzie wybornie, to dostajemy dodatkową zabawkę do dalszego pociskania i tak już pociskanego przeciwnika - słowem, masz fuksa w kościach, trafiasz i mordujesz? Gratulacje, masz kolejne narzędzie do karania przeciwnika! Czy tylko ja uważam, że to szybka i łatwa droga do rozpieprzenia jakiegokolwiek balansu w rozgrywce, kiedy mamy mechanikę nagradzającą wygrywającego?

Słowem, za wyjątkiem implementacji ARO z Infinity każda nowinka z Neuroshimy Tactics na razie nie wzbudza mojego palącego entuzjazmu, nie wpominając już o figurkach o jakości sprzed dwóch dekad. Podręcznik kupię tak czy owak, i z będe klaskał, jak gra się w końcu pojawi, ale czy będę graczem? Póki co, wątpię. Może coś się objawi, co zmieni moje nastawienie...