08.12.2013

[08.XII.2013] Infinity: Nowości na Grudzień!

Grudzień! Dopiero teraz, że tak powiem, to odczułem. Głównie dzięki temu, że chodnik obił mnie wielokrotnie  w drodze powrotnej do domu kiedy to zdradziecki lód przykryty śniegiem wspomagany przez zrywy szaleńczego, dującego wiatru z entuzjazmem wyrywały mi grunt spod stóp kierując mnie przy wsparciu pozbawionej miłosierdzia grawitacji na spotkanie z betonowymi płytami chodnika. Dopiero kiedy przemarznięty, potłuczony i przeklinający zastaną rzeczywistość wróciłem do domu uznałem, że oto zima, niech ją szlag. Cóż, pora ta przynajmniej w niedalekiej przyszłości nosi w sobie obietnicę choinki, ciepłego kompotu z suszek oraz radosnej atmosfery rodzinnej wymiany dóbr na zasadzie barteru, znanej również pod mniej szlachetną nazwą „wręczania prezentów”. Słowem, nie jest tak źle. Szkoda, że od stycznia już nic nie rozjaśni mi zimnych, śnieżnych dni. Blech. No, ale dość sarkania jak starowinka na burku, nadszedł bowiem Ten Czas, w którym wydawcy prezentują powoli swoje nowinki! Odklejmy się tymczasowo od GW i ich wspaniałej sprzedaży DLC i płatnych katalogów drogich modeli (*kaszl, Escalations, kaszl*) i rzućmy okiem na być może jedną z najładniejszych fal wydawniczych tego roku wydanych przez Corvus Belli do Infinity!

Nowości na grudzień, yay, tym razem składające się z zarówno pojedynczych figurek na które wszyscy czekamy oraz kolejnych zestawów opatrzonych logo Dire Foes, które choć nadal uważam za nieco za drogie względem oferowanej zawartości, to przynajmniej z ręką na moim pierwszy sercu mogę przyznać, że te dwa nowe zestawy wyglądają mistrzowsko i zawarte w nich modele to perełki półkowe, prawdziwe złoto przekute w rzeźby miniaturowych komandosów.  Mimom wszystko będę musiał raczej znaleźć kogoś na podzielenie się zawartością pudełka Tohaa vs. CA, bo tylko mnie kapuściany komando interesuje, tak czy owak. A co poza tymi pudełkami? Coś dla nomadów, coś dla ALEPHU oraz naturalnie blisterek dla nowych obcych! Do dzieła.

Flee or Die to urocza i wiele mówiąca nazwa pudełka Dire Foes poświęconego starciu Pan Oceanii reprezentowanej przez brata zakonnego Konstantinosa oraz Haqqislamu pod postacią zabójcy Husama Yasbira, którzy zmierzą się ze sobą w starciu o biedną panią szefową korporacji MagnaObra. Gdy jedna strona pragnie jej śmierci za korporacyjne zbrodnie, druga musi ochronić jedną z głównych sponsorek wojennych dotacji! Oczywiście w paczce dostajemy kod do obfitego pliku zawierającego odpowiednie scenariusze, i fabularne tło całkiem ładnie jest ze sobą zebrane, ot taki Pojedynek Dwóch Wyznań, gdzie miecze przemówią głośniej niż karabiny. Muszę pochwalić przede wszystkim modele! Oczywiście ‘neutralny obywatel’ pod postacią VIP Executive to obowiązkowa seksbomba w kostiumie rodem z porno wizualizacji tego, jak ubiera się kobieta biznesu i tak dobraną pozą, by to dodatkowo podkreślić, ale już bohaterowie starcia to wyśmienite modele. Dynamiczne pozy, wyborny detal, czuć od nich energię i intencje, ba, nawet postawy łatwo pokazują kto jest atakującym a kto stoi w obronie, bym powiedział. Przede wszystkim Yasbir ze swoją pozą „You are next, infidel!” przemawia do mnie i atakuje moje skromne portfelowe zasoby mroczną pokusą, chęcią posiadania. Niedobry, oj niedobry.

Viral Outbreak, czyli starcie obcych i ich toksyczne relacje! Dosłownie, bo scnenariusze i rys fabularny osadzą ich w morderczych środowiskach i strefach śmierci, tam, gdzie jednostka specjalna HAZMAT A1, wykwalifikowana pani technik od operacji w środowiskach o maksymalnej toksyczności się może pojawić. Shasvastii Corax Hasht to komandos od specjalnych operacji, który po utracie swojej wylęgarni, zniszczonej przez Tohaa, zaprzysiągł zemstę odwiecznym wrogom E.I. i poprosił o transfer w celu dosięgnięcia obiektu swojej zemsty, tohijskiej archeolog Aelis Keesan, która również pragnie zemsty na Hashtcie, jako że on i jego wredni pobratymcy zrównali z ziemią jej wyraźnie cywilny obóz. Dołączyła więc do jednostki bojowej Hatail i uznała, że nie spocznie, dopóki Hasht nie padnie z jej ręki. Podwójna zemsta, taka pyszna. Modele, naturalnie, są wyśmienite, nawet jak dla mnie – kolesia, który za stylistyką Tohaa nie przepada, który choć może i jest w stanie tolerować ich wygląd połączony z wyglądu Skorne z obcą rasą z Mass Effect, to już wyglądu bojowych królików czy broni, która nie może się zdecydować, czy jest karabinem czy ubijakiem do mięsa tolerować nie potrafi. Tak czy owak choć pani Hatail jest urocza, to jednak Corax płci prawdopodobnie męskiej (*Z Shasvastii ciężko powiedzieć XD*) powoduje moją egzaltację i wymusza na mnie potrzebę posiadania go w swojej kolekcji. Ten pancerze! Ta poza! Ten wyraz kosmicznej gęby mówiący ‘traf mnie, jeśli potrafisz’. Boski kawał sałatowego szefa. Muszę przyznać też, że choć oczywiście pani technik HAZMAT A1 to nadal jest erotyczne marzenie twórcy na temat pani inżynier rodem z kalendarzy pin-up, to jednak jest to ładna rzeźba i dużo mniej dwuznaczna, niż pozostałe panie w paczkach Dire Foes.

Intruder! Znowu, można by powiedzieć, ale powiem szczerze, że nigdy nie mam dość największej grozy dostępnej w nomadzkiej armii, bestii wielu pól bitew, niesławnej i znanej każdemu, kto w Infinity gra na tyle długo, by chociaż raz zmierzyć się z Nomadami. Intruder to główny ‘must in’ tej armii, znany ze swojej kombinacji śmiercionośnych umiejętności i uzbrojenia. A wraz z wyjściem startera do Corregidoru otrzymał również śliczny nowy wzór, który teraz jest kontynuowany pod postacią drugiej odsłony uzbrojonej w MULTI karabin snajperski. Nowy wzór nie tylko bardzo mi się podoba całościowo, ale można się nim wręcz posłużyć w celu zobrazowania jak bardzo rozkwitła jakość rzeźb tej firmy, jak doświadczenie rzeźbiarzy przebija przez model, który nie tylko jest poprawniejszy anatomicznie, ale też bogatszy w detale i pozbawiony absurdów w postaci armatury większej od niego samego. Zawsze lubiłem stylistykę Nomadów a nowe modele coraz bardziej dopieszczają ich wygląd, bardziej przypominając kombinezony suberbohaterów a la filmy Nolana czy kostium nowego Red Hood’a niż zbroje wspomagane wrogów. Słodko. No i pukawki nareszcie przestały wyglądać jak rury PCV z okleiną wzorem z niższej klasy LARP’ów, co też nie jest bez znaczenia. Fantastyczny model, jak uda mi się nareszcie pozyskać jakąś kasę, z pewnością nabędę drogą kupna!

Ectros, czyli ciężkie, bojowe króliki obcych! No dobrze, nie do końca… Ectros to w języka Tohaa liczba ‘e’, stała równa 2,718(…) uznawana w matematyce za liczbę kluczową i doskonałą. Ectros to pierwszy regiment ciężkiej piechoty zaadaptowany na potrzeby Nowej Armii, restrukturyzacji w siłach zbrojnych dominium Tohaa, która była koniecznością, by móc sprostać rosnącej sile wyewoluowanej inteligencji. W sumie, fluffowo, to niezłe skurczybyki! Świetnie wyszkoleni, korzystający z mocą z ich unikalnej zdolności działania w trio niczym jeden organizm, opancerzeni w wyborny pancerz symbiotyczny, uzbrojeni w wyśmienite uzbrojenie, słowem, elitarni żołnierze od A do Z. Szkoda jedynie, że wzornictwo tak bardzo mnie odpycha, bogowie, tak bardzo… Nie chodzi nawet o zwichnięte proporcje – obcy są, to im wolno wyglądać jak koszykarze cierpiący na anoreksję. Bardziej chodzi o wzór pancerza! Jakieś kurde pokryte fałszywymi muskułami ciasne wdzianko jak pianka dla nurków z przybitymi płytami pancerza i hełmofonem z króliczymi uszkami? No grozą to to nie napawa. Nie mówiąc już o tym, że ciężki karabin maszynowy na ciężki z całą pewnością nie wygląda a włócznia/glewia może przyprawić Sorogata z jego toporem zaledwie o śmiech pogardy. Cóż, bez owijania w bawełnę – po prostu mi się nie podoba, co jest ciekawe, bo już na przykład lotnicy czy liniowa piechota tej frakcji bardzo przypadła mi do gustu.

Machaon, Medical Officer of the Myrmidons to prawdziwa perła jeżeli chodzi o nowości pokazane w tym miesiącu. Kurde, naprawdę zaczyna mi dopiekać to, że Aleph dostaje regularnie takie piękne modele – Asury, Ajax a teraz Makaron, który jest bodajże jedną z najlepszych figurek jakie Corvus Belli wydało kiedykolwiek. Tak, oczywiście wszyscy możecie się nie zgadzać, ba, być może jakość ta jest mi sprzedana przez wyśmienite, wyborne malowanie ze Studia Giraldez, ale nie oszukujmy się, choć malowanie potrafi wynieść figurkę na wyżyny wizualne, to jednak sam model musi sobą coś reprezentować, a polowy medykus Myrmidonów Alephu to jednak wyśmienita rzeźba – nie tylko rysy twarzy, tak naturalnie i niemalże filmowe, ale również bogaty w detale lekki pancerz i świetny płaszcz, który na siłę moglibyśmy podszyć pod lekarski kitel i oczywiście wielka torba na pewno napchana lekami, wódeczką i sprośnymi magazynami z ponętnymi greczynkami! Słowem, to absolutnie fantastyczny model, który aż świerzbi mnie po kieszeni, prosząc nieubłaganie o zakup, ot, by kurde mieć, by posiadać. Nie dość, że Aleph mocą straszy na stołach, to jeszcze piękne modele dostają. Taka niesprawiedliwość społeczna!


I w ten oto sposób zamykamy moje własne przemyślenia i ocenę zaprezentowanych cudeniek do Infinity. Bardzo, przyznam, mocna wala nowości, z jedną wpadką, którą jest w pełni subiektywna – z pewnością gdzieś tam są ludziska na szerokim globie, którym Ectros się niezwykle podoba, ale ja z pewnością nie jestem jednym z nich. A jutro? Cóż, może nic, może coś, zależy, jak poradzę sobie z presją czasu, ale jeżeli coś się pojawi… To będzie to coś przemyśleniowego ;) W następny weekend? Tak jest! Z dawna wyczekiwana recenzja Malifaux’a, edycja druga – nareszcie! DO miłego.

1 komentarz:

  1. Komu się Ectros podoba, bo nie znam? :P Ale jak to mówią, każda potwora itd. Jakbym grał Tohaa, to pewnie zrobiłbym konwersję true-proporcje, bo pozycja krocza jak w spodniach skejta trochę obniża ogólny poziom.

    OdpowiedzUsuń